Forum DDN - Drogowskazy do Nieba.
  

Strefa czasowa: UTC + 1 [ DST ]



Utwórz nowy wątek Odpowiedz w temacie  [ Posty: 2 ] 
Przeszukiwarka poniższego WĄTKU:
Autor Wiadomość
Admin_DDN
 Tytuł: Garść wspomnień z pierwszego pobytu w Medjugorie
PostNapisane: 19 maja 2012, o 19:13 
Offline
1000p
1000p
Postów: 6492
Skąd: Polska
Garść wspomnień z pierwszego pobytu w Medjugorie

MEDJUGORIE - Nadesłana relacja z pielgrzymki oraz kilka ciekawych faktów i świadectwo.


Na początku, przed 31 laty, kiedy Matka Boska zaczęła objawiać się w Medjugorie, była to chyba najbiedniejsza wioska w całym regionie centralnej Hercegowiny. Maryja - jak mówiła - wybrała właśnie tę miejscowość, gdyż tam było wielu ludzi prawdziwie wierzących, którzy nie wstydzili się modlić publicznie na co dzień, chodzić z różańcem w ręku i normalnie rozmawiać o Bogu, jak rozmawia się o wszystkim innym. Z tego okresu pozostało jeszcze trochę domków z kamienia, które są świadkami tamtych czasów. Dziś jest to wielki kombinat pielgrzymkowy z licznymi 2-3 piętrowymi pensjonatami, spośród których wiele ma klimatyzację w każdym pokoju. W naszym pensjonacie klimatyzacja była tylko w jadalni, ale pokoiki (2-3) osobowe były bardzo wygodne, czyściuteńkie, przy każdym łazienka z natryskiem i ubikacją, tak że można było nawet 3-4 razy dziennie ochłodzić się pod strumieniem wody, bo w ciągu dnia upał chyba nie spadał poniżej 40 stopni.

Obiado-kolacje zapewnione w ramach tych 100 euro od osoby (razem z zakwaterowaniem), były bardzo smaczne i obfite, zawsze z deserem, a nawet dużym dzbanem czerwonego wina (obok soków i wody mineralnej) do każdego obiadu. Mieliśmy też do dyspozycji piece kuchenne elektryczne (nawet z piekarnikami), wszelkie naczynia, czajniki bezprzewodowe, a przede wszystkim dwie wielkie lodówki, tak że śniadania przygotowywaliśmy sami, a kolacji nikomu nie chciało się jeść po tym upale.

Uboga wioseczka stała się osadą nieustannie rozbudowującą się, która żyje głównie z zakwaterowania i obsługi pielgrzymów, sprzedaży pamiątek (chyba w ok.100 sklepach i sklepikach), z restauracyjek, cukierenek, kawiarenek i lodziarenek, które spotyka się co krok itp., a które są dość tłumnie oblegane zwłaszcza po godz. 21.00... Sądząc po liczbie modlących się w kościele polowym (na powietrzu), który mieści ok.1500 osób - mniej więcej tylu przybyszów codziennie przebywa w Medjugorie, czyli naraz przyjeżdża
około 40 autokarów.

Nad wszystkim górują dwie wieże dużego kościoła, który już znacznie wcześniej „nie wiadomo z jakiego powodu” został wybudowany jako obiekt o wiele za duży na potrzeby tutejszej ludności. Za kościołem znajduje się kościół polowy na otwartej przestrzeni, gdzie na półokręgu, w promieniu 180° ustawione są liczne rzędy ławek z oparciami. Ołtarz wraz z prezbiterium mieści się na podwyższeniu, pod brezentowym sklepieniem wielkiej rotundy, doskonale widoczny z każdego miejsca, ale i tak obok znajduje się telebim.

