Forum DDN - Drogowskazy do Nieba.
  

Strefa czasowa: UTC + 1 [ DST ]



Utwórz nowy wątek Odpowiedz w temacie  [ Posty: 7 ] 
Przeszukiwarka poniższego WĄTKU:
Autor Wiadomość
Admin_DDN
 Tytuł: Wybrane cenne myśli Leszka z blogu Maryjnego.
PostNapisane: 29 wrz 2013, o 22:04 
Offline
1000p
1000p
Postów: 6528
Skąd: Polska
Wybrane cenne myśli Leszka z blogu Maryjnego - http://dzieckonmp.wordpress.com


Dzisiaj 29 września jest nie tylko wspomnienie św. Michał Archanioła, ale i dwóch pozostałych
Archaniołów: Gabriela i Rafała, a może i siedmiu Archaniołów, którzy – jak mówił do obydwu Tobiaszów, Rafał; “Ja jestem Rafał, jeden z siedmiu aniołów, którzy stoją w pogotowiu i wchodzą przed majestat Pański” (Tb 12,15). Gdzieś czytałem że jeden z pozostałych czterech ma na imię Malachiasz

Może coś właśnie nt. tych Archaniołów w odniesieniu do dzisiejszych czasów.
W jakiej to konkretnie dzisiaj sytuacji znajdujemy się? Czas, w którym dane jest nam żyć w ciele, owszem to czas przełomu tysiącleci, ale to przede wszystkim czas, którego znaki/wydarzenia dziejące się na naszych oczach zapowiadają bardzo już bliski (w naszym, ludzkim rozumieniu czasu) KONIEC CZASÓW i przyjście Pana Jezusa w chwale. Żyjemy w zbliżającym się nieuchronnie KOŃCU CZASÓW (proszę nie mylić ten KONIEC z końcem tego świata i Sądem Ostatecznym, ale jeśli już z końcem świata, to tylko z końcem obecnie panującej i zmierzającej do swego apogeum cywilizacji kultury i śmierci, cywilizacji materialistycznej, której patronuje nie kto inny, jak tylko diabeł). Szatan wypowiedział wojnę o człowieka z nienawiści do Boga, wojnę, która trwa przez szereg bitew przez całą ludzką historię, ale zbliża się do decydującego i rozstrzygającego starcia. Powie Maryja: „Walka Mojego przeciwnika z Bogiem staje się coraz silniejsza, bardziej podstępna, stała i powszechniejsza” (1.01.1993). Ta trwająca się wojna zakończy się z KOŃCEM CZASÓW. A teraz jaka z końcowych bitew się rozgrywa? Pan Jezus do włoskiego kapłana Ottavio Michelini, powiedział: „Teraz rozgrywa się największa z bitew, bo znowu św. Michał Archanioł ze swoim wojskiem wystąpił przeciwko buntownikom. W zeszłych wiekach było dużo wielkich bitew, ale żadna nie była podobna do obecnej, bo włączone zostały do niej narody i ludu całego świata” (2.11.1975r.) i … „Od czasu stworzenia świata widzialnego, czyli od bitwy duchów wiernych Bogu z duchami zbuntowanymi na czele których stanął Lucyfer (Ap 12,7-9), bitwy inteligencji, rozumu i woli, która na wieczność rozstrzygnęła przyszłe losy aniołów i ludzi, nigdy jeszcze nie widziano tak strasznego wstrząsu jaki się ujrzy w godzinie oczyszczenia (zob. Ml 3,18n). Powtórzy się wtedy ten straszliwy i niesłychany konflikt bez precedensu w historii ludzkości. Użyte tam będą wszystkie siły zebrane wokół diabła. I to już się niedługo stanie na tym świecie, świecie tak bardzo zwiedzionym kłamstwem tego, kto jest ojcem i rodzicielem całego zła, i wszystkich nieszczęść ludzkości, które ona cierpi i cierpieć będzie, jak jeszcze nigdy nie cierpiała w przeszłości” (23.11.1978r.).
„Mojemu przeciwnikowi – powie Maryja w Orędziu z dn.18.05.1977r. – udało się zwieść was przez pychę. Umiał przygotować wszystko w sposób bardzo inteligentny. Nagiął do swego planu wszystkie dziedziny nauki i techniki ludzkiej, nakazując wszystkiemu bunt przeciw Bogu. W jego rekach znajduje się już duża część ludzkości. Oszustwem umiał przyciągnąć do siebie uczonych, artystów, filozofów, erudytów i możnych. Zwiedzeni przez niego oddali się dziś na jego służbę, by działać bez Boga i przeciw Bogu”.
Niestety z biegiem lat sytuacja się coraz bardziej pogarsza, o czym tak mówił Vassuli Ryden, Pan Jezus 26.06.1994r.: „Narody tłumnie wpadają w odstępstwo i w bunt. Dzisiejszy bunt jest większy niż Wielki Bunt znany z przeszłości” („Prawdziwe Życie w Bogu”, z Zeszytu 72).

A o tym z przeszłości, u Początku Czasów, wielkim Buncie i roli w nim św. Michała tak mówi poniższy fragment wypowiedzi Belzebuba, upadłego anioła z chóru Archaniołów, z egzorcyzmów z książki O. Bonawentury Meyera «Ostrzeżenie z Zaświatów»:

ANIOŁOWIE W CZASIE PRÓBY – egzorcyzm z 18 czerwca 1977 r.

B.: Została nam Ona pokazana, że kiedyś przyjdzie jako Wielka Współodkupicielka… Ta Wysoka, Wysoka…
E.: Czy zostało wam pokazane Niepokalane Poczęcie?
B.: W naszej wzniosłej naturze anielskiej, w jej wspaniałości jesteśmy ponad Nim (wyżej Niej, jej ludzkiej natury). Tak bardzo o wiele wyżej, że nie chcieliśmy, aby właśnie kobieta była wyżej od nas. To był także jeden z głównych wielkich powodów, że upadliśmy (wskazuje w dół), że doszliśmy do upadku.
E.: Mów co rozkazuje ci Najświętsza Maryja Panna!
B.: Stawaliśmy się z dnia na dzień ciemniejsi. Ja myślę w kategoriach wieczności, tam nie mierzy się czasu na dni, jest to powiedziane tylko obrazowo, na sposób ludzki. Stawaliśmy się z dnia na dzień ciemniejsi i coraz mniej wspaniali, traciliśmy coraz bardziej na blasku i wspaniałości aż doszło do tego że Michałek (Archanioł Michał), który poprzednio był takim małym Aniołkiem; och Michałek, Michałek — wtedy oszaleliśmy, że Michałek, który dla nas był malutkim Aniołkiem, teraz stał się najwyższym wodzem i prawie, że mógł nas rozdeptać! Prawie wszystko cośmy stracili, jest dziełem Michałka.
B.: Czy teraz św. Michał Archanioł jest najwyższym z Aniołów?
B.: Niestety, teraz jest!
E.: Czy zajął on w Niebie wasze miejsce i miejsce Lucyfera?
B.: Ten tam u Góry (wskazuje w górę) musiał mu z pewnością dać wysokie stanowisko, aby mógł wykonywać nad światem władztwo Aniołów, tak jak Ten tam u Góry (wskazuje w górę), tego chce i rozkazuje. (str.147-149) cd(2)n

+
źródło: Komentarze i informacje ze strony http://dzieckonmp.wordpress.com/2013/09 ... przyjdzie/

_________________
+ Z Bogiem i Maryją.


Góra   
  Zobacz profil Wyślij e-mail      
 
Admin_DDN
 Tytuł: Re: Wybrane mysli i komentarze Leszka z blogu Maryjnego
PostNapisane: 29 wrz 2013, o 22:05 
Offline
1000p
1000p
Postów: 6528
Skąd: Polska
cd(2): Zatem czasy, w którym dane nam jest żyć w ciele przypadają na ów powtórny konflikt, największa z bitew od tej, z początku Czasów, opisanej w Apokalipsie św. Jana Apostoła (12,7-9). W tej bitwie biorą udział dwa Zastępy: Niewiasty obleczonej w słońce i Smoka. O nich tak mówi Matka Boża, w Orędziach do Jej umiłowanych synów, Kapłanów:
…Oto czasy wielkiej bitwy między Mną, niewiastą obleczoną w słońce (Ap 12,1) a potężnym zastępem pod rozkazami czerwonego Smoka (12,3) i czarnej Bestii (13,1n).
Ateizm marksistowski i masoneria stoją na czele tego zastępu zgromadzonego po to, aby całą ludzkość doprowadzić do zaprzeczenia istnieniu Boga i do buntu przeciw Niemu. Na czele tego zastępu stoi sam Lucyfer, powtarzający dziś swe wyzwanie skierowane przeciwko Panu, aby samemu otrzymać cześć należną Bogu. Walczą po jego stronie wszystkie demony, które obecnie rozeszły się z piekła po ziemi, aby jak największą liczbę dusz doprowadzić do potępienia. Przyłączają się do nich wszystkie duchy potępionych i tych, którzy w tym życiu kroczą odrzucając Boga. Obrażają Go, bluźnią Mu, idą drogą egoizmu i nienawiści, zła i nieczystości. Ich jedynym celem jest poszukiwanie przyjemności, zaspokajanie wszelkich namiętności. Walczą o zwycięstwo nienawiści, zła, nieczystości.

Oddział, który Sama prowadzę, uformowany jest z wszystkich aniołów i świętych Raju. Dowodzi nimi święty Michał Archanioł, stojący na czele niebieskich zastępów. To wielka bitwa. Toczy się ona zwłaszcza w sferze duchów. Na tej ziemi Mój zastęp tworzą ci wszyscy, którzy – zgodnie z łaską otrzymaną na Chrzcie Świętym – żyją w miłości, uwielbiają Boga i idą pewną drogą doskonałego zachowywania przykazań Pana. Są oni pokorni, ulegli, mali, miłosierni. Omijają zasadzki demona i nie ulegają łatwym pokusom przyjemności. Idą drogą miłości, czystości i świętości. Mój zastęp uformował się ze wszystkich Moich małych dzieci, dających Mi odpowiedź we wszystkich częściach świata i idących dziś za Mną drogą, którą im wyznaczyłam przez te lata. Dzięki Mojemu zastępowi zbliżam dziś zwycięstwo. Wraz z Moim zastępem przybliżam każdego dnia tryumf Mojego Niepokalanego Serca. Z Moim zastępem przygotowuję drogę, po której przyjdzie do was chwalebne Królestwo Jezusa. Będzie ono królestwem miłości, łaski, świętości, sprawiedliwości i pokoju. Z miejsca, w którym się objawiłam, powtarzam dziś Moje matczyne zaproszenie: zgromadźcie się dziś jak najszybciej w Moim zastępie! Nadeszła obecnie godzina wielkiej bitwy. Walczcie bronią Różańca Świętego i kroczcie drogą miłości do Jezusa, pogardy dla świata i samych siebie, drogą pokory, miłości, prostoty i czystości!… (314, Fatima, 13.10.1985)
Tak wielka bitwa na Końcu Czasów toczy się przede wszystkim w sferze, na poziomie duchów: złe duchy przeciw duchom anielskim; między Aniołami Pana a demonami, pomiędzy Mocami Nieba i mocami piekielnymi, miedzy Niebem a ziemią. Pomiędzy św. Michałem Archaniołem i Lucyferem. My też jesteśmy w tą walkę zaangażowani, w niej uczestniczymy. W tej Bitwie między Niewiastą obleczona w słońce a czerwonym Smokiem Aniołowie mają najważniejsze zadanie do wykonania. Są w nieustannej gotowości na rozkazy swojej Królowej, ponieważ Trójca Przenajświętsza powierzyła Niepokalanemu Sercu Maryi dzieło odnowienia Kościoła i świata (183h, 29.09.1979). cd(3)n

_________________
+ Z Bogiem i Maryją.


Góra   
  Zobacz profil Wyślij e-mail      
 
Admin_DDN
 Tytuł: Re: Wybrane mysli i komentarze Leszka z blogu Maryjnego
PostNapisane: 29 wrz 2013, o 22:05 
Offline
1000p
1000p
Postów: 6528
Skąd: Polska
cd(3):O ich roli i zadaniu w tej Wielkiej bitwie tak powie Matka Boża:

Dziś obchodzicie święto Archaniołów Gabriela, Rafała i Michała. To są Aniołowie waszego czasu. To są Aniołowie końcowego czasu oczyszczenia i wielkiego ucisku. Została im powierzona szczególna rola w okresie próby i wielkiej kary. Przypada im w udziale gromadzenie na całej ziemi w pewnym schronieniu Mojego Niepokalanego Serca tych, którzy są wezwani, by stać się częścią małej reszty, która pozostanie wierna.
To są Aniołowie waszego czasu. Są to zwłaszcza ci Aniołowie, którzy ujawniają przed wami ostatnie wydarzenia, opisane w zapieczętowanej księdze.


Archaniołowi Michałowi powierzono rolę prowadzenia zastępów anielskich i Moich wiernych dzieci w bitwie z przywykłymi do wojny armiami szatana i zła; z siłami szatańskimi i masońskimi zorganizowanymi już na szczeblu światowym w jedną wielką moc, aby walczyć przeciw Bogu i przeciw Jego Chrystusowi. Święty Michał będzie interweniował szczególnie w tym celu, by pokonać starodawnego nieprzyjaciela, Lucyfera, który w ostatniej godzinie ukaże się z całą mroczną potęgą Antychrysta. Św. Michał ma za zadanie walczyć z nim, pokonać, zmiażdżyć go w jego królestwie ciemności i ognia. On ofiarowuje waszej Niebieskiej Mamie łańcuch, którym go zwiąże, i klucz do zamykania bram Czeluści, z której nie będzie już mógł wyjść, aby szkodzić światu.

Archaniołowi Rafałowi powierzono misję uczestniczenia w wielkiej walce w charakterze niebieskiego lekarza, aby wam dopomagać i leczyć wszystkich tych, którzy zostaną uderzeni i zranieni. Jak przywrócił on wzrok Tobiaszowi, tak też i milionom biednych dzieci – których oślepił grzech, błędy i wielka ciemność waszych dni – przywróci wzrok, aby mogły powrócić do wiary i kontemplować Boski blask Prawdy.

