Forum DDN - Drogowskazy do Nieba.
  

Strefa czasowa: UTC + 1 [ DST ]



Utwórz nowy wątek Odpowiedz w temacie  [ Posty: 4 ] 
Przeszukiwarka poniższego WĄTKU:
Autor Wiadomość
Admin_DDN
 Tytuł: Pokemony i Witch, czyli przedszkole okultyzmu. Halloween
PostNapisane: 4 sty 2013, o 13:24 
Offline
1000p
1000p
Postów: 6389
Skąd: Polska
Pokemony i Witch, czyli przedszkole okultyzmu


Dodane przez: Redakcja Fronda.pl | 2.01.2013, 14:59 | komentarzy: 56 | odsłon: 9124
Czy małe, niewinne dzieci mogą zostać opętane przez złego ducha? Wiele hollywodzkich produkcji, tak przerażająco strasznych, że aż żenujących, miało za głównego bohatera dziecko zawładnięte przez czarne moce (wystarczy wymienić choćby takie tytuły, jak „Dziecko szatana”, „Dziecko Rosemary” czy „Omen”). Jednak opętania wśród dzieci to nie tylko kinowa fikcja, ale niezwykle niebezpieczna rzeczywistość, o czym przekonujemy się podczas lektury ostatniego magazynu miesięcznika „Egzorcysta”.

„Zanim zostałem egzorcystą, zastanawiałem się, czy to możliwe, by małe, niewinne dzieci mogły być opętane przez złego ducha. Nie mieściło mi się to jednak w głowie i zepchnąłem to moje pytanie w niepamięć. Problem wrócił gdy już jako egzorcysta spotkałem osobiście małe dziecko, przez które mówił do mnie szatan” - pisze ks. Michał Olszewski SCJ.


Egzorcysta podaje kilka takich przypadków, z jakimi zetknął się w czasie swojej posługi. „Kiedyś przyszła do mnie kobieta ze swoim dzieckiem, które od pierwszego roku życia mówiło biegle po angielsku i włosku. W dodatku umiało modlić się na różańcu. Rzecz zupełnie niewytłumaczalna. Wpadało też w późniejszych latach w wielką agresję. Okazało się, że jest zniewolone. Usłyszałem od zrozpaczonej kobiety: Proszę księdza, to konsekwencja moich grzechów”.


Ks. Olszewski spotkał się także z chłopcem poczętym podczas rytualnego gwałtu w sekcie satanistycznej, który od momentu poczęcia został oddany złemu duchowi przez członków sekty. „Chłopczyk ten do dzisiaj jest w bardzo ciężkim stanie” - pisze kapłan. Jeszcze innym razem duchowny zetknął się z chłopcem dręczonym napadami agresji oraz wizjami postaci wychodzących z obrazów wiszących na ścianie. Wielu psychiatrów, którzy go badali, nie dopatrzyło się oznak choroby psychicznej. Kiedy jednak pojawiła się awersja do rzeczy świętych, ks. Olszewski wiedział już, że ma do czynienia z problemem demonicznym.




Jak to możliwe, że małe, nieświadome i niczemu niewinne dziecko, zostaje opętane przez złego ducha? Przyczyn może być wiele, przede wszystkim jednak, nie należy bagatalizować tych, na pozór niewinnych, o których wielu przekonuje, że to tylko „zabaawa”. Niestety, jak przekonują autorzy magazynu „Egzorcysta”, powołujący się autentyczne przypadki, szatan nie wie, co to niewinna zabawa. I z pewnością nie omieszka jej nie wykorzystać.



Przyznam szczerze, że kiedy pojawia się wątek pism czy bajek dla dzieci, zawierających treści magiczne czy okultystyczne, a przez to niebezpieczne, włącza mi się czerwona lampka i pewien dystans. Przecież bajkowi bohaterowie nie mogą wyrządzić dziecku krzywdy. Okazuje się jednak, że mogą je nauczyć wielu bardzo złych rzeczy.



