Forum DDN - Drogowskazy do Nieba.
  

Strefa czasowa: UTC + 1



Utwórz nowy wątek Odpowiedz w temacie  [ Posty: 1 ] 
Przeszukiwarka poniższego WĄTKU:
Autor Wiadomość
Artur
 Tytuł: Nawracanie świadków Jehowy - trudne, ale możliwe!!!
PostNapisane: 5 sie 2017, o 19:47 
Offline
1000p
1000p
Avatar użytkownika
Postów: 1012
Skąd: W-wa
Nawracanie świadków Jehowy - trudne, ale możliwe!!!

Świadkowie Jehowy nie wierzą w dogmat o Trójcy Świętej, a co za tym idzie, nie uznają boskości Chrystusa, odrzucają sakramenty święte, nie uznają Matki Bożej, nie wierzą w piekło.

Portal Fronda.pl: Skąd inicjatywa, by ewangelizować świadków Jehowy?

Andrzej Wronka: Ta idea zrodziła się dawno temu, tuż po II wojnie światowej. Jej głównym inicjatorem był Tadeusz Kunda, który wraz z nieżyjącym już małżeństwem Szczepańskich podejmował pierwsze próby konfrontacji ze świadkami Jehowy. Czasy powojenne były niezwykle trudne, jeśli chodzi o dostępność do treści katolickich, do literatury teologicznej, ciężko było zdobyć egzemplarze Pisma Świętego, nie mówiąc już o tym, że ludzie nie mieli do dyspozycji internetu. Zaś świadkowie Jehowy chodzili jak dziś po wioskach i osiedlach i werbowali do swojej wspólnoty. Ci ludzie postanowili dać jakiś odpór ich działalności, broniąc wiary katolickiej i na ile to było możliwe, starali się pozyskać tych zagubionych ludzi do Chrystusowego Kościoła. Na bazie doświadczeń ich kontaktów ze świadkami powstały książki Tadeusza Kundy „Pismo Święte przeczy nauce świadków Jehowy” i wiele innych, obecnie wydawanych. Ja sam zainteresowałem się tym problemem na przełomie lat 80. i 90. ubiegłego wieku, gdy byłem jeszcze uczniem szkoły średniej. Nieraz zdarzało się, że do drzwi mieszkania moich rodziców pukali świadkowie Jehowy. Intrygowało mnie, kim są ci ludzie. Spotkania z nimi wzbudziły we mnie pewien rodzaj twórczego niepokoju. Uświadomiłem sobie, że jako katolik powinienem lepiej znać naukę Kościoła, aby w konfrontacji z takimi osobami znaleźć odpowiednie argumenty dla obrony wiary. Później, na studiach teologicznych pogłębiałem swoją wiedzę na te tematy. Wtedy poznałem też osoby (obecnie księży), które miały podobne zainteresowania. Pod koniec lat 80. Powstało stowarzyszenie Effatha. W grupie zaprzyjaźnionych osób przechodziliśmy pogłębioną formację pod kątem dogmatycznym, następnie wyruszaliśmy „na poligon”. Szukaliśmy adresów świadków Jehowy, których odwiedzaliśmy w domach czy w czasie ich spotkań wspólnotowych. Niekiedy spotykaliśmy te charakterystyczne pary w parkach, gdzieś na dworcach, na deptakach miejscowościach uzdrowiskowych. Czasem ktoś znajomy prosił nas o pomoc, bo ktoś z jego bliskich odchodzi do świadków. Tak to się rozwijało i trwa do dziś.

Jednak obecnie problem świadków Jehowy nie jest już dla nas największym wyzwaniem i największym zagrożeniem dla wiary katolickiej. Pojawiły się inne zagrożenia, jak np. różne formy okultyzmu, duchowość New Age, duchowość Wschodu, pojawiły się też różne sekty, które korzystają z bardzo niebezpiecznych metod psychomanipulacji. Na tym „rynku religijnym” świadkowie Jehowy tracą pewien monopol. Niemniej jednak, ich działalności nie można bagatelizować. Mamy w stowarzyszeniu osoby, które zajmują się wyłącznie ewangelizowaniem świadków Jehowy.