Archaniołowi Gabrielowi powierzono wielką misję ogłaszania powrotu Jezusa w chwale dla ustanowienia Jego Królestwa na świecie. Od niego przyszła niebiańska zapowiedź pierwszego przyjścia Mojego Syna na świat, on też stanie się promiennym posłańcem drugiego przyjścia Jezusa w chwale. To drugie przyjście dokona się w mocy i w światłości.
Jezus ukaże się na obłokach niebieskich, w blasku Swej Boskości, aby poddać Sobie wszystko. I tak Boska moc Mojego Syna Jezusa ukaże się całemu stworzonemu wszechświatu. Archaniołowi nazwanemu Bożą Mocą powierzono rolę ogłoszenia wszystkim bliskiego powrotu Chrystusa w mocy Jego Boskiej potęgi.
Dlatego właśnie zapraszam was dziś do czczenia, do modlitwy i do wzywania opieki tych trzech Archaniołów. Są oni bowiem powołani do wypełnienia wielkiej misji w końcowym czasie wielkiego ucisku: mają doprowadzić was do serca wielkich wydarzeń, do których przeżycia z ufnością i wielką nadzieją jesteście obecnie wezwani” (528, 29.09.1994).

W jeszcze innym Orędziu Królowa Aniołów powie:
„Dziś Kościół obchodzi święto Archaniołów Michała, Gabriela i Rafała. To także wasze święto, umiłowani synowie. Aniołowie Pana mają bardzo ważną rolę do spełnienia w Moim zwycięskim planie. Oto ich zadanie: pod Moimi rozkazami toczą straszliwą walkę przeciwko szatanowi i wszystkim złym duchom. Ta walka toczy się przede wszystkim na poziomie duchów – to walka przemyślana. Realizowane są w niej doskonale plany dwóch wielkich wodzów stojących do siebie w opozycji: Niewiasty obleczonej w słońce i czerwonego Smoka.

Zadanie świętego Gabriela polega na przyoblekaniu was mocą samego Boga. Zwalcza on najbardziej niebezpieczną zasadzkę szatana, polegającą na osłabianiu was, doprowadzaniu do zniechęcenia i zmęczenia. Iluż z was zatrzymało się na drodze uczynionego Mi poświęcenia z powodu tej ludzkiej słabości! Słabość ta prowadzi was do zwątpienia, do niepewności, do strachu i zamieszania.

Taka jest pokusa, którą atakuje was Mój przeciwnik, aby was unieszkodliwić, uczynić zamkniętymi w sobie, skoncentrowanymi na własnych problemach i niezdolnymi do prawdziwego apostolskiego porywu. Zadanie Archanioła Gabriela polega na udzielaniu wam pomocy we wzroście ufności przez przyoblekanie was mocą Bożą. Każdego dnia prowadzi was drogą odwagi, zdecydowania, wiary heroicznej i czystej.

Zadanie świętego Rafała polega na wylewaniu balsamu na wasze rany. Ileż razy udaje się szatanowi zranić was grzechem i wciągnąć w podstępne zasadzki! Daje wam odczuć ciężar waszej nędzy, niezdolności, słabości i zatrzymuje was na drodze waszego doskonałego daru. Wówczas święty Rafał spełnia swoje zadanie. Towarzyszy wam na wytyczonej przeze Mnie drodze i daje środki leczące was z wszystkich duchowych chorób. Każdego dnia umacnia wasze kroki. Pomaga, by nie było wahania w waszych postanowieniach i czyni bardziej odważnymi wasze akty miłości i apostolstwa. Dzięki niemu bardziej zdecydowane stają się wasze odpowiedzi na Moje pragnienia, a wasze umysły – bardziej uważne na Mój matczyny plan. Toczycie waszą bitwę umocnieni jego niebiańskim balsamem.

Zadanie świętego Michała polega na bronieniu was przed strasznymi atakami szatana, skierowanymi przeciwko wam. W tych czasach celem wyjątkowo wściekłych i okrutnych ataków Mojego i waszego przeciwnika stają się Moi umiłowani synowie – którzy przyjęli Moje zaproszenie i poświęcili się Niepokalanemu Sercu – oraz wszystkie Moje dzieci, które wstąpiły do Mego zwycięskiego zastępu.


Szatan atakuje was w sferze duchowej wszelkiego rodzaju pokusami i namowami, aby was doprowadzić do zła, zdezorientować, zrodzić zwątpienie i zniechęcenie. Często używa swojej ulubionej broni, którą jest diabelska namowa i pokusa nieczystości. Podstępnie was atakuje i często usiłuje wystawić na niebezpieczeństwo. Nawet fizycznie nastaje na wasze życie, na waszą prawość.

Archanioł Michał, Patron Kościoła powszechnego, interweniuje swą wielką mocą i wkracza do walki, aby was wyzwolić od szatana i jego niebezpiecznych sideł. Dlatego zachęcam was do wzywania jego opieki przez codzienne odmawianie krótkiej, ale jakże skutecznej modlitwy-egzorcyzmu, ułożonej przez Papieża Leona XIII.


Aniołowie Pana mają więc wielki wpływ na przebieg walki, która właśnie się toczy. Powinniście zawsze pamiętać o ich bliskości. Spełniają cenne i niezastąpione zadania. Są przy was, aby prowadzić tę samą walkę. Dodają wam sił i odwagi, leczą liczne rany, bronią od złego i wraz z wami stanowią najmocniejszą część zwycięskiego zastępu, znajdującego się pod rozkazami Niebieskiego Wodza. (274, 29.09.1983)

Gdy Pan Jezus był pojmany w Ogrójcu następstwem zdrady Judasza, powiedział do tych, którzy przyszli go pojmać i związać: „to jest wasza godzina i rozpętanie mocy ciemności” (Łk 22,53b). I jak to wtedy była, tak i dzisiaj jest wyznaczona przewidziana w planach Bożych godzina panowania szatana i mocy duchów ciemności. Wydaje się, że i dzisiaj odnoszą zwycięstwo, tryumfują, że ta godzina należy do nich, bo jest im z wyroków Opatrzności Bożej dana do rozporządzenia, lecz czas jaki mają jeszcze do dyspozycji jest krótki i dni ich tryumfu są policzone. Wiedząc o tym demony będą chciały porwać ze sobą do piekła jak najwięcej dusz. By i nas nie porwały w ten nadchodzący czas wielkiego ucisku ze sobą potrzebujemy szczególnej opieki, obrony Aniołów Pańskich.

_________________
+ Z Bogiem i Maryją.


Góra   
  Zobacz profil Wyślij e-mail      
 
Admin_DDN
 Tytuł: Re: Wybrane mysli i komentarze Leszka z blogu Maryjnego
PostNapisane: 29 wrz 2013, o 22:07 
Offline
1000p
1000p
Postów: 6528
Skąd: Polska
+++

Kilka myśli do dzisiejszej Ewangelii o bogaczu i Łazarzu (Łk 16,19-31)(Łk 16,19-31)
…Umarł Łazarz, żebrak, i aniołowie zanieśli go na łono Abrahama…
Czym jest łono Abrahama? Było to w otchłani miejsce odpocznienia wszystkich tych, którzy umierali w łasce Bożej, przed przyjściem na świat Chrystusa Jezusa. Doktorzy Kościoła nazywali to miejsce Limmbum Patrum – tj. otchłanią świętych ojców.
Na krótko przed śmiercią św. Józefa, Pana Jezus rzekł do niego: „Mój ojcze, spoczywaj w pokoju, w łasce Mego niebiańskiego Ojca i w Mojej łasce! Prorokom i świętym, którzy oczekują cię w otchłani, oznajmij tę wesołą wiadomość, że bliskie jest ich wyzwolenie.” Przy tych słowach Jezusa Chrystusa św. Józef na rękach Zbawiciela oddał swą duszę Bogu. Syn Boży zamknął mu oczy. Zastępy aniołów zanuciły słodkie pieśni pochwalne, a następnie na rozkaz Pana aniołowie towarzyszyli najświętszej duszy Józefa do otchłani, w której przebywali patriarchowie i prorocy. Tam wszyscy po blasku niezrównanej pełni łask poznali w tej duszy żywiciela i wielkiego powiernika Zbawiciela świata i oddali mu należną cześć. Józef oznajmił im wesołą nowinę, że zbliża się ich wybawienie, wywołując niewysłowioną radość w nieprzeliczonym zastępie owych świętych… (Maria z Agredy “Mistyczne Miasto Boże”).
Zaś w dziele A. K. Emmerich , tak m.in. czytamy o zstąpieniu duszy Pana Jezusa do otchłani: …Teraz skierował się Jezus do prawej, właściwej otchłani; u wejścia zetknęła się z Nim dusza dobrego łotra (Łk 23,42n), idąca w towarzystwie aniołów na ł o n o Abrahama, Przemówiwszy kilka słów do niego, wszedł Jezus do otchłani, gdzie na ł o n i e Abrahama spoczywały dusze sprawiedliwych jego potomków. Przestrzeń ta zdawała mi się wyżej położoną od tamtej. W otchłani tej zebrane były dusze wszystkich świętych Izraelitów, na lewo – Patryarchów, Mojżesza, sędziów i królów, na prawo – Proroków i wszystkich przodków Jezusa i ich krewnych aż do Joachima, Anny, Józefa, Zachariasza, Elżbiety i Jana Chrzciciela. Nie było tu złych duchów, nie było żadnych mąk, tylko tęsknota za spełnieniem obietnicy, danej pierwszym rodzicom, a ta właśnie spełniała się obecnie. Więc błogość niewypowiedziana i szczęśliwość przeniknęła wszystkie dusze, wszystkie otoczyły Zbawiciela, witały Go i cześć Mu oddawały, a spętani czarci musieli chcąc nie chcąc wyznać przed nimi swą nędzę i poniżenie.. Stąd wyruszył pochód tryumfalny z Jezusem na czele w głębszą sferę, stanowiącą pewnego rodzaju miejsce oczyszczenia dla pobożnych pogan, którzy mieli przeczucie prawdy i jej pożądali. Dusze te z rozczulającą radością oddały hołd Zbawicielowi… .
Ubogi Łazarz został przeniesiony przez aniołów na miejsce przeznaczone dla narodzonych do nowego życia. W łonie matki poczęty człowiek kształtuje się (2Mch 7,22n i Ps 139,13), rozwija i gdy nadejdzie jego godzina opuszcza je, rodząc się do życia. Podobnie sprawa ma się z człowiekiem wewnętrznym. Można więc powiedzieć, że „być, znaleźć się na łonie Abrahama”, to znaczy: być zrodzonym przez wiarę w Jezusa Chrystusa, Syna Bożego, wiarę wzbudzoną przez słuchanie Słowa Bożego (Rz 10,17), wiarę w obietnice Boże; celem zaś wiary jest zbawienie duszy (wedle 1P 1,9; por. 1Tes 5,9). Być zrodzonym do nowego życia przez wiarę, tak by „Chrystus przez nią mieszkał w sercach naszych, wraz z Jego Słowem z całym swym bogactwem i mądrością” (Ef 3,17 i Kol 3,16a) – to znaczy naśladować w wierze Abrahama, ojca wszystkich mających wiarę i żyjących nią (Rz 4,16-17), to być jego potomkiem, należeć do jego potomstwa. cd(2)n

cd(2): …Umarł także (też i ) bogacz i został pogrzebany (pochowany) …
Inni tłumacze dodają: pogrzebany był (jest) w piekle…
Po jakimś czasie umarł, odszedł z tego świata bogacz. Jego dusza wyszła z ciała, a ciało namaszczone i owinięte w kosztowne płótna, z wielką pompą złożono do grobu. W przeciwieństwie do ubogiego Łazarza ów bogacz miał zapewne wielce okazały pogrzeb, w którym uczestniczyło wielu jego przyjaciół od stołu, wielu jego pochlebców, a także wielu innych ludzi, którzy chcieli być zauważeni przez przyszłych spadkobierców, licząc na spodziewane korzyści. Ba, należy przypuścić, że całe miasto- wszyscy jego mieszkańcy wiedzieli o jego konaniu i śmierci, jednocząc się w żałobie. Zawodzenie i jęki żałoby wznosiły się do nieba, a wraz z nimi udawane i nieszczere pochwały dla „wielkiego”, dla „dobroczyńcy”, dla „sprawiedliwego”, który był umarł. Padło wtedy wiele, wiele ludzkich słów ukazujących chwałę ludzką owego bogacza, pokazującym go obecnym na pogrzebie w jak najlepszym świetle. Zresztą skąd my to znamy? Wystarczy to, o czym pisze prasa, co się mówi w radiu, czy słyszy i widzi w telewizji przy okazji przekazywanych wiadomości o śmierci i pogrzebach różnych „wielkich” ludzi tego świata ze sfery polityki, kultury i sztuki, nauki, sportu itd. Ale całą prawdę o człowieku, o jego życiu zna tylko Bóg, będący świadkiem wszystkich jego czynów, myśli, wypowiedzianych słów, jak zresztą o tym mówi Pismo: „Czyny wszystkich ludzi są przed Nim i nic nie może się ukryć przed Jego oczami … żadna myśl nie ujdzie Jego uwagi i nie ukryje się przed Nim ani jedno słowo” (Syr 39,19 i 42,20). Wszyscy żyjemy przed obliczem Pańskim i całe nasze życie jest jawne przed Nim, bowiem „oczy Pana, nad słońce dziesięć tysięcy razy jaśniejsze, patrzą na wszystkie drogi człowieka i widzą zakątki najbardziej ukryte” (Syr 23,19). Czyż przypisywana bogaczowi i jemu podobnym przez innych ludzi chwała ludzka może wymazać to, co jest zapisane w księdze życia (Iz 4,3 i Oz 7,2 i Ap 20,12)? Czy słowo ludzkie może zmienić sąd Boży i wyrok, jaki na nim zapadł? Nie, nie może. To, co jest przez Boga osądzone, jest osądzone, a co jest zapisane – jest zapisane. Nic już nie jest w stanie tego zmienić, bo nie jest to możliwe. I tak, mimo okazałego pogrzebu i wielu mów pochwalnych skierowanych pod adresem bogacza, a także modlitw zanoszonych do Boga w jego intencji, nic to nie pomogło i nie mogło zmienić nieodwołalnego wyroku Bożego, mocą którego duch bogacza pogrążył się w piekle. „Najgorsza jest śmierć grzeszników” – mówił komentując jeden z psalmów (tj. 34,22) św. Augustyn. Zobaczcie bracia jaką śmiercią zmarł wspaniale ubierający się w purpurę i bisior, codziennie ucztujący bogacz? Jakaż to mogła być śmierć w purpurze i bisiorze, tak kosztowna, tak pompatyczna? Jak wystawny pogrzeb, a iluż zaproszonych „znamienitych” gości, jak wiele osobistości, ludzi wpływowych. Jakie tam były (musiały być) uroczystości pogrzebowe. A jakież mowy pochwalne tam wygłaszano? Wśród jakich wonności zostało pochowane ciało zmarłego bogacza? A jednak mimo tego wszystkiego znalazł się w piekle. Zrozumcie zatem, co znaczy: „Najgorsza jest śmierć grzeszników” i nie sądźcie na podstawie posłania bogato wyścielonego, ani ciała bogato obleczonego z wielkim bogactwem, czy z zawodzeń wskazujących na wielką uroczystość pogrzebową i nie patrzcie na płaczącą rodzinę, ani na tłum idący z przodu i z tyłu, kiedy wynoszą ciało, ani na marmurowe i złocone grobowce. Jeśli bowiem na to zważać będziecie, wyrobicie sobie fałszywy pogląd, że śmierć wielu już nie lekko grzeszących, ale wręcz zbrodniarzy, jest najlepsza, bo tak ich opłakują, tak ich odprowadzają, tak okrywają, w taki sposób wynoszą i na taki pogrzeb sobie zasłużyli. Zapytajcie jednak Ewangelii, a ta ukaże waszej wierze duszę takiego bogacza płonącą w ogniu piekielnym wśród kar, której nie pomogą wszystkie honory i obrzędy pogrzebowe, które jego martwemu ciału przygotowała próżność żyjących i żegnających… . W innym zaś miejscu św. Augustyn powiedział: … Umarł bogacz i urządzono mu wspaniały pogrzeb. Oto dokąd zwrócili się ludzie: nie zwracają uwagi na to, jak złe życie prowadził tutaj, a jaka otacza go pompa, kiedy umarł. Jakże szczęśliwy, skoro tylu go opłakuje! Biedak natomiast tak żył, że niewielu za nim płacze. Wszyscy powinni opłakiwać tak bardzo źle żyjącego. Wspaniały pogrzeb, składają go (jego martwe ciało) w kosztownym grobowcu, ubierają w drogie szaty, chowa się go wśród ziół i wonności. A jaki później ma pomnik! Jakimi marmurami grób wyłożony! W samym grobowcu będzie żyła jego pamięć? Ów tam umarł. Ludzie uważający to za coś dobrego, odeszli od Boga i nie szukają tego, co prawdziwe, zwiedzeni fałszem. A przecież mówi Pismo: „Żałoba u ludzi jest nad ciałem, imię zaś grzesznika jako niedobre, będzie wymazane z księgi żyjących” (Syr 41,11; por. Ps 69,29)…
Autor listu do Hebrajczyków powiada, że (Hbr 9,27). Otóż wszyscy jesteśmy śmiertelni, póki żyjemy na tym świecie w ciele. (Mdr 7,6). Śmierć jest najważniejszym momentem naszego ziemskiego życia, albowiem „w chwili zejścia z tego świata dusza na zawsze utwierdzona zostaje w dobrem lub w złem, dobrowolnie przez siebie obranym (por. Syr 15,14.17), jak o tym czytamy w “rozprawie o czyśćcu” św. Katarzyny z Genui: Ubi te invenero- w jakim stanie cię znajdę w chwili śmierci, z wolą pozostania w grzechu czyli w stanie zbuntowania się woli ludzkiej przeciwko woli Bożej albo też obrzydzenia i żalu zań (zob. Ez 36,31), Ibi te iudicabo – według tego sądzić cię będę”… cd(3)n