„Witch”, czyli lekcja okultyzmu dla 7-letnich czarodziejek




Małgorzata Więczkowska bierze na tapetę popularny wśród małych dziewczynek (7-12 lat) magazyn „Witch”. Co, prócz niewinnych komiksów i historyjek znajdą tam kilkuletnie czarodziejki? Gadżety, które są rekwizytami niezbędnymi do... zabaw w czary. „I tak znajdziemy np. wahadełko, szklaną kulę, chińskie monety szczęścia, runy, karty tarota i inne przedmioty służące do wróżenia czy też mające zabezpieczyć przed różnymi złymi wpływami, jak amulety i talizmany” - wylicza Więczkowska. Co więcej, do jednego z numerów „Witch” zostało dołączone tzw. oko Horusa, które redakcja pisma zaprezentowała jako „amulet, chroniący przed zawiścią i niechcęcią innych”, a który ułatwia dostrzeganie dziejących się wokół rzeczy. Tymczasem, jak przypomina Więczkowska, oko Horusa to bardzo niebezpieczny symbol używany współcześnie przez satanistów, który odnosi się bezpośrednio do Lucyfera. „Samo oko jest na wpół zamknięte, co wskazuje na to, że choć czasami wydaje nam się, iż Szatan nie obserwuje, to w rzeczywistości jest inaczej. Poniżej oka zauważymy łzę, ponieważ Szatan płacze nad tymi, którzy są poza jego wpływem” - czytamy w magazynie „Egzorcysta”.



„Witch” jest wydawane od 2002 roku. W tym czasie ukazało się 200. numerów pisma dla małych czarodziejek. Z jaką tematyką zostały zaznajomione dziewczynki w wieku 7-12 lat? „Horoskop, grafologia, szklana kula, magia świec, spirytyzm, wróżenie z fusów, energia, joga, Halloween, szamani voodoo, sabat czarownic, Nostradamus, sennik, przesądy, magiczne słowo: OM, OMEN, driudzi – celtyccy magowie, żywioły, wróżenie z run, prana, zaklęcia, numerologia, chiromancja, amulet, talizman, alchemia, feng shui, jing-jang, grimoire – księga zaklęć (zawiera skrótową wiedzę astrologiczną, listy aniołów i demonów, zbiory zaklęć, wskazówki do wyrabiania talizmanów i przywoływania bytów duchowywch i eterycznych), różdżka, szósty zmysł, pasjans, tarot, mandala, kryształy, telepatia, kadzidełka, oko Horusa, hektogram, runy wikingów, wyrocznia, kościana wyrocznia, tatuaż, kropla astralna, biała i czarna magia, totem, magiczne kamienie, astrologia, wahadełko, zaklinanie, medium, czakram” - wylicza Więczkowska, a mnie włos jeży się na głowie. Z pewnością nie chciałabym, aby moja 9-letnia siostrzyczka, a kiedyś pewnie kilkuletnia córeczka zaśmiecała sobie głowę takimi rzeczami.



„Babyligth”, czyli okultyzm dla dzieci




Najgorsze w tym wszystkim jest to, że autorzy pism typu „Witch”, którzy zbijają kasę na nieświadomych zagrożenia dzieciakach (i często ich rodzicach) działają z premedytacją i podstępnym planem. To nie jest tylko serwowanie dzieciakom niewinnej rozrywki. Świat magii i okultyzmu ma swoją wersję dla najmłodszych, przystępną i atrakcyjną, która systematycznie wprowadza je w niebiezpieczną duchowo przestrzeń. „Do oswajania dzieci i młodzieży z treściami okultystycznymi, a także powolnego „wsączania” symboli i treści magicznych w ich świadomość, wykorzystywane są sprawdzone metody manipulacji” - pisze ks. dr Andrzej Wołpiuk i wylicza m.in. metodę autorytetu, taktykę małych kroków („metodę salami”), przeniesienie uczuć czy blokowanie mechanizmów obronnych.