Jakie niebezpieczeństwo wiąże się z przynależnością do tej grupy?

Tym, co stanowi bezpośrednie niebezpieczeństwo dla naszej duchowości, jest ich doktryna. Oni odrzucają podstawowe prawdy wiary katolickiej oraz dogmaty. Nie wierzą w dogmat o Trójcy Świętej, a co za tym idzie, nie uznają boskości Chrystusa, odrzucają sakramenty święte, nie uznają Matki Bożej, nie wierzą w piekło. Tam nie ma duchowości, nie odprawiają nabożeństw, nie przeżywają rekolekcji. Jest: aktywizm, aktywizm, szkolenia, szkolenia. Poza tym, należy przyjrzeć się strukturze tej wspólnoty i ich metodom działania. Jest to grupa ściśle skonsolidowana, zamknięta na wszystko, co nie zgadza się z ich nauką. Obowiązuje u nich niepisany zakaz kontaktowania się, dyskutowania z osobami, które prezentują odmienne światopoglądowo stanowisko, a są przygotowani merytorycznie do rozmowy ze świadkami. Bardzo ciężko jest opuścić taką wspólnotę. Metody, jakimi posługują się świadkowie Jehowy do pozyskiwania nowych współwyznawców noszą wszelkie znamiona psychomanipulacji. By przekonać rozmówcę do swojej tezy, posługują się spreparowanymi materiałami albo zdaniami z Pisma Świętego celowo wyrwanymi z kontekstu. Z założenia jest to ekspansywna grupa. U nich nie ma bierności, starają się wykorzystać każdy moment, byleby tylko pozyskać nowego współwyznawcę. Zwróćmy uwagę, że świadkowie Jehowy wciąż są w Polsce znaczącym ilościowo wyznaniem. Szacuje się, że obecnie należy do nich ok. 130 tys. os. plus jeszcze cała grupa ludzi zainteresowanych, którzy jeszcze formalnie świadkami nie są, ale zaczynają się żywo interesować tą formacją. Co prawda, oni już się tak nie rozrastają, jak kilkanaście lat temu, według ich statystyk przyrost liczebności przez ostatnie lata oscyluje od 0 do + 1,5 proc. rocznie, jednak pozyskanie nowych współwyznawców zawsze będzie strategicznym celem ich działalności.

Jak zmieniały się państwa metody ewangelizacyjne?

Ogromnym ułatwieniem w tej naszej posłudze jest internet. Bardzo często dzwonią do nas ludzie z różnych części Polski czy nawet z zagranicy z prośbą o pomoc bo córka, mąż, ktoś bliski odchodzi do świadków. Jest niewykonalne, żeby do wszystkich ludzi dojechać i pomagać im godzinami dyskutować ze świadkami. A dzięki możliwościom jakie daje Internet, naszych prelekcji czy konferencji z naszym udziałem może wysłuchać każdy. Także świadkowie Jehowy bez kontroli z zewnątrz, mają dostęp do tych informacji. Kontaktujemy się też z ludźmi za pomocą komunikatorów internetowych, mamy swoje blogi. Jednak zasadniczy element ewangelizacji pozostaje ten sam, tzn. argumentacja biblijna i argumentacja z ich czasopism. Kiedy spotykamy świadków Jehowy, podejmujemy dyskusję, pokazujemy materiały źródłowe, gdzie w danym temacie jedno czasopismo całkowicie zaprzecza drugiemu albo cytat z jakiejś encyklopedii czy jakiegoś profesora, który został zmanipulowany lub sfałszowany. Jeśli się uda, rozdajemy przygotowane przez nas materiały informacyjne, podajemy adresy stron internetowych, które mogą być pomocne.

Kto podejmuje się takiej posługi?