cd(3): O momencie śmierci, tak mówił w jednym z apoftegmatów (227) abba Ewagriusz:
Powiedział abba Ewagriusz: „Siedź w celi i skupiaj myśli. Pamiętaj o dniu śmierci: wyobraź sobie martwe ciało, zrozum to nieszczęście i przyjmij trud: pogardź światową próżnością, abyś mógł wytrwać stale w skupieniu i nie osłabnąć w tej woli. Rozpamiętuj także los tych, którzy już są w piekle: myśl, w czym tam są pogrążone dusze, w jakim okropnym milczeniu, w jakich gorzkich jękach, w jakim strachu, udręce i oczekiwaniu. Rozważ niekończącą się mękę, łzy bezcielesne i nie ustające. Ale pamiętaj także o dniu zmartwychwstania, w którym staniemy przed Bogiem. Wyobraź sobie ten straszliwy i przerażający trybunał. Rozważ, co tam przygotowano dla grzeszników: zawstydzenie przed Bogiem, przed aniołami i archaniołami, i wszystkimi ludźmi, to jest karę, ogień nieugaszony, robaka, który nie umiera, otchłań, ciemności, zgrzytanie zębów, strachy i męki. Rozważ także i dobra przygotowane dla sprawiedliwych: swobodny przystęp do Boga Ojca i Jego Chrystusa, do aniołów i archaniołów i całej wspólnoty świętych, Królestwo Niebieskie i jego dary, radość i rozkosz. O jednym i drugim pamiętaj bezustannie; i nad sądem na grzeszników płacz i przejmuj się skruchą, ze strachu, abyś i ty się pośród nich nie znalazł; a z losu sprawiedliwych ciesz się i raduj. I staraj się podzielić radość tych drugich, a losu tych pierwszych uniknąć. Bacz, abyś nigdy, czy to w celi, czy poza celą, gdziekolwiek będziesz, nie zapomniał i nie stracił z oczu tej prawdy. W ten sposób, przynajmniej przez pamięć na nią, zdołasz uciec przed nieczystymi i szkodliwymi myślami”.
A tak o dniu naszej śmierci możemy przeczytać w jakże pożytecznej dla duszy książeczce “O naśladowania Chrystusa” Tomasza a Kempis:
…Bardzo szybko będzie tu po tobie, popatrz więc trochę inaczej na swoje istnienie. Człowiek dzisiaj jest, jutro go nie widać (zob. 1Mch 2,63 i Ps 146,4). A kiedy zniknie sprzed oczu, szybko zejdzie z pamięci. O jakże to wielka tępota i zakamieniałość ludzkiego serca, które myśli tylko o teraźniejszości, a nie potrafi i nie chce przewidywać tego, co nadejdzie. W każdej chwili, w każdym kroku i w myśli wyobrażaj sobie, że już dziś umrzesz. Gdybyś miał czyste sumienie, nie bałbyś się tak bardzo śmierci. Lepiej unikać grzechu, niż uciekać od śmierci. Dziś jeszcze nie jesteś gotowy, a co będzie jutro? Jutro niepewne, skąd wiesz, czy będziesz miał jakieś jutro?…Szczęśliwy, kto zawsze ma przed oczyma godzinę swojej śmierci i codziennie przygotowuje się do skonu. Może widziałeś kiedy, jak umiera człowiek. Pamiętaj, że i ty odejdziesz w tę samą drogę (por. Syr 38,22 i 41,3). Gdy nadejdzie ranek, pomyśl, że nie doczekasz wieczora. Wieczorem nie obiecuj sobie tak śmiało poranka. Zawsze więc bądź gotowy i żyj tak, aby śmierć nigdy nie zastała cię nieprzygotowanym. Tylu ludzi umiera nagle i niespodziewanie. …Jakże szczęśliwy i mądry jest ten, kto już teraz stara się być takim, jakim chciałby być w obliczu śmierci! …Nie odkładaj spraw zbawienia na nieokreśloną przyszłość. Jeśli ty sam nie troszczysz się teraz o siebie, któż potem zatroszczy się o ciebie? Teraz jest dla ciebie czas drogocenny, teraz właśnie pora nawrócenia (2Kor 6,3a), aby zasłużyć na życie wieczne. Szczęśliwy ten, kto żyje w bojaźni Bożej, pamiętając o śmierci (por. Syr 1,13!) …Dlaczego myślisz, że będziesz żył długo, gdy żaden dzień twój nie jest pewny? Jak wielu ludzi zwiodła ta pewność, a nagła, niespodziewana śmierć znienacka wyrwała ich z życia! Ileż to razy słyszałeś, że ten zginął od miecza, kuli, tamten utonął, ów zginął w wypadku samochodowym, tego przy stole, tamtego przy zabawie dosięgnął koniec! Śmierć jest kresem każdego, a życie ludzkie przemija jak cień (zob. Ps 144,4). Któż będzie o tobie pamiętał po twojej śmierci? I któż się za ciebie pomodli? Rób, rób teraz, najmilszy, co możesz zrobić, bo nie wiesz, kiedy umrzesz, i nie wiesz, co cię czeka po śmierci!…Uważaj się za przechodnia i gościa na ziemi, którego ziemskie sprawy nie powinny wiele obchodzić. Zachowaj serce wolne i uniesione ku Bogu, bo tutaj nie masz dla siebie trwałej ojczyzny. Zrób wszystko, aby po śmierci duch twój mógł przejść szczęśliwie wprost do Pana… (z rozdz. ‘O rozpamiętywaniu śmierci’) cd(4)n

cd(4): W czasie wakacyjnych audiencji w r. 1999 Papież Jan Paweł II snując rozważania o rzeczach ostatecznych, mówił w ten sposób: „Bóg jest nieskończenie dobrym i miłosiernym Ojcem. Jednakże człowiek, który ma Mu udzielić odpowiedzi w sposób wolny, może niestety dokonać wyboru ostatecznego odrzucenia Jego miłości i przebaczenia, i w ten sposób pozbawić się na zawsze radosnej komunii z Nim. Właśnie na tę tragiczną sytuację wskazuje doktryna chrześcijańska, kiedy mówi o potępieniu lub piekle. Nie jest to kara Boża wymierzona , lecz konsekwencja decyzji podjętych przez człowieka w tym życiu. Samą rzeczywistość nieszczęścia, jaką ta smutna sytuacja niesie z sobą, możemy w pewnej mierze wyobrazić sobie w świetle pewnych tragicznych doświadczeń, które – jak zwykliśmy mówić – czynią z życia .
Jednakże w sensie teologicznym piekło jest czymś więcej: jest ostateczną konsekwencją grzechu, zwracającą się przeciw temu, kto go popełnił. Jest to sytuacja, w jakiej nieodwołalnie znajduje się człowiek, który odrzucił miłosierdzie Ojca, nawet w ostatniej chwili swego życia. Piekło oznacza nie tyle miejsce, co raczej wskazuje na sytuację ,w jakiej znajduje się człowiek, który w sposób wolny i ostateczny oddala się od Boga, źródła życia, pokoju i radości. Dlatego nie można przypisywać inicjatywie Boga, ponieważ w swej miłosiernej miłości pragnie On jedynie zbawienia istot stworzonych przez siebie. W rzeczywistości to istota stworzona sama zamyka się na Jego miłość. polega właśnie na ostatecznym oddalaniu się od Boga, które człowiek dobrowolnie wybrał i potwierdził ten wybór „pieczęcią” w chwili śmierci. Wyrok Boży jedynie ratyfikuje ten wybór. Bóg nikogo nie potępia, nie chce potępić. Chce, ażeby wszyscy doszli do poznania prawdy i do zbawienia (por. 1Tm 2,4). Jeżeli wbrew tej zbawczej i odwiecznej woli Boga, człowiek odrzuca Jego miłość, Jego zaproszenie do uczestnictwa w życiu Bożym, to w końcu on sam decyduje o swojej wieczności bez Boga, poza Bogiem. . Módlmy się bardzo o to, żeby ta wola człowieka, która odrzuca zbawczą wolę Boga, nie ucieleśniała się w nikim i nigdzie. Módlmy się o zbawienie wszystkich ludzi, o wieczne zbawienie dla każdego człowieka”.
By zakończyć rozważanie tego ewangelicznego wiersza, powróćmy jeszcze na chwilę do sprawy życia, śmierci i miejsca, w którym Łazarz i bogacz po niej się znaleźli i my możemy się znaleźć. Te rzeczywistości są ze sobą powiązane, bowiem, to jak oni żyli i my żyjemy na tym świecie, ma swoje konsekwencje w wieczności. Tak też o tym czytamy w „Dialogu” św. Katarzyny ze Sieny: …Któż by nie myślał, że Łazarz pogrążony był w największej nędzy, bogacz zaś cieszył się szczęściem i spokojem? Tak jednak nie było. Bogacz ten, mimo swoich skarbów, znosił większe cierpienia niż biedny Łazarz trapiony trądem. W bogaczu żyła wola własna, z której wypływa wszelkie udręczenie. W Łazarzu wola ta była martwa lub żyła we Mnie, który umacniałem i pocieszałem go w cierpieniu. Gdy był opuszczony przez wszystkich, w szczególności przez przeklętego bogacza, gdy nikt nie obmywał jego ran ani go pielęgnował, kazałem nierozumnemu zwierzęciu lizać wrzody jego. U kresu życia, jak widzicie w świetle wiary, Łazarz ma życie wieczne, bogacz tkwi w piekle… (z rozdz. ‘Opatrzność Boża’). cd(5)n