Jego zdaniem, młodzi ludzie, często jeszcze dzieci, każdego dnia są wręcz bombardowane treściami, zawierającymi wątki okultysyczne i demoniczne. Ks. dr Wołpiuk wymienia tutaj gry kompterowe, planszowe i karciane (tzw. RPG), „Pokemony”, wspomniane wyżej „Witch”, sagę „Zmierzch”, seriale „Czysta Krew”, „Pamiętniki Wampirów”, „Buffy”, „Czarodziejki”, „Sabrina, nastoletnia czarownica” czy (nie)sławną sagę o Harry'm Potterze. O tym, że lektura przygód czarodzieja w sympatycznych okularach to nie przelewki przekonuje ks. dr Wiesław Jankowski, egzorcysta w Archidiecezji Szczecińko-Kamieńskiej (pomocniczo także w Archidiecezji Warszawskiej). „Pamiętam osobę, która pewnie sama była zdziwiona, dlaczego kropla wody święconej, jaka spadła na nią z kropidła – gdy rozpoczął się obrzęd egzorcyzmu – okazała się tak ciężka, że niemal wgniotła ją do wnętrza dużego, solidnego fotela, na którym akurat siedziała. Oprócz z pewnością niesatysfakcjonujących relacji w jej rodzinie, nie potrafię do dziś wskazać innej przyczyny jej przykrych dręczeń niż lektura wszystkich tomów „Harry'ego Pottera” - stwierdził ks. Jankowski w rozmowie z miesięcznikiem „Ezgorcysta”.



O podobnych problemach pisał w swojej przedostatniej książce „Zmanipuluję cię, kochanie” Robert Tekieli. Dziennikarz i publicysta, redaktor strony newage.info.pl wyliczał nie tylko przypadki dosłownie opętanych potteromanią, ale także opisywał przedszkola i szkoły, w których stosuje się pedagogikę steinerowską czy waldorfską. „Moje dziecko, jeśli lekko uderzy się w stół ołówkiem, natychmiast wstaje, kołysze się, podnosi ręce do góry i opowiada, że teraz jest księżycem lub gwiazdą. Dzieci oddalają się od nas i zamykają się w sobie. Ukochany dotychczas braciszek stał się znienawidzony. Pojawiły się nawet groźby, że zostanie zabity. I to mówi kilkuletnie dziecko poddane wychowaniu steinerowskiemu” - mówiła matka dziecka uczęszczającego do przedszkola numer 1 w Luboniu, w którym – jak przypomina Tekieli – zatwierdzono program wychowawczy oparty na elementach pedagogiki steinerowskiej.



Przedszkole okultyzmu



Inna matka chłopca, uczęszczającego do tego samego przedszkola, wspominała: „Mój syn przez trzy dni udaje czasem psa lub kota. Szczeka i miauczy, i chodzi na smyczy”. Dzieci słuchały opowieści o potworach, które zionęły trucizną zabijającą całą ludzkość. „Bajkom” towarzyszyło palenie świec i kadzidełek. Co więcej, dzieci uczyły się, jak podkreślał Tekieli, że w grudniu zamiast świąt Bożego Narodzenia będzie Okres Światłości, a także bawiły lalkami... bez oczu.

Ks. Olszewski, który w swojej posłudze spotkał się z opętanymi dziećmi podkreśla, że uwalnianie ich z mocy złego ducha jest niezwykle trudne. „Nie mają one bowiem świadomości problemu i nie mogą podjąć decyzji o walce duchowej. Do momentu choć minimalnej świadomości grzechu nie uczestniczą one bezpośrednio w normalnych duchowych zmaganiach dnia codziennego. Jak więc im pomóc?” - zastanawia się kapłan i przypomina biblijną historię opętania młodzieńca (Mk 9,14-29).

Zdaniem ks. Olszewskiego, który jest przekonany, że często zniewolenie dziecka jest konsekwencją grzechów rodziców, trzeba takie dziecko przyprowadzić do Jezusa, oddać Bogu w akcie zawierzenia, a następnie udać się po pomoc do egzorcysty. „Potrzeba też wielkiej wiary, cierpliwości i wytrwałości na drodze uwalniania dziecka, gdyż jak mówi nam Jezus, ten rodzaj duchów można wyrzucić tylko modlitwą i postem” - podkreśla ks. Olszewski. Z kolei, ks. dr Wiesław Jankowski jest przekonany, że jednym z najskuteczniejszych sposobów ochrony dziecka przed działaniam Złego jest wzrastanie w kochającej się rodzinie, w „środowisku nasyconym Tajemnicą Rodzicielstwa Bożego”. „Potrzeba tylko, aby małżonkowie jako rodzice odnosili się do siebie i do dzieci językiem miłosierdzia, bo wtedy Boża tajemnica zyskuje wymiar sakramentalny, widzialny, dostrzegalny dla dziecka” - konstatuje ks. Jankowski.