Prócz stałych członków stowarzyszenia, działają na tym polu i współpracują z nami różne osoby. Zasada jest bardzo prosta, co nie znaczy – łatwa. Żeby cokolwiek zrobić, to trzeba mieć o tym pojęcie. Trzeba być przygotowanym, a więc znać ich metody działania, a przede wszystkim wiedzieć, jakich argumentów używają i znać odpowiedzi na konkretne zarzuty. Jeżeli pokażę im cytat, który jednoznacznie mówi o Bóstwie Chrystusa, to muszę wiedzieć, jak oni go zinterpretują, żeby znów „na zaś” przedstawić kolejny argument, itd. Jeśli ktoś jest bardzo zdeterminowany, po kilku miesiącach przygotowywania się, może wyjść „na poligon”. Nie prowadzimy niestety żadnych strukturalnych szkoleń, każdy dokształca się we własnym zakresie. Organizowane w kościelnych kręgach różnego rodzaju kursy charyzmatyczne czy formacja teologiczna tego problemu zasadniczo nie podejmują. Czasem księża na rekolekcjach nawiążą w jakiś sposób do tej tematyki. Z tego, co obserwuję, takie inicjatywy powstają wyłącznie spontanicznie i oddolnie. Pojawiają się jacyś zapaleńcy, dużo czytają, dzwonią, prosząc o wskazówki. Działają też w Internecie na różnych forach, gdzie toczą nieraz miesięczne polemiki ze świadkami.

Jak reagują świadkowie, gdy podejmują państwo rozmowę na tematy religijne?


Najczęstszą reakcją jest zakłopotanie. Po krótkiej rozmowie zwykle odsyłają nas do „kogoś starszego”. Tłumaczą, że nie są przygotowani do rozmowy, że ich zaskoczyliśmy swoimi argumentami, że starsi członkowie wspólnoty na pewno będą znali odpowiedzi na nasze pytania. Proszą, byśmy podali jakiś adres korespondencyjny, to na pewno odpiszą. Przyznam, że jeszcze się nie zdarzyło przez te lata, żeby ktoś mi odpisał, mimo tych obietnic. Bardzo rzadko udaje nam się umówić na drugie, trzecie spotkanie. Mówię im: „Weźcie tę małą książeczkę, nie wierzcie w nic, co ja napisałem i wypunktujcie mi błędy, ale mam do was prośbę – sprawdźcie to”. Kiedy coś cytuję, w nawiasie podaję źródło. Nie chcą wziąć do ręki, nie chcą sprawdzać. U nich został już wytworzony taki mechanizm obronny. To odbieranie im prawa do stawiania pytań jest moim zdaniem prawdziwym intelektualnym kaleczeniem. Człowiek jest istotą, która poszukuje prawdy, dlatego ma niezbywalne prawo a wręcz obowiązek stawiania pytań.

Ile osób udało się nawrócić?

Z niektórymi osobami udaje nam się umówić na kolejne spotkania, ale nie sposób przytoczyć konkretnych liczb, bo później często ten kontakt się urywa. Nie wiemy, ile osób powróciło na łono Kościoła np. po wysłuchaniu naszych konferencji w Internecie. Tadeusz Kunda, który działa najdłużej i nadal bardzo aktywnie, zebrał najwięcej świadectw. Te osoby pisały do niego listy, czy to pod wpływem dyskusji z nim, czy pod wpływem jego publikacji. Takich świadectw zebrał ok. 1000. Dotyczą one osób, które były świadkami albo mocno sympatyzowały z tym ruchem. Do mnie także ludzie piszą maile z podziękowaniami za konferencje na you tube. Niektóre przypadki nawróceń są bardziej charakterystyczne. Pamiętam panią Eugenię spod Siedlec, którą odwiedzaliśmy przez pół roku. Ta osoba po ponad 30 latach bycia we wspólnocie świadków Jehowy wyspowiadała się i powróciła do Kościoła. Bardzo wzruszająca jest też historia narzeczonych z Poznania. Dziewczyna wychowała się w rodzinie świadków. Jej narzeczony był katolikiem i zależało mu na tym, żeby przed zawarciem ślubu uporządkować te kwestie, a sam nie umiał sobie z tym poradzić. Przyjeżdżałem do nich przez ok. dwa lata. Ta osoba przyjęła chrzest, Pierwszą Komunię Św. i sakrament bierzmowania.