_________________
+ Z Bogiem i Maryją.


Góra   
  Zobacz profil Wyślij e-mail      
 
Admin_DDN
 Tytuł: Re: Wybrane mysli i komentarze Leszka z blogu Maryjnego
PostNapisane: 29 wrz 2013, o 22:09 
Offline
1000p
1000p
Postów: 6528
Skąd: Polska
cd(5): …Gdy w Otchłani, pogrążony w mękach, podniósł oczy, ujrzał z daleka Abrahama i Łazarza na jego łonie… (16,23)
Przebywający w Otchłani bogacz ujrzał szczęśliwego Łazarza na łonie Abrahama. Ujrzał, mimo iż dzieliła ich ogromna, nie do przebycia, bezdenna przepaść. Jakże więc to było możliwe, że ujrzał z tak niewyobrażalnie dalekiej odległości? A jeżeli ujrzał, to czym i z jakiego powodu ujrzał? Zanim odpowiemy sobie na te pytania, przyjrzyjmy się jak ta sprawa wygląda w czasie naszego ziemskiego życia w ciele. Na tym świecie, to co jest widzialne postrzegamy dzięki zmysłowi wzroku, dzięki naszym oczom; choć można też żyjąc w ciele widzieć to, co jest niewidzialne oczami duszy, tak jak to np. było w przypadku św. S. Faustyny, o czym wielokrotnie wspomina w swoim „Dzienniczku”. Można ujrzeć coś na własne oczy – czyli zobaczyć samemu, być naocznym świadkiem czego. Można widzieć coś, kogoś z bliska i z daleka. Można ujrzeć w oddali pasmo gór, można spoglądając w górę ujrzeć w pogodny wieczór czy w pogodną noc rozgwieżdżone niebo, na niebie gwiazdy, ciała niebieskie. Ale przy pomocy przyrządów optycznych lornetki czy teleskopu możemy dostrzec wyraźniej i lepiej obserwowane oddalone przedmioty czy ciała niebieskie. Wtedy jakby znajdowały się bardzo blisko przed naszymi oczami, choć w rzeczywistości są bardzo daleko. A co powiedzieć o telewizji, dzięki której widzimy przesyłane na odległość, często bardzo wielką, mierzoną w tysiącach kilometrów, ruchome obrazy przedmiotów, rzeczy za pomocą fal elektromagnetycznych. A przecież jakość tych obrazów i formy ich przekazywania są coraz bardziej unowocześniane. Włączamy telewizor i podnosząc wzrok na ekranie telewizyjnym widzimy z bliska często to, co dzieje się od nas bardzo, bardzo daleko. I to, co jest tak bardzo daleko możemy ujrzeć, zobaczyć z bardzo bliska naszymi oczami (np. lądowanie i pobyt astronautów amerykańskich na księżycu). Zauważamy wtedy, że jakby ta odległość nie istniała, że nie jest ona przeszkodą, uniemożliwiającą ujrzenie czegoś, kogoś z bardzo daleka. To wszystko możemy ujrzeć naszymi cielesnymi oczami dzięki „ziemskiej” telewizji. Idąc tym torem myślenia, nie byłoby błędnym stwierdzenie, że istnieje też Boża, „niebieska” telewizja, dzięki której – jak możemy o tym wielokrotnie przeczytać w Piśmie Świętym – prorocy czy apostołowie (a szczególnie św. Jan) mieli nadprzyrodzone wizje, oglądając różne obrazy ukazujące się ich oczom duszy; obrazy rzeczy, które działy się w odległych miejscach bądź miały się dziać w dalekiej przyszłości. A zatem zdarzyło się, że bogacz podniósł swe oczy i na „niebieskim” ekranie telewizyjnym ujrzał Abrahama i Łazarza na jego łonie. “Nie mógłby, podnosząc oczy – powiada św. Augustyn – dojrzeć go, gdyby tamten nie był wyżej, w miejscu pełnym pokoju i szczęścia, on zaś niżej, w piekle, gdzie cierpiał męki”. Zaś św. Grzegorz Wielki tak się wyraził: …Bogacz z dala wznosi oczy i widzi Łazarza, gdyż niewierni, będąc za karę potępieni, pozostają w głębi i przed dniem sądu widzą ponad sobą wiernych zażywających pokoju; później ich szczęścia w żaden sposób widzieć nie mogą. Bardzo dalekie jest to, co widzą, ponieważ nie mają zasług, aby się tam mogli dostać…
Pogrążony w piekielnych ciemnościach ten mieszkaniec kraju pełnego ciemności (Hi 10,21) podniósł swe oczy ku Niebu, które zobaczył jakby w blasku błyskawicy, w ułamku sekundy. Ku Niebu, którego niewysłowione piękno pozostało w nim obecne, a teraz już na całą wieczność utracone, ażeby stać się dodatkową udręką pośród doznawanych straszliwych cierpień. Zobaczył w górze Abrahama, jaśniejącego i szczęśliwego, może zasiadającego na jakimś tronie chwały, a na jego łonie równie szczęśliwego, w blasku chwały Łazarza, niegdyś biednego, pogardzanego przez niego Łazarza, odrażającego w jego oczach. A teraz? Teraz jakby rażony piorunem, pełny zdumienia ujrzał go takim, jakim jest (był) naprawdę, pięknego dzięki światłu Boga i Jego świętości, bogatego w miłość Bożą, podziwianego nie przez ludzi, lecz przez aniołów Bożych. Tak, to widzenie spadło na niego jak grom z jasnego nieba i wywołało w nim tylko ból i wściekłość.
Opowiadając swoim synom i wychowankom straszny, a zarazem pobudzający do nawrócenia i bojaźni Bożej swój sen o piekle, w którym przebywał św. Jan Bosko w pewnym miejscu tak mówił: …Zrobiłem parę kroków naprzód i zobaczyłem, co przeżywają ci nieszczęśni i biedni potępieni chłopcy. Wtedy nagle cały sufit piekielnej pieczary stał się przejrzysty jak kryształ. Ukazał się skrawek nieba, a w nim ich koledzy radujący się szczęściem wiekuistym. Na ten widok biedni zatraceńcy płonęli wściekłością w szalonym gniewie i zieli zazdrością, bo kiedyś wyśmiewali się ze sprawiedliwego. Przypomniałem sobie wtedy słowa psalmu: „widzi to występny, gniewa się, zgrzyta zębami i marnieje” (Ps 112,10). ‘Dlaczego nie słyszę żadnego głosu?’ – zapytałem przewodnika. Podejdź bliżej – doradził. Poprzez kryształową szybę usłyszałem krzyki i szlochy, bluźnierstwa i przekleństwa pod adresem świętych. Głosy ich zlewały się ze sobą w myśl słów Pisma: „złością buchają usta występnych”(Prz 15,28). Gdy uprzytamniają sobie błogosławiony los swoich dobrych kolegów – powiedział mój przewodnik – muszą wręcz wykrzyknąć: „To ten, co dla nas głupich niegdyś był pośmiewiskiem i przedmiotem szyderstwa: jego życie mieliśmy za szaleństwo, śmierć jego – za hańbę. Jakże więc policzono go między synów Bożych i ze świętymi ma udział? To myśmy zboczyli z drogi prawdziwej… nasyciliśmy się na drogach bezprawia i zguby, drogi Pańskiej nie poznaliśmy”(Mdr 5,4-7). Takie to są ich tragiczne zawodzenia, które powtarzać się będą przez całą wieczność. Lecz ich krzyki, skargi i wszelkie wysiłki są daremne, bowiem ’owładnie nim przerażenie i siła nieszczęścia… taki jest los odstępcy od Boga, dziedzictwo przez Boga mu przyznane’ (Hi 20,22b.25c.29). ‘Już nie istnieje dla nich czas. Jest tylko wieczność’. cd(6)n


cd(6): ……I (Wtedy) zawołał (głośno) : „Ojcze Abrahamie, ulituj (zmiłuj) się nade mną i poślij Łazarza, niech umoczy (aby umoczył) koniec swego palca w wodzie i ochłodzi(ł) mój (mi) język, bo cierpię strasznie (wielkie męki) w tym płomieniu… (Łk 16,24)
Bogacz błaga, aby Łazarz choć jedną kropelką wody, końcem swego palca, ochłodził i orzeźwił jego straszliwie rozpalony język, pogrążony w płomieniu ognia piekielnego. Taki oto komentarz do tego faktu daje św. Grzegorz Wielki:
„Oto teraz bogacz w swych katuszach chce mieć za orędownika tego, nad którym za swego życia zmiłować się nie chciał. O, jaka dokładność sądów Bożych! Jakaż ścisła wypłata za czyny dobre i złe. Oto wcześniej wyraźnie powiedziano, że Łazarz pragnął otrzymać odrobiny spadające ze stołu bogacza, a nikt mu ich nie dawał, teraz zaś bogacz w swych katuszach pragnie, aby Łazarz końcem palca zwilżył wodą jego usta. Z tego, bracia, zrozumiejcie jak ścisła jest surowość Boga. Ów bowiem bogacz, który biedakowi okrytemu ranami i tego, co najdrobniejsze nie chciał udzielić ze swego stołu, teraz będąc w piekle doszedł do tego, iż sam prosił o to, co najmniejsze. Albowiem prosił o kroplę wody ten, który odmówił drobin chleba. Lecz na to trzeba zwrócić pilną uwagę, co to znaczy, iż bogacz pogrążony w ogniu prosił o zwilżenie swego języka. Pismo Święte ma to do siebie, iż niekiedy co innego mówi, a swymi słowy o czym innym poucza. Powyżej Pan nie powiedział, że ów pyszny bogacz oddawał się wielomówstwu, lecz iż ucztował wystawnie. Nie zaznaczył, iż ów grzeszył gadaniną (zob.Prz 10,19 i 2Tm 2,16), lecz skąpstwem i obżarstwem (por. Syr 14,3). Ponieważ jednak na ucztach zwykle pełno jest próżnej i zgubnej gadaniny, ten, o którym powiedziano, iż źle ucztował, w piekle na swym języku większe, od ognia ponosił cierpienia. Najpierw źle ucztujący dopuszczają się winy gadatliwości, po niej jednak następują płoche zabawy, jak o tym świadczy Pismo Święte mówiąc: ’Usiadł lud aby jeść i pić, i wstali, żeby się bawić’(Wj 32,6). Zanim jednak do zabaw ciało się pobudzi, do żartów i próżnych słów pobudza się język (por. Ef 5,3-4 i Mt 12,36). Cóż więc przez to powiedziano, iż bogacz w katuszach prosił o zwilżenie swego języka, jeśli nie to, iż ponieważ na uczcie więcej grzeszył gadatliwością (Syr 19,6 i 20,5b), za karę sprawiedliwie jego język w ogniu większe ponosił cierpienia?” .
Zaiste dziwną wydawać się może ta prośba bogacza, bo czyż jest mu w stanie pomóc, przynieść ulgę ta odrobina wody? Czy w jakimś, choćby najmniejszym stopniu zmniejszy ona straszliwą moc owego piekielnego płomienia? Czy jest w stanie, choćby troszeczkę, na moment, na chwilkę tylko ugasić, zmniejszyć straszliwą gorączkę jego języka? W żadnym wypadku nie, choć gdyby (za)istniała możliwość dotknięcia rozpalonego języka bogacza ową malutką kropelką wody, to trzeba by wtedy dać odpowiedź twierdzącą, lecz takiej możliwości – o czym nieco później – już nie ma i nigdy być nie może. A więc w żadnym wypadku nie, a jednak bogacz błaga o tę odrobinkę litości, o tę kropelkę miłosierdzia.
Pogrążony w otchłani piekielnej bogacz prosi, błaga, by nie powiedzieć, że żebrze o tak niewiele, o ochłodzenie swego straszliwie rozpalonego języka, a nie innego jakiegoś członka swego ciała, bowiem w języku szczególniej daje się odczuć pragnienie. Choć niewątpliwie rzeczą pewną jest to, że bogacz grzeszył językiem (wielomówstwem, pychą, słowami pogardy – jak o tym mówił cytowany powyżej św. Grzegorz Wielki), to jednak w tekście ewangelicznym nie chodziło o jakiekolwiek, choćby najmniejsze pokrzepienie fizyczne tego członka ciała, ponieważ ciało, z jego zmysłami, jego członki dopiero po połączeniu się z duszą po swym zmartwychwstaniu, po wyroku potępienia na Sądzie Ostatecznym podzieli wieczne, niewyobrażalne cierpienia duszy (J 5,29b). Tak też o tym mówi Bóg Ojciec w „Dialogu”:
„Gdy potępieni w ostatnim dniu sądu powszechnego usłyszą trzecie napomnienie, gdy sprawiedliwość Moja zawoła: ’Surgite mortui, venite ad iudicium’, to jest – ’Powstańcie zmarli, stańcie przed sądem’, wtedy odnowią się i wzrosną cierpienia biednej duszy przez zjednoczenie jej z ciałem, pod nieznośnym potępieniem, które przygniata ją pomieszaniem i wstydem…wtedy dusza wróci z ciałem, które w sprawiedliwych będzie uwielbione, a w potępionych udręczone na wieki… W chwili śmierci dusza sama słyszy oskarżenie, lecz na sądzie powszechnym odnosić się ono będzie jednocześnie do duszy i ciała; bo ciało było towarzyszem i narzędziem duszy, w czynieniu dobra i zła, wedle tego, co podobało się woli własnej. Każdy bowiem czyn dobry i zły spełniany jest za pośrednictwem ciała. Toteż słusznie ciała złych będą dzielić ich męki wieczne, gdyż były narzędziem grzechu… Wtedy na głos straszliwy, który usłyszą: ’Idźcie przeklęci w ogień wieczny’, pójdzie ich dusza wraz z ciałem, otoczona całym zaduchem ziemi, żyć z diabłami, bez pociechy nadziei, każda na swój sposób, wedle miary i rozmaitości popełnionych grzechów. Skąpy, pogrążony w smrodzie chciwości płonąć będzie w ogniu wraz z dobrami tego świata, które tak niegodziwie pokochał. Okrutnik płonąć w nim będzie z swym okrucieństwem; rozpustnik ze swą rozpustą i niecnymi pożądaniami; niesprawiedliwy ze swymi niesprawiedliwościami; zawistny i zawzięty na bliźniego ze swą nienawiścią (por. 1Kor 6,7-10!). Ta nieuporządkowana miłość własna, sprzęgnięta z dumą, z której wyszły wszystkie złości, będzie palić i zadawać im mękę nieznośną; tak wszyscy będą ukarani, każdy na swój sposób, zarazem na duszy i ciele” (z rozdz. ‘Nauka o Moście’). cd(7)n