Miejscowość znajduje się na płaskim terenie, ale otoczona jest wzgórzami, z których najwyższe - Kriżevac ma ponad 500 metrów. Część ludzi nadal zajmuje się rolnictwem, uprawiając głównie winogrona i tytoń. Ten rejon bowiem, w przeciwieństwie sąsiednich rejonów Chorwacji, przez które przejeżdżaliśmy, ma trochę ziemi uprawnej. Gdy jechaliśmy nową autostradą przez środek Chorwacji, to przez 3-4 godziny jazdy nie widziałam nawet najmniejszego zabudowania – tylko białe wapienne skały po obu stronach, miejscami rzadko porośnięte nędzną kosodrzewinką. Taki typowy „jugosławiański” kras, jaki znamy z podręczników do geografii. Owszem, Chorwacja jest nieporównanie bogatszym krajem niż Bośnia i Hercegowina ale bogactwo to widać głównie w strefie nadmorskiej, na wybrzeżu, gdzie są najpiękniejsze kurorty adriatyckie. A wybrzeże mają bardzo dłuuuuuuuuugie; do tego jeszcze setki wysp i wysepek. Tyle, że plaże są kamieniste...
A teraz najważniejsze, czyli to, po co tam pojechaliśmy. Objawienia Matki Najświętszej trwają do dzisiaj. Maryja zjawia się tam codziennie, ale widzi Ją jedynie troje wybranych wizjonerów, z którymi pielgrzymi spotykają się tylko oficjalnie (w kościele) i tylko wtedy, gdy mają do przekazania orędzia Matki Bożej dla nas wszystkich. Trójka wybranych, to ci, którym dotąd Maryja nie objawiła jeszcze dziesiątej, ostatniej tajemnicy dotyczącej przyszłości świata i ludzkości. Pozostali widują Gospę (czyli Panią, bo tak tutaj nazywa się Matkę Bożą) - już tylko okazjonalnie. Zapewnieni przez Nią, że kocha ich niezmiennie, spotykają się z Maryją jedynie podczas ich własnych urodzin, czy niektórych świąt. My spotkaliśmy się z Ivanem, który przekazał nam najnowsze orędzie Matki Bożej...

Medjugorie jest jednak miejscem zupełnie szczególnym, gdyż w niesamowitej atmosferze, przesyconej modlitwą spotykają się ludzie z całego świata. Biali obok Murzynów, Japończyków czy Koreańczyków; młodzi obok starszych, a wielu przyjeżdża nawet z małymi dziećmi, nawet w wózeczkach... Wszędzie dookoła słychać obce języki. Niesamowite wrażenie odnosi się podczas odmawiania różańca i podczas Mszy Świętej, gdzie wszyscy naraz mówią to samo, ale każdy w innym języku. Najwięcej przyjeżdża Włochów... Matka Boska ukazuje się tutaj pod tytułem Królowej Pokoju, toteż atmosfera zbratania całego świata, miłości, życzliwości - jest absolutnie niepowtarzalna. Czegoś takiego jeszcze nigdy nie widziałam... I to skupienie na Bogu i Najświętszej Maryi Pannie... Każdy krok, każde miejsce tchnie jakąś nadprzyrodzonością, bo każdy dobrze wie, po co tutaj przyjechał i właśnie tak przeżywa swój pobyt...
Rozkład pielgrzymkowego dnia wygląda tak, że przed południem wychodzi się lub wyjeżdża w różne ciekawe miejsca: ciekawe i szacowne pod względem religijnym albo ciekawe jako urocze miejsca turystyczne. W międzyczasie, w różnych miejscach i warunkach, odprawiana jest kameralna Msza święta dla każdej nacji językowej, albo dla każdej grupy pielgrzymkowej - w jej własnym języku. Po obiado-kolacji, która zwykle ma miejsce około godz. 16.00 – 17.00 - wszyscy udają się na godzinę 18.00 (w lecie) do kościoła polowego. Tam, przez godzinę trwa odmawianie dwóch części różańca. Poszczególne tajemnice prowadzą księża, duchowi opiekunowie grup z różnych narodów, modląc się w różnych językach, po czym każdą z nich oddziela się od następnej przepiękną melodią graną na skrzypcach, albo śpiewem przy wtórze gitary, do którego włącza się cały wielojęzyczny tłum.