Dlaczego ludzie decydują się na odejście?

Być może ważną przyczyną jest to, że zaczynają zauważać całą nielogiczność nauki świadków Jehowy, brak spójnej metodologii, trzymanie się nauk, które ze współczesną nauką już niewiele mają wspólnego. Irytujące staje się dla nich, że świadkowie unikają rozmów na wiele tematów albo odpowiadają nierzeczowo na postawione pytania. Zaczynają też dostrzegać pewne mechanizmy zniewolenia u innych świadków. Dziś coraz więcej osób jest lepiej wykształconych, a takimi osobami trudniej jest manipulować.

Z czym najtrudniej im się wtedy uporać?

Ci ludzie przeżywają często prawdziwe dramaty, czego postronni obserwatorzy zupełnie nie rozumieją. Im dłużej żyło się w takim środowisku, tym trudniej je opuścić. Nawet, gdy człowiek dostrzega wiele nieścisłości, to tyle rzeczy zostaje w jego głowie, że potem bardzo ciężko mu wyjść z tego zniewolenia psychicznego. Tym ludziom bez przerwy powtarza się, że wszystko, co jest na zewnątrz jest w mocy diabła, a świadkowie są jedyną na świecie bożą organizacją, organizacją którą się Jehowa posługuje. I znów charakterystyczne dla świadków – straszenie końcem świata, za chwilę będzie Armagedon, krwawa rozprawa Boga z tym światem – „jeżeli wystąpisz, lub jeżeli wystąpi twoje dziecko lub twoja żona – zginiecie w wojnie Armagedonu. A my, którzy może nie rozumiemy wszystkiego, jeżeli będziemy wierni organizacji, odziedziczymy raj na ziemi, tysiącletnie królestwo”. Ktoś, kto tego nie przeżywa, uśmiecha się na takie pogróżki, dziwi się, jak w dzisiejszych czasach można wierzyć w takie rzeczy. Natomiast świadkowie naprawdę w to wierzą i stanowi to dla nich późnej bardzo poważny psychiczny balast. Wielu z nich występuje z myślą: „może mnie się jakoś uda, może tam są jakieś błędy w nauce…” Ludzie opowiadają mi, jak nagle z tym wszystkim zostawali sami. Do niedawna łączyły ich ze wspólnotą silne więzy, dlatego teraz dotkliwie cierpią, doświadczając odrzucenia z jej strony. Wokół nich wytwarzała się pewna psychologiczna zmowa, byli niekiedy oczerniani, izolowano ich w gronie świadków jeszcze przed wystąpieniem czy wykluczeniem, a później całkowicie odsunięto się od nich. Oni sami mają jeszcze wątpliwości, czy słusznie postąpili. Strona katolicka jest dla nich obca i jeszcze mimo wszystko wroga. Oni są teraz ni to ateiści ni to świadkowie, ni to chrześcijanie. Zdarza się, że rodzina odwróciła się od nich po tym, jak wstąpili do świadków. Jeśli występuje osoba z rodziny która należy do świadków, to taka rodzina także odwraca się od tego człowieka. Najgorsze jest to, że ci ludzie z nikim nie mogą o tym porozmawiać. Otoczenie albo nie rozumie tych problemów albo patrzy nieprzychylnie na człowieka, którego znało jako świadka Jehowy. Niektórzy się cieszą: „taki mądry był, a teraz…”

Jak długo może trwać proces stabilizacji psychicznej i emocjonalnej po opuszczeniu wspólnoty?