Pamiętam, jak w jednym z poprzednich numerów magazynu „Egozrcysta” Grzegorz Górny pisał o prostym, choć trochę zapomnianym, geście czynienia dzieciom znaku krzyża na czołach, a który jest niezwykle skuteczną „barierą ochronną”. Rodzicom szczerze polecam przypomnienie sobie o tym geście. A najpierw przejrzenie tornistrów i półek z książkami swoich pociech...

Marta Brzezińska
Miesięcznik "Egzorcysta"

żródło: http://www.fronda.pl/a/pokemony-i-witch ... 25032.html

_________________
+ Z Bogiem i Maryją.


Góra   
  Zobacz profil Wyślij e-mail      
 
Admin_DDN
 Tytuł: Re: Pokemony i Witch, czyli przedszkole okultyzmu. Halloween
PostNapisane: 21 sty 2013, o 18:23 
Offline
1000p
1000p
Postów: 6389
Skąd: Polska
Halloween prawdziwe oblicze spirytyzmu


Tematy:

Wypełniając chrześcijańskie obowiązki
Igraszki z duchami
Jedynie Bóg zna przyszłość
Przeklęty przed Bogiem
Miłe złego początki
Umowa na wahadełko
Długopis w ręku demona
„Pod wieczór życia będziemy sądzeni z miłości” (św. Jan od Krzyża)
Dar przemiany
Poza czasem i przestrzenią
Wypalone ślady
Przyjaciele dusz czyśćcowych
Magiczne zabawy
Mocni w wierze nie ulegniemy demonicznym wpływom
Wiedza tajemna
Etapy okultyzmu
Dwuznaczne symbole
Zakłamana reklama
Przeciwstawiliśmy się fali szatańskiej
Eucharystia źródłem mocy
Świadectwo Piotra z Warszawy - Nie wywołujcie duchów!
To nie była zabawa
Wszechogarniające przerażenie
Wyzwolenie


źródło: http://www.gazetapolska.pl/24571-hallow ... spirytyzmu

_________________
+ Z Bogiem i Maryją.


Góra   
  Zobacz profil Wyślij e-mail      
 
Admin_DDN
 Tytuł: Re: Pokemony i Witch, czyli przedszkole okultyzmu. Halloween
PostNapisane: 21 sty 2013, o 18:24 
Offline
1000p
1000p
Postów: 6389
Skąd: Polska
Podczas opracowywania dodatku „Halloween. Prawdziwe oblicze spirytyzmu” zamieściłem w internecie informacje o tym, jakie treści pojawią się w tym specjalnym wydaniu tygodnika „Gazeta Polska”. Ku mojemu zdziwieniu zapowiedź jednego z artykułów, wykazującego demoniczne podstawy tego „święta”, wywołała żywiołowe reakcje – śmiech i oburzenie. To zaskakujące, bo wszyscy, którzy wzięli udział w internetowej polemice, deklarowali się jako katolicy. Rozgorzała dyskusja na temat, czy katolik może „świętować” Halloween, czy raczej nie powinien. Okazało się, że przerażająco dużo młodych ludzi z ogromną determinacją broniło prawa do zabawy w nocy z 31 października na 1 listopada. Przebieranie się za demony, wiedźmy czy trupy uznawali jedynie za formę ekspresji, która nie ma nic wspólnego z duchowością, nie dostrzegali w czczeniu tej nocy żadnej filozofii czy głębi. Ot, po prostu dobra zabawa.

Reakcja tych młodych katolików utwierdziła mnie w przekonaniu, że to nie ateistom powinniśmy głosić ewangelię, lecz ochrzczonym, bo poziom wiedzy na temat zagrożeń duchowych jest w Polsce zatrważająco niski. Dlatego musimy zrobić wszystko, aby przekazać rzetelną wiedzę na ten temat szerszemu gronu odbiorców. Opowiadanie komuś, że Halloween jest złe, bo jest złe, niczego nie zmieni. Należy wykazać, posługując się dowodami, że jest to praktyka okultystyczna, która ma podstawy demoniczne i prowadzi do zniewolenia duchowego. To brzmi groźnie, ale tak faktycznie jest, co w tym dodatku wykażemy.