cd(7): Zatem ta odrobina, kropelka wody mieszcząca się na samym koniuszku palca, w płomieniu, w ogniu cierpienia (pragnienia), która miała zwilżyć, ochłodzić rozpalony i wyschnięty język bogacza nie byłaby w stanie w żadnym wypadku dać jakiekolwiek, choćby najmniejsze z możliwych pokrzepienie fizyczne. Dla ulżenia ciału, byłoby to niczym, by nie powiedzieć, że byłoby to męką.
Bogaczowi chodziło o choćby najmniejsze pokrzepienie duchowe w tym morzu, oceanie niewypowiedzianego językiem cierpienia, w morzu mąk, których żaden język nie byłby i nie jest w stanie wypowiedzieć, bo żadne słowa nie oddadzą (nie oddałyby) rodzaju tych piekielnych cierpień, straszliwych mąk.
Czym jest piekło? Tak o tym czytamy w “Świadkach Bożego Miłosierdzia” Anny:
„Bóg jest Miłością. Tam, gdzie nie ma miłości, nie ma Boga. Nienawiść, pogarda, okrucieństwo – to straszliwa pustka pozbawiona miłości. To aktywny świat duchowy istniejący poza Miłością (…). Ludzie, którzy wybierają w tym życiu drogę odrzucenia miłości, miłosierdzia i w tym stanie wchodzą w wieczność nie giną po swojej śmierci. Istnieją, lecz poza Miłością, włączeni zostają w potworny stan nienawiści – pustki duchowej, w której żaden stwór duchowy nie może się rozwijać; może tylko cierpieć z niezaspokojonego głodu, pragnienia miłości … Bóg jest Miłością. Kto nie ma jej nic w sobie, przeszedłszy przez życie, ten zabił w sobie podobieństwo Boże – nie może tu, w niebie być! Jest obcy do tego stopnia, że znieść miłości nie może, ucieka jak najdalej. Piekło jest brakiem miłości Boga, jest wieczystą udręką, głodem i konaniem z braku obecności tam Boga, ale nie jest pustką – wypełnia je wszystko, co przed Miłością uchyliło się, uciekło, co nienawidzi Miłości. Jest tam zawiść, pycha. Jest pogarda wzajemna i zadawanie sobie bólu(…). Piekło – to stan, przed którym zatrzymała się miłość Boga i tam ona nie ma żadnego dostępu; to absolutny brak atrybutów Boga, a więc: współczucia, litości, miłosierdzia, dobroci, solidarności. Nie ma pociechy, nie ma ulgi, nie ma nadziei. I tam są chrześcijanie, wielu, tysiące! Tam są także ci, których na ziemi czci się publicznie, a to jest dla nich męczarnią”.
A zatem owe wołanie potępionego bogacza o choćby najmniejsze ochłodzenie straszliwie rozpalonego i płonącego w płomieniach ognia piekielnego jego języka – to nic innego, jak tylko błagalna prośba o choćby najmniejszą oznakę, kroplę miłości Bożej, która mogłaby być dla niego, pogrążonego w ogniu – morzu otaczającej go zewsząd i zawsze nienawiści i pogardy, nadzieją na choćby najmniejszą zmianę swego straszliwego położenia. Ta k r o p l a miłości mogła by mieć postać najmniejszego gestu, aktu litości, współczucia, miłosierdzia, choćby jednego słowa współczucia, pocieszenia, co mogłoby przynieść bogaczowi jakąś ulgę czy nadzieję. I więcej, znaczyłoby to, że on sam miałby w sobie choćby najsłabszy cień, odruch miłości, byłby zdolny do jej wypowiedzenia.
Bóg w sercu każdego człowieka zawarł pragnienie miłości – swoje znamię. Jedna z dusz czyśćcowych takie oto daje świadectwo nt. potrzeby doświadczania miłości: „Miłość Boga do nas jest odkryciem, które oszałamia nas na progu śmierci, lub lepiej – na progu prawdziwego życia. Ty wiesz, jak bardzo wszyscy spragnieni jesteśmy miłości, jak każda k r o p l a miłości ludzkiej – tak mała i tak rzadka – dodawała nam ochoty do życia, a jej brak powodował smutek, załamanie, rozpacz. Jak często ów brak społecznej miłości prowadzi ludzi do samobójstwa, odejścia od Boga, do zła, to ja wiem – tu. A tutaj nagle staje się źródłem, rzeką, morzem płynącej ku nam nieskończenie fali miłości. Stajemy przed możliwością wejścia w Nią i życia w Niej. Jedynym pragnieniem jest rzucić się w tę objawioną ci miłość całkowicie, natychmiast i na zawsze. Ale zatrzymują cię „szaty” nie dosyć czyste; a brud ich w tym „świetle” jest ujawniany w całej swej cuchnącej szpetocie. Głód bycia z Panem jest głodem niewyobrażalnym, lecz takaż jest nadzieja i pewność Jego miłości. A przyjaźń i miłość bliskich otacza nas i podtrzymuje”.
Potępiony bogacz w piekle żebrał o jedno, choćby jedyne słowo czy spojrzenie litości, pocieszenia, co byłoby przejawem miłości. Ale w piekle żadnego choćby z możliwie najmniejszych przejawów miłości nie ma, bowiem tam miłość nie ma zupełnie dostępu. Tam jego mieszkańcy konają i cierpią z niezaspokojonego głodu i pragnienia miłości, dla której zostali stworzeni. Że tak jest, świadczą o tym choćby te oto dramatyczne, pełne niewypowiedzianej boleści i rozpaczy wyznania dusz potępionych, zamieszczonych w zapiskach S. Józefy Menendez; która wielokrotnie zwracała w nich uwagę na największą mękę piekła – pozbawienie duszy zdolności do miłowania:
„To jest moją męką…że chciałabym miłować, lecz nie mogę. Pozostaje mi tylko nienawiść i rozpacz. Gdyby ktoś z nas, tu obecnych mógł raz chociażby uczynić, wypowiedzieć jeden, jedyny akt miłości…nie byłoby to już piekło!…Ale to niemożliwe, my tego nie możemy, żyjemy nienawiścią i złem. Pokarmem naszym jest nienawiść i wzajemny wstręt!” i „Największą tutaj, tego miejsca męką jest nie móc, jest to, że nie możemy miłować Tego, którego musimy nienawidzić. Och! Jak bardzo trawi nas pragnienie i głód miłości, ale już za późno…Ty też odczujesz ten sam głód, to samo trawiące nas pragnienie: jedynie nienawidzić, złorzeczyć, mieć wstręt i pragnąć zguby dusz…Oto nasze jedyne pragnienie i nic innego już nas tu nie obchodzi!” oraz „Na zawsze jestem tu, gdzie już nie można miłować!…O, jakże krótka była przyjemność…a za nią wieczne potępienie… Cóż nam pozostaje?… Nienawidzić piekielną nienawiścią i to na zawsze!”
W podobnym tonie wypowiada się potępiona dusza Anity:
„Każde zrozumienie otrzymane w chwili śmierci, każde wspomnienie z życia, które znamy, przemienia się w palący płomień. Wszystko powraca, aby nas dręczyć. Wszystkie te wspomnienia ukazują nam smutną stronę tych łask, które odrzuciliśmy. Jak to nas dręczy! Duchowo przykuci, my potępieńcy przyglądamy się przerażeni naszemu niedoskonałemu życiu, wyjąc i zgrzytając zębami, dręczeni i wypełnieni nienawiścią. Tutaj pijemy nienawiść jak wodę. Nienawidzimy siebie nawzajem. Bardziej niż cokolwiek nienawidzimy Boga. Tamci błogosławieni w niebie powinni Go kochać, ponieważ stale Go widzą w Jego najbardziej majestatycznym pięknie. To czyni ich szczęśliwymi nie do opisania. My to wiemy, a ta wiedza nas rozwściecza. Ludzie na ziemi, którzy poznają Boga poprzez Jego stworzenia i Jego Objawienie, mogą Go kochać, ale nie są zmuszeni, aby tak czynić. Lecz dusza, do której zbliża się Bóg jako straszny Mściciel i Sędzia, ponieważ został przez nią odrzucony, nienawidzi Go tak, jak my Go nienawidzimy. Nienawidzi Go całą siłą swej złej woli. Nienawidzi Go wiecznie, ze względu na fakt, że zakończyła swoje ziemskie życie odrzucając Boga” (‘List zza grobu’, Fronda nr 25/26, s. 354/355).
W opisie piekła wg bł. Henryka Suzo, tak m.in. czytamy: …Pijacy i łajdacy, służący swemu brzuchowi (Flp 3,9), byli niby zgłodniałe wilki, dotknięci niewiarygodnym głodem i nieznośnym pragnieniem. Pragnęli dostać maleńką k r o p e l k ę wody dla odświeżenia języka spalonego ogniem żaru, ale nikt im jej nie dawał…
(źródło: O. Dominique Cerbeland “Diabeł… a jednak istnieje”; Edycja św. Pawła, Częstochowa 2001).
Ta kropelka wody chyba też ma jakiś związek z tą wypowiedzią Pana Jezusa w czasie Jego przesłuchania, skierowaną do arcykapłana Annasza, w jego pałacu: “Jeśli przy pomocy o d r o b i n y wody lustralnej i przez ofiarę z barana jest dozwolone, jak się wierzy, usuwanie grzechu, wynagrodzenie za niego i oczyszczenie z niego, to jakże nie mogłoby tego dokonać Moje łzy, Moja krew, Moje pragnienie?” cd(8)n



cd(8):…Lecz Abraham odrzekł: „Wspomnij, synu, że za życia otrzymałeś swoje dobra, a Łazarz przeciwnie, niedolę; teraz on tu doznaje pociechy, a ty męki cierpisz..(16, 25)
Innymi słowy jakby powiedział: ’- w ziemskim swoim życiu otrzymałeś od kochającego cię Boga takie dobra, które gdybyś nimi mądrze gospodarzył powinny pomóc osiągnąć zbawienie i wieczne szczęście twej duszy, bo na to, zostały ci przecież dane, a ty tymczasem w taki sposób je używałeś, że stały się dla ciebie przyczyną twego potępienia. Możesz mieć tylko żal do samego siebie, bo sam sobie zgotowałeś taki straszny los.
Znany tobie Łazarz, który za swego życia otrzymał niedolę, potrafił z tego daru, z tego nieszczęścia uczynić dobry użytek, dobro, dzięki któremu teraz doznaje wiecznej pociechy, gdy ty tymczasem nie umiałeś przy pomocy twoich dóbr uczynić nic, co nie byłoby złem w oczach Bożych. Dlatego jest sprawiedliwe, ażeby on tu teraz doznawał pociechy, a ty – żebyś cierpiał. Inaczej nie może być -’.
Abraham zatem w sposób łagodny, ale zdecydowany odmówił zrobienia czegokolwiek w sprawie prośby bogacza, sprawiając mu niejako zawód, ale tylko z pozoru, bowiem bogacz innej odpowiedzi nie mógł się spodziewać i wiedział o tym dobrze, że jego nadzieje pokładane w Abrahamie były złudne. Jeśli Abraham nie kiwnął – a nie kiwnął – w sprawie bogacza nawet palcem, nie chcąc w nią angażować również Łazarza, to czyż – z pozoru – nie można by dojść do wniosku, że sprawiedliwi i błogosławieni, reprezentowani w osobach Abrahama i Łazarza pozbawieni są odrobiny miłości, że są tak okrutni i nieczuli na straszną niedolę bogacza, że myślą tylko o sobie samych, o swoim szczęściu, a to co się dzieje z ich bliźnimi, zwłaszcza z tymi, którzy podzielają los bogacza nic już nie obchodzi? Czy to jest z ich strony rodzaj „świętej” zemsty? Kto by taki wniosek wyciągnął i postawił takie właśnie i tym podobne zarzuty błogosławionym, ten minął by się z prawdą i to bardzo. Dlaczego?
Zaraz spieszę z wyjaśnieniem. W przedmowie książki O. F. X. Schuppe poświęconej piekłu tak czytamy: …”Jakże można być szczęśliwym w niebie, wiedząc, o tym że ktoś z najbliższych, ktoś z przyjaciół poszedł na potępienie?” – to zarzut stawiany często nauce Kościoła o piekle. Odpowiedź nie jest skomplikowana, choć nie może nas w pełni zadowolić, jako że na tej ziemi, nasze pojmowanie prawd wiecznych, wyroków Bożych jest z konieczności ograniczone. Całą prawdę pojmiemy dopiero w niebie, w wieczności, radując się wizją uszczęśliwiającą, czyli oglądaniem Boga twarzą w twarz3. Niemniej już tutaj możemy zrozumieć, że w niebie ujrzymy nieskończone miłosierdzie Boże ofiarowujące swe łaski każdej duszy i pojmiemy przyczyny, dla których pewne dusze z własnej woli odmówiły przyjęcia łaski potępiając się na wieki. Ponieważ Bóg jest najwyższą Doskonałością, łączącą nieskończone miłosierdzie z nieskończoną sprawiedliwością, zrozumiemy dlaczego dusze te utraciły Boga i potwierdzimy doskonałość wyroków Najwyższego, nawet w przypadku duszy bliskich …”.
Że te przypuszczenia są jak najbardziej słuszne, świadczą o tym te oto słowa Boga Ojca, zapisane w „Dialogu” św. Katarzyny ze Sieny: …Sprawiedliwi, których życie skończyło się w miłości bliźniego, nie utracili tej miłości, trwając w nim (w niej) wiecznie. Są tak zgodni z Moją wolą, że mogą chcieć tylko to, czego Ja chcę; wolna wola ich jest związana węzłem miłości, że gdy minie czas, stworzenie obdarzone rozumem, które umiera w stanie łaski, nie może już grzeszyć. Wola ich jest tak bardzo zjednoczona z Moją, że gdy ojciec lub matka widzą syna w piekle, gdy syn widzi w piekle ojca i matkę, nie martwią się tym, są nawet radzi widząc, że są ukarani, jako nieprzyjaciele Moi. Nic nie może poróżnić ich ze Mną; wszystkie pragnienia ich są spełnione. Pragnieniem błogosławionych jest widzieć chwałę Moją w was podróżnych pielgrzymach (Hbr 11,13-16), którzy zawsze biegniecie do kresu śmierci. Pragnąc chwały Mojej, pragną zbawienia waszego, przeto zawsze się modlą do Mnie za was. Pragnienie to spełniam, jeśli nie wierzgacie przeciwko miłosierdziu Mojemu… ( z rozdz. ‘Nauka o Moście’).

…Wspomnij, że…To słowo ‘wspomnij, że’ jest bardzo istotne i jak najbardziej na miejscu. Abrahamowi znane było życie bogacza, więc przypomina mu, co był otrzymał w darze od kochającego Boga, by tymi dobrami, używając swojej woli, mógł służyć Bogu i bliźniemu w miłości, by tą drogą mógł się zbawić i radować wiecznym szczęściem i pokojem. ‘Wspomnij że’ – staw sobie przed oczy to wszystko, czym cię obdarował Pan, sięgnij pamięcią i wróć myślą do tego w jaki sposób rozporządzałeś tymi darami i jak przez nie wyrażał się twój stosunek do bliźniego.

Czy ta uwaga Abrahama miała na celu doprowadzenie owego potępionego bogacza do skruchy czy żalu za popełnione grzechy, za sprzeniewierzenie darów Bożych, które spowodowało miast błogosławieństwa wieczne przekleństwo, za nienawiść do cnót sprawiedliwości i miłości, z którą ów bogacz zszedł z tego świata? Bynajmniej. Miała tylko na uwadze, potwierdzenie sprawiedliwego wyroku Bożego, że ‘Bóg jest daleki od grzechu, Wszechmocny – od nieprawości, bowiem według czynów każdemu zapłaci, kto na co zasłużył’ (Hi 34,10-11), a także uświadomienie bogaczowi, że sam sobie jest winny nieszczęściu, wiecznej niedoli, jakie stały się jego udziałem. Jeśli zaś chodzi o skruchę czy żal za grzechy, to dla duszy potępionego bogacza nie są one już możliwe w jego stanie, bowiem tylko w tym życiu ‘dusza strapiona i duch uniżony mogą znaleźć u Pana upodobanie’ (Dn 3,39; por. Ba 2,18 i Ps 51,19).
To wspomnienie faktów już nieodwracalnych jest dla duszy potępionej, przeżywaniem na nowo i stale straszliwym bólem i męką, jest straszliwą, ciągle powracającą i nigdy nie mającą końca piekielną udręką, jest nieustannie rozdrapywaną, nigdy nie zagojoną i nie do zniesienia (a jednak znoszoną) piekielną żywą raną, której dotknięcie już tylko myślami powoduje dodatkowe cierpienia, powiększające wieczystą mękę.

