Forum DDN+. Duch, Dusza i Serce znajdą tu Natchnienia, świadectwa i pomoc.
https://www.drogowskazydonieba.com/

MAMA, MACIERZYŃSTWO - DOROSŁAM DO MACIERZYŃSTWA
https://www.drogowskazydonieba.com/viewtopic.php?t=50725
Strona 1 z 1

Autor:  Admin_DDN [ 10 mar 2015, o 18:57 ]
Tytuł:  MAMA, MACIERZYŃSTWO - DOROSŁAM DO MACIERZYŃSTWA

MAMA, MACIERZYŃSTWO - DOROSŁAM DO MACIERZYŃSTWA

W 1976 roku, gdy miałam 26 lat, dokonałam pierwszej aborcji, w rok później drugiej.
Miałam już wtedy czworo dzieci, które sama wychowywałam i męża alkoholika.

Wiosną 1978 roku zauważyłam, że jestem w ciąży.
Nie powiedziałam jednak o tym mężowi.
Na początku ciąży bardzo krwawiłam.
Miałam chore nerki, chory kręgosłup i silną nerwicę spowodowaną alkoholizmem męża.
Lekarz podczas każdej z wizyt w ciągu pierwszych trzech miesięcy ciąży nalegał na aborcję.
Zapytałam, czy mimo moich komplikacji zdrowotnych jest szansa na urodzenie zdrowego dziecka.
Odpowiedział, że tak.
Chciałam za wszelką cenę uratować to maleństwo.
Miałam wyrzuty sumienia z powodu tego, co zrobiłam poprzednio.
W czasie rekolekcji parafialnych przed Wielkanocą 1978 roku otrzymałam rozgrzeszenie.
Pan Bóg pomagał mi uratować to dziecko.

Mężowi powiedziałam o ciąży dopiero w piątym miesiącu i od pierwszych chwil przeżywałam w domu piekło.
Byłam zupełnie sama, daleko od rodziny i daleko od Pana Boga.
Wiedziałam już, że to dziecko będzie żyło.
Prosiłam Pana Boga, by dał mi łaskę miłości, żebym mogła kochać to nie narodzone dziecko.
Mąż tymczasem szalał z wściekłości.
Mówił, że żony jego kolegów poddają się zabiegom:
Jedna z żon poddała się osiem razy i żyje?
Dla mnie było straszne to, o czym mówił, straszne też były moje wyrzuty sumienia z powodu poprzednich aborcji.
Tak bardzo chciałam, żeby moje (nasze) dziecko żyło, tak bardzo je pokochałam.
Dorosłam do macierzyństwa dopiero wtedy, gdy musiałam bronić życia.
Nie chcę przez to powiedzieć, że nie kochałam innych moich dzieci; kochałam je wszystkie i wychowywałam, mimo trudności, jak mogłam najlepiej.
Mąż nadal mi dokuczał i wyzywał mnie za to, że nie poszłam na zabieg.
Nie poddawałam się, bo wiedziałam, że Pan mnie nie opuści.
Całą ciążę przechodziłam w silnym stresie, strachu, przeklinana i znienawidzona przez człowieka, który przecież miał być dla mnie podporą w, trudnych chwilach, który przysięgał mi przed Bogiem miłość.
Dodatkowo, na zebraniach w szkole u starszych dzieci wysłuchiwałam drwiących uwag pod moim adresem, na które pozwalali sobie nauczyciele: że mam chyba zbyt mało dzieci i tylko tego mi potrzeba w tak trudnych czasach.

Pod koniec grudnia 7978 roku urodziłam zdrową i śliczną córeczkę.
Mąż odebrał nas ze szpitala, chociaż wcześniej odgrażał się, że tego nie zrobi.
Starsze dzieciaki pokochały małą i opiekowały się nią, jak tylko potrafiły.
Nie miałam z córką żadnych wychowawczych czy zdrowotnych kłopotów.
Od początku była dzieckiem kochanym, otwartym na innych.
W czerwcu 1993 roku, w przeddzień wyjazdu na kolonie, mąż powiedział jej, że nie miała się narodzić, że miałam ją zabić, że nie musiałby wtedy płacić alimentów.
To był dla niej straszliwy szok, bardzo płakała.
Od września tego roku zaczęła chorować.
Po obserwacji w szpitalu lekarz stwierdził silną nerwicę.
Choroba zaatakowała stawy biodrowe, kręgosłup i brzuch.
Jej przyczyną była bez wątpienia wiadomość, którą usłyszała od własnego ojca, a także jego alkoholizm.

Po roku stan zdrowia córki zaczął się poprawiać.
Znalazła kapłana, który ją zrozumiał i wiele jej pomógł.
Dzisiaj należy do Oazy - bierze udział w spotkaniach swej wspólnoty, wyjeżdża na rekolekcje, na czuwania.
Często czyta Pismo święte.
W każdej wolnej chwili chodzi na mszę świętą.
Wiem, że modli się także za ojca.

Dzięki córce również ja odnalazłam drogę do Pana.
Rozmawiamy wiele na temat Kościoła, Boga i wspólnoty oazowej.
Kocham całą moją gromadkę, również mego męża alkoholika.
Najbardziej jednak kocham to uratowane dziecko, przez które odnalazłam drogę do Boga i jestem bliżej Niego.
Doświadczam wielu łask Bożych i bliskości Pana w życiu codziennym.
Przebaczyłam wszystko mężowi i modlę się za niego.
On nigdzie się nie leczy i nie chce uznać swojej choroby.
Słowo ?aborcja? przyprawia mnie do dziś o dreszcze.
To było straszne.
Żałuję tego, co zrobiłam, ale niczego cofnąć się nie da.
Cieszę się, że Pan dał mi łaskę uratowania córki.
Stale Mu za to dziękuję.
Córka wnosi swoją obecnością wiele radości i szczęścia w naszą rodzinę.
Obecnie starsza córka spodziewa się dziecka.
Od pierwszych chwil, gdy się o tym dowiedziałam, zaczęłam gorąco modlić się za nie i za córkę.
Szczęśliwa matka.



Autor nieznany ? zebrał ks. Antoni Wac

Strona 1 z 1 Strefa czasowa UTC+01:00
Powered by phpBB® Forum Software © phpBB Limited
https://www.phpbb.com/