To są bardzo indywidualne kwestie. Dużo zależy od tego, w jakie środowisko trafi dana osoba. Jeśli będzie to środowisko, które okaże zrozumie, doda takiego „wiatru w żagle”, wtedy w ciągu kilku miesięcy zrzuca się główny ciężar. Niekiedy trwa to kilka lat ale bywa też tak, że nigdy się tego ciężaru nie zrzucą, tzn. ludzie wychodzą z organizacji świadków ale stają się ateistami, popadają w narkomanię, w hazard, popełniają samobójstwa. Nie są w stanie tego udźwignąć, bo oni zostali z tym sami, nikt się nimi nie zainteresował, nie ma żadnego duszpasterstwa, które by organizowało jakąś pomoc duchową, rodzina została u świadków więc z nimi też nie ma kontaktu, itd. Ci ludzie przeżywają ogromne osamotnienie, dla nich często już każda religia to jest bzdura, naciąganie, wykorzystywanie. Wielu z nich bez wątpienia przydałaby się fachowa pomoc psychologiczna bądź psychiatryczna, ale powinny ją świadczyć osoby, które mają pod tym względem specjalistyczne przygotowanie. Według mojej wiedzy, przygotowanie terapeutów pod tym kątem jest raczej powierzchowne. Mają oni wiedzę raczej na zasadzie ogólnych praw działania sekt i ruchów o podobnym charakterze, a nie konkretnie świadków Jehowy, nie mówiąc już, że dobrze by było, aby takie osoby miały też pewne przygotowanie biblijne. Pierwszy krok to wystąpić z organizacji, ale trzeba też zrobić drugi. I tu pojawia się dla nas, jako wspólnoty ludzi wierzących ogromne wyzwanie – jak sprawić, by ci ludzie nie zostali z wielką pustką, ale by twórczo, duchowozagospodarować ich w Kościele? Wielu z tych ludzi ma pewne wyczucie biblijne, znają Pismo Święte, znają już pewne mechanizmy sekciarskie na które trzeźwo patrzą, mogą dawać niezwykle cenne świadectwo w ewangelizacji.

Kto jest najbardziej podatny na werbunek przez świadków Jehowy?

Nie ma jakichś ustalonych zasad. Jeśli chodzą po domach, 100 czy 200 osób ich wygoni, ale ktoś ich przyjmie. Może ten ktoś przeżywa śmierć kogoś bliskiego albo czuje się osamotniony z innego powodu? Oni zaczynają bardzo ładnie mówić o Piśmie Świętym, nigdy nie zaczynają nagabywać, nigdy na początku nie będą krytykancko mówić o Kościele, o Matce Bożej. A żeby w Kościele ktoś mnie tak zachęcał jak oni… Do świadków Jehowy należą osoby wykształcone, niewykształcone, skłócone z Kościołem i takie, które się gorliwie udzielały. Wszystkich łączy jeden wspólny mianownik – nikt z tych osób nie znał porządnie wiary katolickiej – od strony dogmatycznej, czyli prawd wiary i apologetycznej – umiejętności ich obrony. Ciężko mieć do nich pretensje ponieważ i w Kościele katolickim za mało się dziś podejmuje tematy związane z dogmatyką, a apologetyki po soborze watykańskim II już zasadniczo nie ma, ani w seminariach, ani na studiach teologicznych. Za to w naszej religijności zbyt często dominują emocje, skupiamy się na subiektywnych odczuciach, a za mało troski poświęcamy na to, by zgłębiać prawdy wiary. Widziałbym w tym aspekcie pewne niebezpieczeństwo w działalności różnych ruchów katolickich – jeżeli nie opierają się na fundamencie solidnej formacji. Jeśli jest tam za dużo egzaltacji, to ludzie z takich wspólnot będą bardziej podatni na wpływy świadków Jehowy. I być może takiego katolika świadkowie Jehowy złapią. Ale gdyby ten katolik trafił na spotkanie jakichś wolnomyślicieli, to może przez nich byłby zwerbowany. Prawdziwa wiara zawsze zasadza się na fundamencie rozumu. Nie wolno jej budować tylko na uczuciach, zachwycać się tym, że jakiś kapłan czy charyzmatyk tak pięknie mówi, tak niewiarygodnie, z takim zapałem… Musimy się uczyć krytycznego, ale nie krytykanckiego myślenia, żeby człowiek nie był ślepo wpatrzony w pewne osoby czy w pewne zjawiska, bo wtedy staje się łatwym łupem dla tych, którzy chcą wykoślawić jego wiarę i wyciągnąć go z Kościoła katolickiego.