Słowem duszę taką ogarnia i przenika wiecznie palący wstyd.
Że tak naprawdę jest, potwierdza to, ten oto fragment wyznania potępionej duszy Anity:
…”Wszystko powraca, aby nas dręczyć. Każde zrozumienie otrzymane w chwili śmierci, każde w s p o m n i e n i e z życia, które znamy, przemienia się w palący płomień. I wszystkie te wspomnienia ukazują nam smutną stronę tych łask, które odrzuciliśmy, którymi za życia pogardzaliśmy, z których robiliśmy zły użytek. Jak nas to dręczy! Nie jemy, nie śpimy, ani nie chodzimy na własnych nogach. Duchowo przykuci, my potępieńcy przyglądamy się przerażeni naszemu niedoskonałemu życiu, wyjąc i zgrzytając zębami, dręczeni i wypełnieni nienawiścią…

Bogacz bogato przez Pana obdarowany, albowiem prócz dóbr doczesnych, otrzymał też i dobra duchowe; źle nimi jednak rozporządzał, bowiem sprzeniewierzył się przykazaniu miłości Boga i bliźniego, przestępując i łamiąc istotę Prawa, choć za jego gorliwego wykonawcę i wiernego Panu się uważał, i za takiego był wśród sobie podobnych postrzegany. I w takim to stanie ducha zszedł z tego świata prosto do piekła, gdzie panuje wieczna nienawiść, a wspomnienie o tym, że został stworzony i powołany do praktykowania miłości, którą był odrzucił jest dla niego wieczną męką.

“Odchodzą ode Mnie na zawsze – mówi Pan – wielkie ilości ludzi, ale są wśród nich ci, którzy zdecydowanie odrzucili wszelką miłość – przede wszystkim jednak miłość do swoich braci, ludzi. Niebo jest wspólnotą miłości. Nie mogą tam wejść ci, którzy kochali wyłącznie siebie, gdyż w takim wypadku jest to postawienie siebie na miejscu Boga, a w skutku jest to nienawiść, pogarda lub obojętność dla wszystkich innych ludzi: inaczej, jest to odmówienie swoim bliźnim należnej im troski, współczucia, litości, pomocy. Dlatego najtragiczniejszy jest los ludzi bogatych we wszelkie rodzaje bogactwa wtedy, gdy oni nie tylko odmawiali ludziom pomocy pieniężnej, lecz szacunku, uwagi, czasu lub podzielenia się z bliźnim swoim szczególnym bogactwem, np. talentem, wiedzą, zaradnością, umiejętnościami działania. (…). Gdy człowiek rozwija w sobie złą wolę, nie zauważa momentu, kiedy zostaje zniewolony przez nieprzyjaciela waszego – szatana – i już od tej pory jest tylko narzędziem własnej zguby… (Anna “ŚBM”, cz.2 , s. 286i 287).

Jest jeszcze jeden, dość znaczący powód nie wysłuchania błagalnej prośby pogrążonego w płomieniach ognia piekielnego bogacza, o zwilżenie jedną kroplą wody jego rozpalonego języka, prośby bogacza, ‘na którego wspomnienie i cześć – po jego uroczystym pogrzebie – ludzie się upijali i objadali, lecz to jego duszy trawionej ogniem piekielnym w niczym nie pomogło i nie ulżyło, bowiem ani jedna kropla nie spadła na jego rozpalony język; ludzie bowiem służą swoim brzuchom, a nie duchom swoich bliskich, i nie dotrze do ducha zmarłych nic innego poza tym, co za życia na ziemi dla siebie uczynili’ (Ks. Martin von Cochem „Cztery sprawy ostateczne” , str. 166; Wydawnictwo Exter – Gdańsk 2001).

Otóż prośba bogacza nie miała żadnych szans powodzenia i z tego też powodu, że choć wyznał, iż bardzo cierpi, to tak naprawdę tak małą pomoc, gdyby została mu udzielona – co było niemożliwym – nie przyjąłby jej, pogardziłby ją! Z powodu nienawiści, którą był on sam nasycony, a także nasyceni są nią wszyscy potępieni. O tym, że tak naprawdę jest, w ten oto sposób wypowiada się potępiona dusza Anity: …tutaj (tj. w piekle) już nikt nie otrzymuje żadnej łaski. Nawet jeżeli byśmy ją otrzymali, odrzucilibyśmy ją z nienawiścią… .


O tej prawdzie wypowiada się też jedna ze zbawionych dusz w podobny sposób:

„O tych, którzy świadomie wybrali służbę siłom zła i nienawiści, nie mówię. Im nic pomóc nie można, ponieważ NIE CHCĄ żadnej pomocy. Gardzą litością i współczuciem, a nienawiść, która ich otacza, uniemożliwia dostęp miłosierdziu Bożemu. Tam gdzie wybór zła jest świadomy, pomoc nie jest możliwa! Mówię o tych, co są w piekle, natomiast póki żyją, należy prosić Boga o ich nawrócenie, bo mogą z pomocą łaski nawrócić się nawet w ostatniej chwili życia” (Anna “ŚBM”, z cz. 2) .
Duszom potępionym, a więc i potępionej duszy bogacza nic już nie jest w stanie pomóc, ani dobro uczynione przez te dusze w ich ziemskim życiu(por. Ez 18,24.26), czy też dobro czynione w ich intencjach przez ludzi, żyjących jeszcze w ciele. Potwierdzeniem tego stanu rzeczy, jest też ta oto, wypowiedź Boga Ojca w „Dialogu”: „Dopóki się żyje, można kochać i nienawidzić wedle upodobania (Syr 15,17). Lecz gdy umiera się w miłości cnoty, otrzymuje się szczęście, które nie skończy się nigdy; a jeśli umiera się w nienawiści trwa się w tej nienawiści bez końca, otrzymując potępienie wieczne. Odtąd potępieńcy pozbawieni są miłosierdzia Mojego… Ani modlitwy, ani jałmużny, ani dobre uczynki nie mogą im w żaden sposób pomóc. Są oni bowiem członkami odciętymi od Mojej miłości, gdy w ciągu życia nie chcieli zjednoczyć się z posłuszeństwem dla Mych Świętych przykazań w mistycznym ciele świętego Kościoła, pod słodką władzą, która rozdaje wam krew nieskalanego Baranka, Jednorodzonego Syna Mojego. Otrzymują owoc potępienia wiecznego, z płaczem i zgrzytaniem zębów. Są to męczennicy diabła: daje on im taką nagrodę, jaką sam otrzymał” (z rozdz. ‘Nauka o łzach’). cd(9)n

_________________
+ Z Bogiem i Maryją.


Góra   
  Zobacz profil Wyślij e-mail      
 
Admin_DDN
 Tytuł: Re: Wybrane mysli i komentarze Leszka z blogu Maryjnego
PostNapisane: 29 wrz 2013, o 22:09 
Offline
1000p
1000p
Postów: 6528
Skąd: Polska
cd(9): …A prócz tego (I poza tym wszystkim) między nami, a wami zionie (rozciąga się) ogromna (bezdenna, wielka) przepaść (otchłań), tak że nikt, choćby chciał, stąd do was przejść nie może, ani też stamtąd do nas się przedostać… (Łk 16,26)

Jest jeszcze inny powód – o którym mówi Abraham – uniemożliwiający uczynienie zadość błagalnej prośbie potępionego bogacza o zwilżenie kropelką wody przez Łazarza jego rozpalonego i płonącego w ogniu piekielnym języka. Otóż przeszkodą w sprawieniu bogaczowi choćby najmniejszej ulgi w jego niewypowiedzianym cierpieniu jest istniejąca i nie do przebycia ogromna przepaść, czy jak chcą inni tłumacze biblijni tego wiersza wielka otchłań .
Czym jest zatem owa przepaść? Skąd się wzięła i jakie jest jej pochodzenie? Spróbujmy sobie na te pytania odpowiedzieć, szukając pomocy przede wszystkim w Piśmie Świętym i w nauce Ojców Kościoła, a także i w innych źródłach.

Otóż w pierwszych słowach Księgi Rodzaju czytamy, że: „Na początku Bóg stworzył niebo i ziemię. Ziemia zaś była bezładem i pustkowiem: ciemność była nad powierzchnią wód. Wtedy Bóg rzekł: ’Niech się stanie światłość!’ I stała się światłość. Bóg widząc, że światłość jest dobra, oddzielił ją od ciemności. I nazwał Bóg światłość dniem, a ciemność nocą. … Stworzył też Bóg dwa duże ciała jaśniejące na sklepieniu nieba: większe, aby rządziło dniem i mniejsze, aby rządziło nocą oraz gwiazdy, aby oddzielały światłość od ciemności” (Rdz 1,1-5).

Powyższe jest odbiciem tego, co się stało przed stworzeniem świata materialnego. A cóż takiego się stało? Bunt z powodu pychy części aniołów pod wodzą Lucyfera, który zapragnął mieć swoje królestwo i otrzymał wraz z wszystkimi upadłymi aniołami je, a jest nim piekło, królestwo ciemności. Bo jak w niebie zostały oddzielone duchy światłości od duchów ciemności, tak w stworzeniu zostały oddzielone światłość od ciemności, i zostały uczynione dzień i noc.
Jak Bóg oddzielał światłość od ciemności (Hi 26,10b), a także naród wybrany – Izrael od innych narodów (Kpł 20,24.26), a Syn Człowieczy, gdy przyjdzie w Swej chwale wraz ze wszystkimi aniołami na sąd zasiadając na swoim pełnym chwale tronie, zgromadzone przed Nim narody oddzieli jedne od drugich, tak jak pasterz oddziela owce od kozłów (Mt 25,31-33), podobnie czynił św. Paweł posłany do pogan, by przez głoszoną Ewangelię ’odwrócili się od ciemności do światła, od władzy szatana do Boga’ (Dz 26,18). Otóż św. Paweł przez okres trzech miesięcy nauczał w synagodze w Efezie o Jezusie Chrystusie, usiłując pozyskać dusze dla królestwa Bożego. A gdy niektórzy ze słuchaczy trwali uparcie w swej zatwardziałości i w niewierze nie da(wa)li się przekonać, bluźniąc wobec ludu przeciw nauce Pańskiej, zerwał z nimi, odłączył się od nich i oddzielił od nich uczniów, nauczając codziennie przez dwa lata w szkole Tyranosa (Dz 19,8-9).

’Cóż to mamy ze sobą wspólnego? Cóż nam do ciebie i tobie do nas? Cóż nam do siebie!’ – wykrzyczał z siebie demon ustami opętanego w synagodze w Kafarnaum. No właśnie – czyż może coś łączyć Szatana z Panem Jezusem? Czyż może być między nimi coś wspólnego? Zresztą sam Jezus mówił w wieczerniku apostołom: „Nadchodzi władca (książę) tego świata, nie ma on jednak nic do Mnie, nic swego we Mnie” (J 14,30).
Właśnie, nic ze sobą nie mogą mieć i nie mają wspólnego: miłość z nienawiścią, kłamstwo z prawdą, światłość z ciemnością, cnota z grzechem, świętość z nieprawością! Te rzeczywistości nic ze sobą nie łączy, są bowiem sobie przeciwne, przeciwstawne sobie. Nie bez powodu więc św. Paweł i nas upomina tymi słowami: „Nie wsprzęgajcie się z niewierzącymi w jedno jarzmo. Jakaż jest bowiem łączność między sprawiedliwością a niesprawiedliwością? Cóż ma wspólnego światłość z ciemnością. Jakaż może być wspólnota Chrystusa z Beliarem lub wierzącego z niewiernym” (2Kor 6,14-15; por. 1Mch 1,15b!). Zaś św. Jan Apostoł w swoim liście mówi, że : „Bóg jest światłością i nie ma w Nim żadnej ciemności. Jeżeli mówimy, że jesteśmy z Nim w łączności, a chodzimy w ciemności, wówczas kłamiemy i nie postępujemy zgodnie z prawdą” (1J 1,5-6). Taki oto komentarz do tych słów obu Apostołów daje św. Augustyn: … Skoro Bóg jest światłością i nie ma w Nim ciemności (Ps 92,16), my zaś winniśmy mieć z Nim łączność, musimy wyrzucić z siebie ciemności, aby zajaśniała w nas światłość. Ciemności, bowiem nie mogą uczestniczyć w światłości. Przeto zwróć uwagę na te słowa: ’Jeżeli powiadamy, że jesteśmy z Nim w łączności, a chodzimy (trwamy) w ciemności, kłamiemy’. Również apostoł Paweł pisze: ’Cóż ma wspólnego światłość z ciemnością?’. Twierdzisz, że jesteś w łączności z Bogiem, a chodzisz w ciemności. Przecież ’Bóg jest światłością, nie ma w Nim ciemności’. Jakże więc może światłość łączyć się z ciemnością? … Grzechy są ciemnościami, jako i Apostoł nazywa szatana i jego aniołów „władcami ciemności” (Ef 6,12). Nie nazwałby ich tak, gdyby nie byli władcami grzeszników i panem nieprawych. ’Bóg jest światłością i nie ma w Nim żadnych ciemności’. Nieprawości są ciemnościami, grzechy są ciemnościami, cóż więc mamy czynić?… Chodźmy w światłości, jak sam Bóg jest w światłości, abyśmy zachowali z Nim łączność…” (“Homilie na Pierwszy List św. Jana”, cz. II, z homilii 1-ej, pkt 5, s. 386, ATK W-wa 1977).
Królestwo Chrystusa z królestwem Szatana nic nie łączy, są one bowiem względem siebie krańcowo różne i nie mogą w żadnym wypadku ze sobą współistnieć, a ich mieszkańców oddziela bezdenna przepaść, oddzielająca bezbożnych (Syr 41,8n) od sprawiedliwych.