Od 19.00-20.00 odprawiana jest tzw. międzynarodowa Msza święta w języku chorwackim, ale Ewangelia czytana jest w tylu językach, ile zorganizowanych grup językowych aktualnie uczestniczy w niej.
Po Mszy świętej w godz. 20.00-21.00 jest adoracja Najświętszego Sakramentu albo adoracja Krzyża św. I to jest najpiękniejsze nabożeństwo... W wieczornym chłodku wszyscy cichutko i z wielkim skupieniem klęczą przed Panem Jezusem wystawionym w Monstrancji lub przed Ukrzyżowanym. Przy adoracji Krzyża – siedzą, gdyż cały plac jest grubo wysypany drobnym ostrym żwirem i trzeba koniecznie podłożyć coś pod kolana... Co pewien czas, głosem spokojnej modlitwy, włącza się ksiądz prowadzący adorację, na zmianę z młodymi ludźmi znajdującymi się w prezbiterium, którzy także spokojnie, łagodnym głosem, prezentują króciutkie teksty adoracyjne, każdy w swoim języku. Ich wystąpienia także są przeplatane, ale już dłuższymi śpiewami... Ludzie są tak skupieni we wzniosłym zasłuchaniu, że wprost nie chce się wracać do domu...
Ciekawie wygląda spowiedź. Z boku kościoła, w pewnym oddaleniu, znajduje się wolno stojący budynek z konfesjonałami w rodzaju „boksów”, gdyż z zewnątrz widać tylko rząd kilkunastu (a może nawet ze dwudziestu) drzwi na tle białej ściany, oddalonych od siebie o mniej niż metr. Przy każdym wywieszona jest wizytówka z odpowiednią flagą i napisem - w jakim języku można w danym konfesjonale wyspowiadać się. Nie wiem, jak wyglądają wewnątrz i na ile są podobne do tradycyjnych, znanych nam konfesjonałów, gdyż ja wyjeżdżając na pielgrzymki, sprawę spowiedzi „załatwiam” u siebie przed wyjazdem. Tych „konfesjonałów” jest i tak za mało, toteż wzdłuż bocznej ściany kościoła wystawione są krzesła, na których twarzą w twarz siedzą: spowiednicy i penitenci. Tu spowiedź wygląda jak normalna rozmowa dwóch osób, tyle, że jedna z nich ma na szyi stułę, a obok, na ziemi, stoi wizytówka także z napisem i flagą narodową – w jakim języku ten ksiądz spowiada. Obok, w odległości 2-3 metrów, cały czas przechodzą ludzie, a także siedzą na ławkach na całym placu przy kościele, ale nikt nikomu w niczym nie przeszkadza...

Wchodziliśmy na dwa bardzo ważne dla tutejszych wydarzeń kamieniste wzgórza. Jedno z nich nazywa się Podbrdo. Tam od początku, przez dłuższy czas ukazywała się Matka Boska w miejscach, które oznakowano krzyżami. W drodze pod górę ustawione są stacje różańcowe, gdyż wchodząc odmawia się różaniec. Miejsca te stanowią również okazję do odpoczynku... Drugie wzgórze (to najwyższe), to Kriżevac, czyli wzgórze kamiennego Krzyża św. wzniesionego przez ludność tych terenów jeszcze przed II Wojną Światową, który góruje nad całą okolicą. Wyprawę na to wzgórze rozpoczęliśmy już przed godziną 4.00 rano, a i tak nie byliśmy pierwsi, bo przed nami byli już Niemcy, Włosi i Polacy z Poznania... Tutaj była wspinaczka pokutna po wielkich i ostrych głazach. Kto mógł, to szedł boso na znak umartwienia, a kto nie – to niósł kamień, jako ciężar własnych grzechów, który złożył na szczycie. Po drodze były stacje Drogi Krzyżowej... Kto wybrał się tam później, to działał „na własną zgubę”, bo upał połączony z mozołem wspinaczki, to szczyt wszelkiej pokuty i wielkie niebezpieczeństwo.
Byliśmy jeszcze w czterech ciekawych miejscach. Pierwsze, to „Majczine sielo”, czyli „Matczyna wioska”... Po ostatniej bałkańskiej wojnie (1991-1995), wszędzie błąkały się osierocone, wystraszone, głodne i zaniedbane dzieci. Widząc je, „najważniejszy” zakonnik z sanktuarium medjugorskiego, o.Slavko Barbarić (franciszkanin), postanowił zbudować dla nich dom dziecka. Gdy zwrócił się do władz o przyznanie terenu pod ten obiekt – otrzymał odpowiedź odmowną. Nikt z nim nie chciał na ten temat rozmawiać. Ale on nie ustąpił. Dowiedziawszy się, że miejskie wysypisko śmieci ma być zlikwidowane (zdaje się, że wybudowano spalarnię, ze względu na ogromne góry śmieci „produkowanych” przez rzesze pielgrzymów), poprosił o nie. Tego – z szyderczym śmiechem – nie odmówiono mu. Podziękował i przy pomocy (gołych rąk) pielgrzymów, w ciągu kilku miesięcy oczyścił teren z wieloletnich hałd śmieci.