Niestety, zły na przestrzeni lat wpływał na świadomość ludzi, także tych z mediów, biznesu, by wykreować modę na Halloween i jednocześnie wmówić wszystkim, że to nikomu nieszkodząca zabawa w duchy i strachy. W Polsce doszło nawet do tego, że Helloween jest już niekiedy „świętowane” w szkole – w jednej z nich uczeń, który przyjdzie z tej okazji przebrany za demona lub wiedźmę, nie będzie odpytywany. Zastanawia mnie, dlaczego nie ma takich pomysłów przed Bożym Narodzeniem. Dlaczego nie proponuje się uczniom przebrania za Świętą Rodzinę lub pasterzy, by uniknąć odpytywania?

Takie postawy dobitnie świadczą, że w Polsce doszło do degeneracji zarówno kulturowej, jak i duchowej. Musimy na to stanowczo zareagować.

Każdy z nas, chrześcijan, ma obowiązek ewangelizacji, wynika on z Pisma Świętego i nauczania Kościoła. Jeśli go nie wypełniamy, dopuszczamy się grzechu zaniedbania. Starając się więc żyć w zgodzie z nauką Chrystusa i ułatwić Państwu tę drogę, przygotowaliśmy ulotkę z podstawą nauczania Kościoła na temat Halloween i okultyzmu w ogóle. Bardzo proszę każdego, kto przeczyta dodatek, aby ją wyciął z ostatniej strony i podał dalej. Ten prosty gest będzie już aktem ewangelizacji. Może się niektórym wydawać, że to nie ma sensu, że nie przyniesie efektu, ale mamy obowiązek siać, a „Wiatr – by posłużyć się słowami z Pisma Świętego – wieje tam, gdzie chce, i szum jego słyszysz, lecz nie wiesz, skąd przychodzi i dokąd podąża”. Bardzo proszę każdego, kto czyta teraz moje słowa, aby nie pozostał jedynie biernym odbiorcą. Proszę, powiedzcie znajomym, sąsiadom, rodzinie o tym wydaniu tygodnika „Gazeta Polska”, zachęcając ich, by rozpowszechniali naszą ulotkę.

Z góry dziękuję każdemu, kto odpowie na mój apel, a tych, którzy mogą poświęcić więcej czasu na walkę z inwazją pogaństwa, zachęcam do rejestracji na naszej witrynie: www.armia-pana.pl.

Igraszki z duchami

Demony to istoty bardzo inteligentne, potrafią w wyśmienity sposób przeprowadzić analizę naszego życia, naszych przyzwyczajeń, słabości, chorób, zdolności i skłonności. Wiedzą, z kim się spotykamy. Na podstawie tych i jeszcze bardzo wielu innych danych z dużą dokładnością potrafią przewidzieć naszą przyszłość. Ponadto przepowiadając tę wymyśloną przyszłość, będą tak ingerować w nasze życie, aby ten zapowiedziany los się sprawdził.

Halloween to święto, podczas którego duchy, demony, trupy stają się zabawne, a dzieci w beztroski sposób próbują się z nimi identyfikować.
Najpopularniejszą odmianą tej „zabawy” jest wywoływanie duchów – spirytyzm, czyli jedna z bardziej niebezpiecznych form okultyzmu. Każda forma okultyzmu odwołuje się do demonów, nawet jeśli nie ma w niej miejsca na bezpośrednie ich wzywanie, więc nie można w nim wyróżniać elementów mniej lub bardziej szkodliwych. Dzieje się tak dlatego, że jest on przeciwieństwem religii i religijności. Korzystanie lub praktykowanie okultyzmu w dowolnej formie to złamanie pierwszego przykazania Dekalogu, grzech bałwochwalstwa.