Owszem, tu na ziemi, w tym świecie dopóki nie nastąpi kres czasów te królestwa występują obok siebie, często się ze sobą mieszają i są ze sobą wymieszane, jak kąkol z pszenicą (Mt 13,24-28.36-39), a nawet często to, co jest złem, ciemnością nazywane jest dobrem, światłem bądź odwrotnie (Iz 5,20; por. Mt 23,13). Ale w wieczności tak już na pewno nie będzie i nie jest. Tam kłamstwo od prawdy, zło od dobra, miłość od nienawiści, synowie światłości od synów ciemności, królestwo Boże od królestwa szatana będą i są na całą wieczność od siebie oddzielone. Tak, jak dzień od nocy. W ziemskim życiu można przejść ze śmierci do życia, z ciemności do światłości i odwrotnie. Tylko na tym świecie, w tym życiu można przechodzić ze stanu grzechu do stanu łaski Bożej. I ze stanu łaski powrócić do stanu grzechu. Ale z chwilą śmierci ciała wszystko to ustaje, wraz ze śmiercią ta niestałość, upadanie i powstawanie, ta możliwość przejścia (przechodzenia) kończy się nieodwołalnie, bo skończył się czas wyboru dany człowiekowi przez Pana Boga. Wraz ze śmiercią każdy przechodzi w swój stan końcowy, stały i nieodwracalny. Tak o tym mówi św. Katarzyna z Genui: „W chwili zejścia z tego świata dusza zostaje na zawsze utrwalona w dobru lub złu, dobrowolnie przez siebie obranym w myśl słów: ’W jakim stanie cię znajdę w chwili śmierci, z wolą utwierdzoną w grzechu lub też obrzydzenia i żalu zań, według tego sądzić cię będę’. Od tego sądu nie ma odwołania; po śmierci bowiem wola nie posiada już wolności wyboru lecz utwierdzona jest w stanie, w jakim znajdowała się w chwili skonania” (“Rozprawa o czyśćcu”, z rozdz. IV,4-5). Wtedy to los zbawionych i potępionych jest rozstrzygnięty nieodwołalnie na zawsze, po wszystkie nie mające końca wieki. Każdy przez Boga będzie osądzony ze swoich czynów. Ci, którzy w Jego oczach znajdą łaskę będą zbawieni i przejdą do królestwa Bożego, królestwa światłości (Mt 25,34), ci zaś, którzy usłyszą z ust Bożych wyrok: ’Precz z Moich oczu’ (Łk 13,27) pójdą na potępienie i przejdą do królestwa umarłych, królestwa ciemności, do piekła (Mt 25,41; Ps 9,18). I tak jak kąkol zostanie zebrany i odłączony od pszenicy, tak przeznaczeni na potępienie zostaną odłączeni od zbawionych, bowiem „aniołowie wyjdą i wyłączą złych spośród sprawiedliwych, a potem wrzucą ich do rozpalonego pieca, a tam będzie płacz i zgrzytanie zębów” (Mt 13,30.40-43.49-50). cd(10)n


cd(10): Dzieli nas ogromna i nie do przebycia, nie do przejścia przepaść – mówił Abraham do potępionego bogacza, bowiem ’nikt z nas, choćby chciał stąd do was przejść nie może, ani też stamtąd nikt z was do nas przyjść nie potrafi’. Nie jest możliwym w żadnym wypadku przebycie tej straszliwej przepaści przez nikogo, zarówno stąd – to jest przez mieszkańców łona Abrahamowego, a później Nieba, świętych i błogosławionych, jak i stamtąd – to jest spośród mieszkańców królestwa umarłych, piekła, spośród potępionych. Jak należy rozumieć tą niemożność przebycia tej przepaści, przejścia z jednego miejsca do drugiego miejsca pobytu, z jednego królestwa do drugiego królestwa?
Synowie Izraela, których Bóg, Jahwe wyprowadził mocną ręką z Egiptu, z domu niewoli przeszli jednak suchą nogą przez środek morza, zamienione na czas tego przejścia w suchy ląd (Ps 106,9), a następnie prowadzeni przez Jahwe przeszli nie do przebycia pustynię wielką i straszną, ’przeszli ziemię, której nikt nie może przebyć’ (Jr 2,6d), by dojść do wspaniałej Ziemi Obiecanej, będącej kontrastem pustyni .
Jednak w przypadku owej przepaści – o której wspominał Abraham – rzecz się ma zupełnie inaczej, bowiem jej nie można (było) w żaden sposób przebyć i nikt spośród mieszkańców obydwu królestw dokonać tego nie potrafi. Dlaczego tak jest? Wiemy już, że Bóg tak swoim wyrokiem postanowił, którego nic już zmienić nie może. Z odpowiedzią na postawione pytania dotyczące niemożności przebycia owej przepaści, śpieszy nam z wyjaśnieniem św. Grzegorz Wielki, w tych oto słowach: „Niewątpliwie ci, którzy są w piekle, pragną dostać się tam, gdzie błogosławieni zażywają szczęścia; czy jednak można powiedzieć, iż ci, którzy już do tego szczęścia zostali przyjęci, chcą przejść do tych, którzy w piekle doznają katuszy? Jak jednak odrzuceni pragną przejść do wybranych, to jest wydostać się z miejsca swoich katuszy, tak i sprawiedliwi kierując się miłosierdziem pragnęliby przejść do udręczonych ponosząc męki i uwolnić ich. Jednakże ci, którzy choćby chcieli przejść z siedziby wybranych do tych, którzy cierpią i ponoszą katusze, uczynić tego nie mogą, albowiem dusze w swej dobrej naturze mają miłosierdzie, jednakże już będąc złączone ze sprawiedliwością swego Stwórcy tak są skrępowane tym, co należyte, iż żadnego dla odrzuconych nie odczuwają współczucia. Zgadzają się ze Stwórcą, z którym są złączeni i nie zstępują nawet uczuciem miłosierdzia dla tych, których wyrwać nie mogą w żaden sposób. Widzą ich bowiem dalekimi od siebie i wiedzą, że Ten ich odrzucił, Którego miłują jako swego Stwórcę. Ani więc sprawiedliwi nie mogą przejść do odrzuconych, ponieważ już wywyższeni sprawiedliwym sądem żadnej dla nich nie mają litości czy współczucia, ani też niesprawiedliwi nie przechodzą do szczęścia tych, które jest udziałem błogosławionych, są bowiem skazani na wieczne potępienie”.
Na postawione pytanie: ’Dlaczego źli zawsze w ogniu piekielnym mają się palić, skoro się nie poprawią?’ św. Grzegorz Wielki tak odpowiada: „Ponieważ wszechmocny Bóg jest łaskawy, nie ma upodobania w tym, że nieszczęśliwi ponoszą kary; będąc jednak sprawiedliwym, przez całą wieczność karać nie przestaje. Wszyscy źli są skazani na wieczne katusze za swą niegodziwość. To jednak, że płoną w ogniu nie jest bez jakiegoś pożytku. Sprawiedliwi widzą w Bogu radości, jakie otrzymują, a w nich męki, jakich uniknęli, aby tym więcej poznali, do jakiej wdzięczności dla łaski Bożej przez całą wieczność są zobowiązani, o ile lepiej widzą, jak karane są wiecznie grzechy, których z pomocą Boga uniknęli, zwyciężając je” („Dialogi”, księga IV,44; str. 204).

Jest jeszcze inna przeszkoda, która czyni niemożliwym przebycie przepaści, o której wspomina Abraham. Jaką ona jest możemy dowiedzieć się ze słów św. Katarzyny z Genui, która w ten sposób pisze: „Podobnie jak dusza czysta i nieskalana znajduje swój spokój jedynie w Bogu (Ps 62,2.6-8), dla którego jako celu została stworzona, tak dla duszy obciążonej grzechem ciężkim, prócz piekła nie ma odpowiedniejszego miejsca; Bóg je duszom potępionym przeznaczył na ostateczny i wieczny w nim pobyt. …Gdyby natomiast dusza nie mogła znaleźć (znajdować) się w miejscu przeznaczonym przez sprawiedliwy wyrok Boga, wtedy piekło jej cierpień byłoby jeszcze większe; znalazłaby się bowiem gdzie indziej, niż chciał tego Bóg, którego sądy nacechowane są miłosierdziem i łagodzą karę słusznie zasłużoną. Oto dlaczego dusza, nie znajdując miejsca sobie odpowiedniejszego, ani mniejszej kary, rozpaczliwie rzuca się do piekła, wyznaczonego przez Boga, jako miejsca najwłaściwszego. Taka rzecz ma się i z czyśćcem. … Gdyby dusza nie mogła znaleźć się w tym miejscu, przeznaczonym dla oczyszczenia, w tej chwili stworzyłaby sobie piekło, gorsze od mąk czyśćcowych; ujrzałaby, bowiem niemożliwość złączenia się z celem ostatecznym – Bogiem, a to z racji grzechów nie odpokutowanych. Taki stan dużo gorszy jest od mąk czyśćcowych, owszem podobny jest piekłu” („Rozprawa o czyśćcu”, rozdz. VIII, 1.3-5).

Tak też o tym mówi potępiona dusza Anity: „Nawet teraz Bóg jest miłosierny i nie zmusza nas, abyśmy się do Niego zbliżali, zatem pozostajemy w tej odległej części piekła, która zmniejsza nasze męki. Każdy krok bliżej Boga przyniósłby mi większe cierpienia niż ty byś odczuwała chodząc tuż przy ogniu” (“List zza grobu”; Fronda nr 25/26, zima 2001).
Podsumowując, idąc za Biblią Jerozolimską, trzeba powiedzieć, że owa przepaść – oznacza ’niemożliwość zmienienia przeznaczenia, tak dla wybranych, jak i potępionych’. cd(11)n


cd(11): …Tamten rzekł: „Proszę więc, ojcze, poślij go do domu mojego ojca! Mam bowiem (jeszcze) pięciu braci: niech ich przestrzeże, żeby i oni nie przyszli (nie dostali się) na to miejsce (mąk) męki”…
W dalszym ciągu jesteśmy świadkami trwającego dialogu potępionego bogacza z Abrahamem. Teraz uwaga bogacza koncentruje się na jego braciach, żyjących jeszcze na ziemi w jego dawnym rodzinnym domu. Prosi zatem Abrahama, by ten posłał do nich Łazarza, aby sprowadzeni zostali ze złej drogi, jeśli bowiem nie zostaną upomnieni, jeśli nikt ich nie upomni, to będą kiedyś skazani na podobne co on straszliwe męki, to podzielą jego los. ‘Skoro, ojcze Abrahamie – płacząc, wołał bogacz jeszcze głośniej – nie jest możliwym, aby Łazarz przyniósł mi ulgę, zwilżając kropelką wody mój straszliwie rozpalony i trawiony ogniem piekielnym język, to proszę o łaskę, o miłosierdzie dla moich pięciu braci. Wiesz bowiem, ojcze Abrahamie, że na ziemi żyją jeszcze ci moi bracia. Nie chcę, by oni cierpieli te same, co i ja udręki. Zatem proszę cię, ojcze poślij do nich Łazarza, niech im powie, gdzie się znajduję i dlaczego się tu – gdzie jestem – znalazłem. Niech ich ostrzeże, że jeżeli będą tak nadal żyć, jak do tej pory żyją, to podzielą mój los. Niech im Łazarz powie, że w miejscu, gdzie się znajduję, panuje tylko nienawiść. Niech im powie, że teraz rozumiem jak straszną rzeczą jest nie być kochanym, a ja będąc na ziemi nigdy nikomu nie okazywałem miłości, nawet własnym krewnym. Pojąłem czym jest miłość, w tym ułamku sekundy, gdy moja dusza ujrzała Boga. O! Poślij Łazarza, by im powiedział, że piekło istnieje i jest straszliwe, i że ten, kto nie kocha Boga i bliźniego, idzie do piekła. Poślij go, ojcze Abrahamie! Niech się, póki jeszcze mają czas opamiętają, aby nie musieli przyjść tu, do tego miejsca wiecznych udręk i mąk, gdzie ja teraz jestem’.
Bogacz, nie mając już żadnej nadziei, żeby siebie mógł ocalić, stara się teraz o ocalenie przed piekłem swoich bliskich. Wygląda na to, że bogacz zwierza się Abrahamowi ze swojego zmartwienia o los swoich braci, którzy – ale tylko z pozoru – sprawiają mu ból i są przyczyną tegoż. Boli i martwi go ich postępowanie, boleje nad nieszczęściem, które sobie w wieczności gotują. Wydaje się, że jest mu ich żal, że jest o nich, o ich zbawienie wielce zatroskany. Zatem można by dojść do wniosku, że kieruje nim miłość bliźniego. Jeśli prosi o ratunek dla swoich braci, to ta jego prośba wskazywała by na to, że ma jednak w sobie miłość bliźniego, a zatem w takim razie nie mógłby znajdować się w piekle, lecz w głębokim czyśćcu. Tak mogłoby się wydawać, ale tylko z pozoru, bowiem prawda jest zupełnie inna. Bogacz znajduje się w piekle, a ta jego nowa prośba wypływa nie tylko z pobudek egoistycznych, czyli z myślenia wyłącznie o sobie, ale o tym za chwilę. Postawmy sobie najpierw pytanie natury ogólnej: Czy potępieni naprawdę mogą chcieć i chcą (pragną) naszego zbawienia, zbawienia swoich bliskich? Czy jest to możliwe, żeby ci potępieni, którzy w swym ziemskim życiu gardzili Bogiem, Jego Miłością, za nic mieli miłość bliźniego, żyjąc niejako w nienawiści tej cnoty miłości i w takim to stanie zeszli z tego świata, będąc już na wieki utwierdzeni w woli przeciwnej Woli Bożej (a ta jest taką, abyśmy się miłowali ) i znieruchomieli w niej na wieki, na podobieństwo żony Lota zamienionej w słup soli (Rdz 19,26), przebywający w wiecznym królestwie nienawiści razem z szatanami, pragnęli naszego dobra, byli zatroskani o zbawienie naszych dusz? Czyż nie było już powiedziane, że „pragnieniem błogosławionych, którzy zeszli z tego świata w stanie miłości, jest widzieć chwałę Bożą w nas podróżnych pielgrzymach, zawsze biegnących do kresu śmierci. Pragnąc chwały Bożej pragną zbawienia naszego, przeto zawsze modlą się do Boga za nas”. Czyż zatem jest możliwym to, by równocześnie zarówno błogosławieni, jak i potępieni, oddzieleni od siebie nieprzebytą przepaścią mieli w sobie takie same pragnienia i żywili troskę o zbawienie dusz ludzi żyjących jeszcze na ziemi? Nie, to nie jest możliwym, może być w nich równocześnie i „tak” i „nie”. Tych przeciwstawnych sobie rzeczywistości nie można ze sobą pogodzić, są bowiem nie do pogodzenia.
Trzeba więc sobie jasno powiedzieć, że nie mogą być w tym zgodni i nie są! Bowiem tylko błogosławieni naprawdę są zatroskani o nasze zbawienie, gdy tymczasem potępieni pragną tego, abyśmy podzielili ich straszny los, ich wieczne nieszczęście. I jest to prawdą, tak bowiem czytamy m.in. w zapiskach S. Józefy Menendez, po jej doświadczeniach z pobytu w piekle: ‘Widzę jasno, że wszystkie cierpienia świata są niczym w porównaniu z bólem, jaki sprawia świadomość, że już więcej nie można miłować, gdyż tam oddycha się tylko nienawiścią i pragnieniem zatracenia dusz !’ A jedna z dusz potępionych tak skarżyła się S. Józefie: „Och! Jak bardzo trawi nas głód miłości, ale już jest za późno … Oto nasze jedyne pragnienie: nienawidzić, złorzeczyć i pragnąć, życzyć sobie zguby dusz … Nic innego już nas tu nie obchodzi!”
Warto też zauważyć, że dusze potępione odczuwają piekielną radość, gdy jakaś dusza dostaje się do piekła. I tak jeszcze czytamy w zapiskach S. Józefy: „Dusza moja wpadła w ogromną przepaść, której dna nie widać. Natychmiast usłyszałam, jak inne dusze ucieszyły się, widząc mnie w tych samych mękach, usłyszałam inne dusze radujące się, że dzielę ich męki”.