O takim efekcie, jaki dziś można tam zobaczyć, nikt nie śmiałby nawet marzyć. Nie wybudowano typowego gmachu dla domu dziecka, ale domki jednorodzinne: spadziste dachy z czerwoną dachówką, balkoniki, tarasiki, mansardy na poddaszu, dookoła ogródki, drzewka owocowe, itp. Domki są w pewnej odległości od siebie. W każdym z nich mieszka 5-7 dzieci wraz z 2 opiekunkami: zakonnicą i świecką wolontariuszką, co pozwala stworzyć takie małe ogniska rodzinne. Jednocześnie z budową locum dla dzieci, sadzono przepiękny park, las, z najrozmaitszych gatunków drzew i przeróżnych kwitnących krzewów. Są w nim niewielkie sadzawki z wodą i egzotyczne kaczki na nich, kaskady, oczka wodne. Jest też kaplica, pracownia będąca wytwórnią pamiątek (które dzieci robią same pod kierunkiem artystów plastyków i sprzedają na miejscu), duże przedszkole, a w ogrodzie – rozmaite place zabaw, małe zoo z niedużymi zwierzętami kopytnymi (kucyki, sarenki itp.)...

Aby dzieci nie izolowały się od społeczeństwa, większe chodzą do szkoły w mieście. Małe, a jest ich ok. 30 (ostatnio przybyłe – niechciane, porzucone) – chodzą do przedszkola, do którego inni rodzice z miasta dowożą codziennie swoje własne dzieci, gdyż w przedszkolu jest 120 miejsc. Wiedzą bowiem, że tu będą miały doskonałą opiekę i bardzo dobre wychowanie. Najstarsze z wychowanków liczą 22 lata i nie muszą się stąd wynosić. Idą w świat dopiero wtedy, gdy zdobędą zawód, skończą szkołę, założą rodzinę i otrzymają własne mieszkanie. Ojciec Slavko już nie żyje, zmarł po wejściu na Kriżevac u stóp krzyża, ale uczynił wielkie dzieło, bo tutaj osierocone dzieci z piekła wojny trafiły do ziemskiego nieba...
Drugie wielkie dzieło, które z kolei utworzyła pewna zakonnica, powstało znacznie wcześniej, a jest to ośrodek odwykowo-leczniczy dla narkomanów zwany „Cenacolo”...

Od wielu lat przybywają tutaj narkomani z całego świata (jak ten wielojęzyczny tłum w kościele) i przez okres 3 lat dźwigają się z dna. Nie jest to leczenie farmakologiczne, ale powrót do normalności głównie poprzez pracę i modlitwę. Pracują wszędzie przy robotach budowlano porządkowych na obiektach związanych z sanktuarium; robią przepiękne pamiątki i sprzedają je. Na własne potrzeby uprawiają ogród i hodują zwierzęta, sami sobie piorą (w rękach), sami gotują, sprzątają... dużo modlą się, uczestniczą w wieczornych modłach i adoracjach, ale mają też rozrywki. Grają na instrumentach i śpiewają, wystawiają wspaniałe musicale i spektakle teatralne, słowem... starają się żyć jak ludzie. Z wyglądu są bardzo sympatyczni... Żyją z tego, co uprawią i wyhodują, co sami zrobią i sprzedadzą, ale także z darów od pielgrzymów, bo prawie każda grupa wyjeżdżając, zanosi im to, czego nie spożytkowała: żywność, środki czystości, nawet częściowo zużyte jak pasta do zębów, itp... każdy coś chce im dać...