Oczywiście działają tu też ogólne mechanizmy przynależności do sekt i ruchów, które funkcjonują na podobnych zasadach, jak np. potrzeba budowania bliskich relacji z ludźmi, szczególnie bliska ludziom, którzy nie nawiązali takich relacji w swoim otoczeniu. Mała grupa świadków czy zbór 50-100 osobowy daje poczucie takiej nieanonimowości, ciepła, zachodzi tam pewna dynamika relacji – każdy z każdym rozmawia, razem układamy plany, gdzie będziemy działali, jakie stowarzyszenie założyć, itd. Jednak podstawowa zasada, czy pochodzę z rozbitej czy nie z rozbitej rodziny, czy czuję się osamotniony czy nie, jest taka, że jeżeli znam prawdy wiary, do świadków Jehowy nie pójdę. Mogę być obrażony na tego księdza czy proboszcza, ale wiary nie zmienię.

Jak powinniśmy się zachować, gdy świadkowie Jehowy zapukają do naszych drzwi?

Uważam, że „przeciętny” katolik nie powinien wdawać się w polemiki z nimi, powinien zachować daleko idącą ostrożność. Nie każdy z nas zna na tyle prawdy wiary, aby mógł we właściwy sposób odpowiedzieć na ich przygotowane argumenty. Na pewno powinniśmy zachować się wobec nich kulturalnie i z szacunkiem. Nie powinniśmy ich przepędzać, ani wyzywać. To jest bardzo złe świadectwo dane Kościołowi i wierze katolickiej. Natomiast polecam trzy rzeczy. Zamiast wdawania się w dyskusję, warto zaproponować wspólną, biblijną modlitwę Ojcze nasz. Tą modlitwą jeszcze żaden świadek Jehowy się ze mną nie pomodlił. Można zastosować ich metodę, tzn. na dworcu, na ulicy, w domu gdy przyjdą, wręczyć im jakąś książeczkę z treściami ewangelizacyjnymi, może to być tylko kartka z adresem strony internetowej. A przede wszystkim – modlić się za nich o łaskę nawrócenia.

Rozm. Emilia Drożdż, 18 XI 2014

Andrzej Wronka jest prezesem katolickiego Stowarzyszenia Effatha, zajmującego się działalnością apologetyczno-ewangelizacyjną w celu obrony wiary przed działalnością sekt i nowych ruchów religijnych. Prowadzi katechezy, spotkania rekolekcyjne i szkoleniowe w szkołach, parafiach, punktach katechetycznych, itp.

źródło; http://www.fronda.pl/a/nawracanie-swiad ... 97361.html


Góra   
  Zobacz profil      
 
Wyświetl posty nie starsze niż:  Sortuj wg  
Utwórz nowy wątek Odpowiedz w temacie           [ Posty: 1 ] 

Strefa czasowa: UTC + 1


    |    Kto przegląda ten dział ?

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 7 gości


Nie możesz rozpoczynać nowych wątków
Nie możesz odpowiadać w wątkach
Nie możesz edytować swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów

..
Skocz do:  

cron

Chwała Ojcu i Synowi, i Duchowi Świętemu, jak była na początku, teraz i zawsze i na wieki wieków. Amen.
Czytając to Forum DDN, wyrażam swoją Miłość do Maryi i Jezusa Chrystusa, wierząc w Jego Wszechmoc i Miłosierdzie.

"Od Prawdy zależy przyszłość naszej Ojczyzny" - święty Jan Paweł II


Sanktuarium Matki Bożej Kębelskiej w Wąwolnicy Jezu Ufam Tobie!

+ Ewangelia na każdy dzień     + Pismo Święte     + Katechizm Kościoła Katolickiego     + Portal Radio Maryja     + Słuchaj Radia Maryja, przez internet   
Użytkowanie witryny oznacza zgodę na wykorzystywanie plików cookies. Polityka cookies.