Podobnie wypowiada się potępiona dusza Anity: „Ja sama nienawidzę demona, lecz mimo wszystko podoba mi się dlatego, że on sam i jego pomocnicy, te upadłe anioły, które upadły z nim na początku czasu, usiłują was zwieść … My potępieńcy nie mamy przyzwolenia, aby was kusić; mogą to czynić upadłe duchy. Prawdę mówiąc, zwiększa się ich i nasza męka z każdym razem, kiedy przyciągają ze sobą kolejną duszę do piekła. Lecz czym to jest wobec nienawiści! Lecz czegóż nie uczyni nienawiść!”.
Jeśli więc potępiony bogacz w swym ziemskim życiu nie miał w sobie miłości – a więc trwał w śmierci (1J 3,14b) – i w takim stanie wszedł w wieczność, to skąd niby mógł ją mieć będąc w piekle, w miejscu, gdzie panuje tylko wzajemna nienawiść?
cd(12)n


cd(12): Prośba bogacza o ratunek dla swoich pięciu braci, którzy w niczym mu nie mogli pomóc, kiedy płonął w ogniu nie wypływała z miłości bliźniego, bowiem trwa on w stanie wiecznej śmierci, tak jak ‘żadna fałszywa nauka z prawdy nie pochodzi’ (1J 2,21b). Jeśli tak się rzeczy mają, to co było powodem tak sformułowanej drugiej prośby potępionego bogacza do Abrahama? Jeśliby nim kierowała „miłość” bliźniego – choć wiemy, że o żadnej takiej miłości nie mogło być i nie było mowy – to, czego po niej tak naprawdę się spodziewał? Czego oczekiwał? Czyż naprawdę chodziło mu o „dobro” swoich braci, czy też miał na względzie tylko i wyłącznie siebie samego? A jeśli tak było – bo tak rzeczywiście było, o czym za chwilę – to, na co liczył, mając na względzie swoje straszliwe położenie? A może raczej – zapytajmy – czego się obawiał? Co przeczuwał? “O wszystkim, co się dzieje na świecie, mamy jedynie mętną wiedzę – mówi potępiona dusza Anity – . Lecz znamy dobrze, my potępieńcy to, co nas bezpośrednio dotyczy. W ten sposób znam również, Klaro twoje ostateczne przeznaczenie”. Czego się obawiał ze strony swoich braci, o których sposobie życia, o nich samych najlepiej wiedział? W jaki sposób ich życie na ziemi, jak i sami jego bracia miało (mieli) związek – a miało mieć związek w wieczności – ze stanem i położeniem bogacza w piekle? Odpowiedzi na te pytania, legły u podstaw drugiej prośby bogacza, jeśli zauważymy, że: „Tam, gdzie została zabita miłość, wyplenione współczucie i miłosierdzie, tam króluje nienawiść, cynizm i pycha. Człowiek, który w takim stanie wszedł w wieczność jest im przynależny. … Tam nie ma wstydu za swoje postępowanie, bólu z powodu cierpień zadawanych innym, skruchy. Jest tylko strach – o siebie, myśl tylko – o sobie, przerażenie” (Anna “ŚBM”, cz.1, z rozdz. II, s.167).

‘Ojcze Abrahamie – wołał bogacz – nie chcę, żeby moi bracia cierpieli moje udręki. Jestem przerażony, bo żyją tak samo jak ja żyłem. I jeśli tak będą dalej postępowali dostaną się do piekła, a ono jest straszliwe i panuje w nim tylko nienawiść. Proszę, poślij Łazarza, niech ich ostrzeże, niech się opamiętają i zmienią swoje życie, bo inaczej będą musieli przyjść tu, do tego miejsca wiecznych udręk’. Dlaczego teraz tak bardzo bogaczowi, odbywającemu w piekle wiekuistą pokutę, po której nie będzie zbawienia, zależało na nawróceniu swoich pięciu braci? Ponieważ w bogaczu przerażenie budziło ich życie, które było dokładnym naśladowaniem, jakby kopiowaniem jego własnego niegodziwego życia, w myśl znanego przysłowia: ‘z kim kto przestaje, takim się staje’, czemu zdaje się odpowiadać to słowo Pisma: „kto z pysznym przestaje, ten do niego się upodobni” (Syr 13,1b; por. 1Kor 5,9 -11). Był on bowiem dla nich wzorem, a jego bracia ukształtowani na jego podobieństwo, mając wpojone jako wartości to, co on sam za wartość uważał, podążają jego śladem, przez co, gdy i oni dostaną się do piekła, męki bogacza jeszcze bardziej wzrosną. Zatem strach i obawa przed zwiększeniem się mąk piekielnych, a nie żadna miłość bliźniego, skłoniły potępionego bogacza do wypowiedzenia drugiej prośby do Abrahama. Tak, nie było mowy o żadnej miłości bliźniego, bowiem jak mówi o sobie i wszystkich innych potępionych, potępiona dusza Anity: „My nie kochamy już tutaj nikogo” (za “Miłujcie się”, nr 1-1/1998, s. 5).

Dokładnie o tym mówi na kartach „Dialogu” Bóg Ojciec:
„Tak wielka jest nienawiść, którą żywią potępieńcy, że nie mogą chcieć ani pragnąć żadnego dobra. Nieustannie Mi bluźnią. A
wiesz, czemu nie mogą pragnąć dobra? Bo wraz z życiem człowieka kończy się wolna wola. Stracili czas dany im do zdobycia zasług. Nie mogą na nic zasłużyć. Duszę tych, co zmarli w nienawiści, obarczeni winą grzechu śmiertelnego, sprawiedliwość Boska trzyma w pętach nienawiści i dusza ich trwa uparcie w złości, którą nosi w sobie, trawiąc się sama. Ciągle rosną jej męki, a zwłaszcza męki pochodzące od tych, których potępienia była przyczyną. Przypomnij sobie tego potępionego b o g a c z a, który prosił o łaskę, aby Łazarz poszedł do jego braci, pozostałych na świecie i zawiadomił ich o jego mękach. Nie uczynił tego z miłości ani ze współczucia dla braci, bo był pozbawiony miłości i nie mógł pragnąć dobra ani Mojej chwały, ani ich zbawienia. Bo jak ci rzekłem, potępieni nie mogą uczynić nic dobrego bliźniemu i bluźnią Mi; życie ich skończyło się w nienawiści do Mnie i do cnoty miłości. Więc c z e m u t o u c z y n i ł? Uczynił to, gdyż był najstarszy z nich i wychował ich w niegodziwościach, w których sam żył. Tak, był przyczyną ich potępienia i widział, że pogorszy się jego kara, jego męki się jeszcze zwiększą; gdy będą oni dzielić z nim męki tam, gdzie dusze trawią się wiecznie nienawiścią, bo w nienawiści skończyło się ich życie” (z rozdz. ‘Nauka o Moście’).

Strach przed zwiększeniem się piekielnych mąk, a także bliska ich perspektywa były powodem tej prośby bogacza. Tak też możemy o tym przeczytać w Biblii Łacińsko-Polskiej w komentarzu do słów bogacza: ‘poślij Łazarza do domu ojca mego, aby im świadectwo wydał, iżby też oni nie przyszli na to miejsce’ – modli się nie o zbawienie swych braci, które nie obchodzi potępionych, chociaż to udaje; lecz za siebie, żeby przez postępki braci, którym zostawił zły przykład, nie pomnażały się jego katusze
Bogacz dobrze wiedział, że znalazłszy się w piekle, jego bracia spotęgowaliby jeszcze jego męczarnie. “Tam towarzysze w potępieniu nie tylko nie przyniosą ulgi cierpieniom – pisał św. Tomasz z Akwinu – ale uczynią je jeszcze bardziej nieznośnymi. Obecność najbliższych będzie szczególnym przekleństwem, gdyż dusze potępione wolałyby przebywać wśród bestii, niż razem ze swymi najbliższymi”.
Z kolei św. Grzegorz Wielki mówił: „Potępieńcy widzieć będą w ogniu i ciemności, przy świetle płomieni piekielnych tych, których pociągnęli za sobą na potępienie, a widok ten będzie dopełnieniem ich cierpień”.
cd(13)n

_________________
+ Z Bogiem i Maryją.


Góra   
  Zobacz profil Wyślij e-mail      
 
Admin_DDN
 Tytuł: Re: Wybrane mysli i komentarze Leszka z blogu Maryjnego
PostNapisane: 29 wrz 2013, o 22:10 
Offline
1000p
1000p
Postów: 6528
Skąd: Polska
cd(13): Tak, w piekle najgorszymi dla siebie prześladowcami, tymi, którzy będą w piekielnej furii i niesłychanej złości, z największą nienawiścią, wrogością do siebie się odnosić, którzy będą miotać wobec siebie najgorsze obelgi i przekleństwa będą właśnie sobie najbliżsi, będą ci, którzy zostali przywiedzeni i przywodzili do grzechu i potępienia złą radą czy przykładem, którzy „zawdzięczają” sobie i innym swoje zatracenie. Będą tak wzajemnie siebie nienawidzić i tak zaciekle się dręczyć, że zdawać się będą ludzkimi wcielonymi demonami, a tak będzie już przez całą wieczność, a przecież tu zdarza się nam często, że trudno jest wytrzymać z kimś też i najbliższym tutaj na ziemi choćby kilka minut, a tam w wieczności…

Dobrą ilustracją tego, co zostało powyżej powiedziane, będzie to, oto poniższe opowiadanie z ‘Księgi Żywotów Ojców Pustyni’: „Pewien bogaty, nieuczciwy bankier miał dwóch synów, pomagających mu w niegodnych interesach. Jeden z nich, pod działaniem łaski Bożej, porzucił tą złą drogę i poświęcił się Bogu, obrawszy życie zakonne. Przed swym odejściem prosił i ostrzegał swego ojca i brata, aby pomyśleli o zbawieniu swych dusz. Zlekceważywszy te dobre rady, obydwaj trwali uparcie w złu i zmarli bez pojednania z Bogiem: najpierw zmarł ojciec, niedługo potem poszedł w jego ślady ten drugi syn, dziedzic całego majątku. Ten zaś, który został mnichem, wielce trapił się tym, co też mogło ich spotkać i gorąco w modlitwie prosił Boga Wszystkowiedzącego o ukazanie mu jak im się wiedzie na tamtym świecie. Jego modlitwy zostały w końcu wysłuchane, bowiem otrzymał łaskę poznania ich strasznego – jak się w okazało – losu. Pewnego dnia przeniesiony został duchem do piekła; ujrzał siebie na szczycie góry otoczonej morzem płomieni, z których dobywały się okrutne jęki. W ognistej czeluści zobaczył tych, których chciał ujrzeć złączonych żelaznymi łańcuchami, rozsierdzonych i wzajemnie obrzucających siebie strasznymi obelgami, nawzajem się przeklinających. Ojciec przeklinał syna, obarczając go całą winą za swój los, wołając: ‘bądź przeklęty, synu wyrodny, boś ty jedyną przyczyną mojego zatracenia. Bo to dla ciebie, by zapewnić tobie bogactwo, parałem się lichwą; gdyby nie ty, nie cierpiałbym tej niedoli’. Syn zaś nie pozostawał mu dłużny i mówił: ‘Ty bądź przeklęty, ojcze bezbożny, że doprowadziłeś mnie do zguby swym złym przykładem, bo tylko przez ciebie naraziłem się na potępienie. Gdybyś nie zajmował się lichwiarstwem i nie zapisał mi swych niecnych dochodów, nigdy bym nie posiadł tej niegodziwej fortuny i nie wpędził się w taką niedolę’. I taki był los jego ojca i brata na tamtym świecie, pośród wzajemnych nieustannych przekleństw. A ów mnich po tym, jak powrócił do siebie z płaczem dziękował Bogu, że zszedł z tej drogi zatracenia i jeszcze gorliwiej służył Panu”.

Cierpienia wynagradzające i ofiarowane z miłości Bogu mogą ocalić od zguby wiecznej wielu ludzi, a zwłaszcza wtedy, gdy są łączone ze zbawczą męką Zbawiciela, który tak mówi: „jedna jest cena, za którą kupuje się dusze – a tą jest cierpienie złączone z cierpieniem Moim na krzyżu. Miłość czysta rozumie te słowa, miłość cielesna, nie pojmie ich nigdy” (‘Dz-czek’, 324). Dlatego Pan Jezus często o tym mówił św. S. Faustynie: „Pragnę, pragnę zbawienia dusz, pomóż Mi, córko Moja, ratować dusze. Złącz swe cierpienia z męką Moją i ofiaruj Ojcu Niebieskiemu za grzeszników” i „Łącz swoje cierpienia z Moją bolesną męką, aby miały wartość nieskończoną przed Moim Majestatem” i „Potrzeba Mi cierpień twoich dla ratowania dusz” (Jak wyżej, p-kty: 1032, 1512 i 1612).



źródło: http://dzieckonmp.wordpress.com/2013/09 ... przyjdzie/

_________________
+ Z Bogiem i Maryją.


Góra   
  Zobacz profil Wyślij e-mail      
 
Wyświetl posty nie starsze niż:  Sortuj wg  
Utwórz nowy wątek Odpowiedz w temacie           [ Posty: 7 ] 

Strefa czasowa: UTC + 1 [ DST ]


    |    Kto przegląda ten dział ?

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 5 gości


Nie możesz rozpoczynać nowych wątków
Nie możesz odpowiadać w wątkach
Nie możesz edytować swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów

..
Skocz do:  

Chwała Ojcu i Synowi, i Duchowi Świętemu, jak była na początku, teraz i zawsze i na wieki wieków. Amen.
Czytając to Forum DDN, wyrażam swoją Miłość do Maryi i Jezusa Chrystusa, wierząc w Jego Wszechmoc i Miłosierdzie.

"Od Prawdy zależy przyszłość naszej Ojczyzny" - święty Jan Paweł II


Sanktuarium Matki Bożej Kębelskiej w Wąwolnicy Jezu Ufam Tobie!

+ Ewangelia na każdy dzień     + Pismo Święte     + Katechizm Kościoła Katolickiego     + Portal Radio Maryja     + Słuchaj Radia Maryja, przez internet   
Użytkowanie witryny oznacza zgodę na wykorzystywanie plików cookies. Polityka cookies. ;   Polityka prywatności.