Ponieważ tutaj nikt nikogo nie trzyma, brama jest cały czas na oścież otwarta, niektórym z nich wydaje się, że po roku są już czyści i mogą wracać między ludzi, ale to tylko pozory, bo tacy ponoć najpóźniej po miesiącu czy dwóch, znowu tutaj wracają i wszystko muszą zaczynać od początku. Dopiero po trzech latach mogą przestać bać się sami siebie. W naszym polskim „Monarze” podobno 10% uzależnionych wychodziło z uzależnienia, tutaj – aż 70-80%... Jak widać, z Bogiem i przy pomocy Matki Bożej, na wszystko są zupełnie inne szanse...
Następnym ciekawym miejscem była „Wspólnota Błogosławieństw”, w której pracują także dwie polskie zakonnice. Jest to niewielki ale przepięknie urządzony dom rekolekcyjny (wewnętrzne patio spowite wszelkim kwieciem), ale my spotkaliśmy się z siostrą Barbarą – jedną z nich. Fascynująca osoba ! Tak wypowiadającej się kobiety, tak doskonale znającej zawiłości życia i pełnej wyrozumiałości, w dodatku osoby konsekrowanej – jeszcze nie słyszałam. Podczas spotkania z nią zostaliśmy powierzeni Matce Bożej. Tam też kupowaliśmy pamiątki.
Jednak najciekawszy był zamek zbudowany z miejscowego białego kamienia. To była niesamowita niespodzianka, jaka nieczęsto przydarza się i to tylko niektórym grupom. Był to prawdziwy, wielki i przepiękny zamek zbudowany (i ciągle jeszcze rozbudowywany) na wzór zamków średniowiecznych: z krużgankami, balustradami, rozłożystymi schodami, balkonikami, wykuszami, okrągłymi basztami... itp. w dodatku cały w otoczeniu zieleni i spowity krzewami pnących róż... Takiej piękności jeszcze nie widzieliśmy ! Gdy zobaczyliśmy go z odległości i dowiedziałam się, że zamek ten zbudował nawrócony kanadyjski multimilioner, to zaczęłam sobie żartować, iż każdy chciałby w takich warunkach pokutować. Okazało się jednak, że Patrick, bo tak ma na imię nawrócony, cały ten zamek przeznaczył na ośrodek rekolekcyjny dla księży i zakonników z całego świata. On sam opłaca ich przyjazd i powrót, on zapewnia im locum i utrzymanie przez cały czas rekolekcji. I tak się dzieje, że (chyba w sezonie) niejedna grupa duchownych ma szanse tam „pomieszkać”. Pokazano nam też (z zewnątrz), niemalże ukryty kącik z boku dziedzińca tej przepięknej budowli, gdzie Patrick wraz z żoną zajmuje skromne mieszkanie.

Mieliśmy szczęście spotkać się z nim i wysłuchać świadectwa tego niesamowitego człowieka. To starszy pan, pełen humoru i wigoru, niezwykle barwnie opowiadający o swojej drodze życiowej i o swoim nawróceniu. Mówił po angielsku, ale nasz ksiądz, biegle władający tym językiem, świetnie tłumaczył nam. Patrick, podobnie jak wszyscy inni nawróceni ludzie, których słuchałam; jak święty Augustyn w swoich „Wyznaniach” - bez ogródek mówił o złu, które uczynił żyjąc z dala od Boga, o krzywdach jakie wyrządził innym ludziom, a zwłaszcza swoim najbliższym. Wskazał na główną przyczynę tego zła – na pieniądz, który był dla niego jedynym bogiem i w tym duchu wychował swoje dzieci, które, nie znając w ogóle Boga, Ojca wszechmogącego, takie wzorce przejęły od swego ziemskiego ojca. Stwierdził, że tak naprawdę, to one w ogóle nie miały ojca, bo on wszystkim zajmował się, tylko nie swymi dziećmi i sam nie wiedział o tym że był ich antywychowawcą...
Gdy Patrick dowiedział się o Medjugorie i - dzięki swojej żonie, która podsunęła mu odpowiednią lekturę – zrozumiał jak źle postępuje, natychmiast sprzedał wszystko i przyjechał tutaj, aby, jak powiedział, „zamieszkać razem z Matką Boską”, choć jeszcze tydzień wcześniej, nawet w przybliżeniu nie wiedział, gdzie ta miejscowość się znajduje. A tutaj już sama Gospa serdecznie „zajęła się” nim... Obecna postawa Patricka tak spodobała się Matce Najświętszej, że właśnie na dziedzińcu zamkowym obok stojącej tam swojej figury, już kilkakrotnie objawiała się niedaleko mieszkającej wizjonerce Mariji... Dziś jego dwaj synowie też nawrócili się i wyszli
„na ludzi”. Pracują, założyli rodziny i mają wspaniałe dzieci. Jeszcze tylko z córką ma pewne kłopoty, ale wierzy w zbawienne wstawiennictwo Maryi, że i to jego trzecie dziecko stanie się w pełni dzieckiem Bożym, dzieckiem „Kralicy Mira” (Królowej Pokoju)...

Atmosferę Medjugorie najlepiej oddał pewien amerykański ksiądz (Kenneth J.Roberts), który w jednej ze swoich książek napisał: „Pokażcie mi jakieś inne miejsce w dzisiejszym świecie, gdzie dosłownie miliony ludzi powracają do praktykowania swojej wiary, gdzie niekatolicy, a nawet niechrześcijanie masowo się nawracają, nastolatki dotąd znudzone Kościołem codziennie uczestniczą we Mszy świętej i spędzają długie godziny na modlitwie. Pokażcie mi takie miejsce, a wtedy pojadę tam zamiast do Medjugorie”...

I to, z grubsza, byłoby tyle, jeśli chodzi o przekazy na temat niezwykłej świętości tej osady. Ale ponieważ człowiek oprócz ducha ma także ciało – przy okazji byliśmy jeszcze w kilku pięknych miejscach „na wyjeździe”. Za żaden z tych przejazdów nic nie płaciliśmy dodatkowo, choć niektóre odległości przekraczały nawet 100 km...
W drodze do Medjugorie, dwie godziny spędziliśmy na starówce i w porcie pięknego Splitu, gdzie w bardzo dobrym stanie zachowały się jeszcze duże fragmenty rozległego pałacu Dioklecjana. Byliśmy też w uroczym Makarsku – takim jakby chorwackim Lourdes, gdzie obok groty spotkaliśmy pielgrzymujących Niemców i Włochów. Podziwialiśmy także niezwykłej piękności tzw. Riwierę Makarską... Byliśmy też na jednej z dzikich tak bardzo kamienistych plaż, że wprost nie dało się po niej chodzić boso, dlatego zarówno na plaży jak i w morzu, do kąpieli, wszyscy musieli używać gumowych klapków. Nikt w tym miejscu nie chodzi boso, zwłaszcza, że w morzu jest sporo jeżowców, które ponoć mają tak kruche igły, że po nadepnięciu - igły łamią się i zostają w ciele, co powoduje wielki ból i ropienie... Woda w Adriatyku jest tak straszliwie słona, jak zalewa do kiszenia ogórków (czubata łyżka stołowa na litr wody), ale za to tak czyściutka, że można byłoby przez nią czytać książkę położoną na dnie...

Byliśmy w przepięknym kąpielisku Gradacz, gdzie na plaży (też kamienistej, choć tu kamienie były znacznie drobniejsze), w cukierenkach, kawiarenkach i lodziarniach rozmieszczonych wzdłuż nadmorskiego bulwaru, tłumnie spotykało się w sympatycznej atmosferze bardzo zróżnicowane międzynarodowe towarzystwo. Ponieważ grupa nasza była dosyć młoda (myślę, że średnia wieku nieco po „czterdziestce”), nasze koleżanki zawzięcie opalały się na tym potwornym skwarze...
Byliśmy na starówce i z porcie przepięknego Dubrownika, wspaniałego miasta bastionu, którego w całej jego wcześniejszej historii nigdy nikt nie zdobył, ze względu na potężne mury obronne, jakich może nie ma nigdzie indziej na świecie. Mury chroniły bowiem miasto od strony morza, a strome, bardzo wysokie skały, od strony lądu... Takie same strome skały wyznaczają trasę wzdłuż całego wybrzeża. Wysoko, w połowie góry - podcięta jest wąska szosa (bez barierek ochronnych); tak wąska, że ledwie mijają się na niej samochody. Z jednaj strony pionowa ściana skalna, często osłonięta metalową siatką, aby odłamki skał nie spadały na drogę, z drugiej – przepaść nawet kilkusetmetrowa. Na dole, między ścianą tej przepaści a morzem, w niektórych miejscach jest wąski, zaledwie kilkudziesięciometrowej szerokości płaski pas, na którym pobudowano domy. W innych miejscach skały sięgają aż do samego brzegu morskiego. Wszędzie są skały... wszędzie skały... ! Tylko w dwóch miejscach widzieliśmy po drodze doliny uprawne, co, jak na te warunki, było miłym zaskoczeniem.
W sumie, był to wspaniały, przepiękny wyjazd i duchowe odrodzenie, które na pewno długo jeszcze będzie owocowało. Nie dziwię się, że każda z moich znajomych osób, która była w Medjugorie, wzdycha, aby jeszcze choć raz mogła tam pojechać. Organizatorka naszej pielgrzymki i jej koleżanki były po raz 10 ! Później spotkałam osobę, która jeździ tam co roku, od 16 lat !!!

I jeszcze jedno. Kto jedzie do Medjugorie w okresie letnim, narażony jest na straszne upały, ale za to uczestniczy w nabożeństwach wieczornych w kościele polowym, na powietrzu. W innych porach roku wszyscy tłoczą się we wnętrzu kościoła parafialnego. W lecie można też wyjeżdżać na plaże adriatyckie, co chyba nie jest możliwe ani podczas wiosny, ani jesieni.
Ale tak już jest – zawsze musi być „coś za coś”...

:arrow: Zdjęcie ołtarza polowego za kościołem - 2012/przed-oltarzem-MJE.jpg



Nadesłane przez W.K. 11-05-2012

_________________
+ Z Bogiem i Maryją.


Góra   
  Zobacz profil Wyślij e-mail      
 
Admin_DDN
 Tytuł: Re: Garść wspomnień z pierwszego pobytu w Medjugorie
PostNapisane: 21 maja 2012, o 15:35 
Offline
1000p
1000p
Postów: 6492
Skąd: Polska
Informacja uzupełniająca wątek

http://medziugorje.blogspot.com/search? ... results=50

_________________
+ Z Bogiem i Maryją.


Góra   
  Zobacz profil Wyślij e-mail      
 
Wyświetl posty nie starsze niż:  Sortuj wg  
Utwórz nowy wątek Odpowiedz w temacie           [ Posty: 2 ] 

Strefa czasowa: UTC + 1 [ DST ]


    |    Kto przegląda ten dział ?

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 6 gości


Nie możesz rozpoczynać nowych wątków
Nie możesz odpowiadać w wątkach
Nie możesz edytować swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów

..
Skocz do:  

cron

Chwała Ojcu i Synowi, i Duchowi Świętemu, jak była na początku, teraz i zawsze i na wieki wieków. Amen.
Czytając to Forum DDN, wyrażam swoją Miłość do Maryi i Jezusa Chrystusa, wierząc w Jego Wszechmoc i Miłosierdzie.

"Od Prawdy zależy przyszłość naszej Ojczyzny" - święty Jan Paweł II


Sanktuarium Matki Bożej Kębelskiej w Wąwolnicy Jezu Ufam Tobie!

+ Ewangelia na każdy dzień     + Pismo Święte     + Katechizm Kościoła Katolickiego     + Portal Radio Maryja     + Słuchaj Radia Maryja, przez internet   
Użytkowanie witryny oznacza zgodę na wykorzystywanie plików cookies. Polityka cookies. ;   Polityka prywatności.