Katechizm Kościoła Katolickiego głosi: „Należy odrzucić wszystkie formy wróżbiarstwa: odwoływanie się do szatana lub demonów, przywoływanie zmarłych lub inne praktyki mające rzekomo odsłaniać przyszłość. Korzystanie z horoskopów, astrologia, chiromancja, wyjaśnianie przepowiedni i wróżb, zjawiska jasnowidztwa, posługiwanie się medium są przejawami chęci panowania nad czasem, nad historią i wreszcie nad ludźmi, a jednocześnie pragnieniem zjednania sobie ukrytych mocy. Praktyki te są sprzeczne z czcią i szacunkiem (…), które należą się jedynie Bogu” (KKK 2116).

Samo Pismo Święte też zresztą odnosi się do tego problemu. W Księdze Powtórzonego Prawa czytamy:

„Gdy ty wejdziesz do kraju, który ci daje twój Bóg, Pan, nie ucz się popełniać tych samych obrzydliwości jak tamte narody. Nie znajdzie się pośród ciebie nikt, kto by przeprowadzał przez ogień swego syna lub córkę, uprawiał wróżby, przepowiednie, magię i czary; nikt, kto by uprawiał zaklęcia, pytał duchów, wywoływał umarłych. Obrzydliwy jest bowiem dla Pana każdy, kto to czyni. Z powodu tych obrzydliwości wypędza ich twój Bóg, Pan, sprzed swego oblicza” (Pwt 18, 9–12).

Spirytyzm to nic innego, jak przywoływanie zmarłych i duchów w celu uzyskiwania od nich informacji. I choć rzeczywiście taki jest cel seansów spirytystycznych, w rzeczywistości nie ma to nic wspólnego z nawiązywaniem kontaktów ze zmarłymi.

Jedynie Bóg zna przyszłość

Dlaczego ludzie korzystają ze spirytyzmu? Powodów jest kilka. Pierwszy to zwykła ciekawość, czy wywoływanie duchów jest możliwe, a jeśli tak, to czy duchy potrafią naprawdę odpowiadać na pytania. Drugi powód to ten, z którego najczęściej korzystają spirytyści – chcą zdobyć klientów, stają się oni potem ofiarami ich praktyk. Są nimi przeważnie osoby nieszczęśliwe, które utraciły kogoś bliskiego, z kim były bardzo związane. Szukają pocieszenia i upewnienia się, że ów bliski im człowiek ma się dobrze, jest zbawiony, chciałyby choć raz jeszcze go usłyszeć i porozmawiać z nim. Trzecim powodem jest chęć poznania przyszłości. Ludzie zakładając, że duchy ją znają, chcą nakłonić je, by ją im ujawniły.

Tymczasem duchy nie znają przyszłości, to wyłącznie prawo Boga i tych, którym On tę przyszłość objawi.

Demony to jednak istoty bardzo inteligentne, potrafią w umiejętny sposób przeprowadzić analizę naszego życia, naszych przyzwyczajeń, słabości, chorób, zdolności i skłonności. Wiedzą, z kim się spotykamy. I dlatego z dużą dokładnością potrafią przewidzieć naszą przyszłość. A przepowiadając tę wymyśloną rzeczywistość, będą tak ingerować w nasze życie, aby zapowiedziany los się sprawdził. Dlatego należy być świadomym, że jeśli pytamy demony o przyszłość, to jest to równoznaczne z zaproszeniem ich do swojego życia.

Czwarty powód, dla którego ludzie wywołują duchy, dotyczy zwykle osób, które odsunęły się od Boga i chcą nawiązać podczas seansu spirytystycznego kontakt z duchem, który mógłby zostać ich przewodnikiem. Taki duch za cenę podporządkowania mu się obdarzy proszącego szczególną mocą. Jest to cel skrajnie niebezpieczny, bo prowadzi człowieka do całkowitej degradacji duchowej – do opętania.
W żadnym z wymienionych motywów nie znajdujemy Boga. Przeciwnie, wszystkie powody, które popychają do spirytyzmu, są wykroczeniami przeciw Niemu. Wyraźnie widać, że w tej praktyce okultystycznej Bóg nie jest brany pod uwagę, że człowiek całkowicie lekceważy Jego przykazania i słowa zawarte w Biblii.

Przeklęty przed Bogiem

Zdanie Kościoła na temat spirytyzmu, o czym już wspomniałem, jest jednoznaczne. Na potwierdzenie tych słów warto jednak przytoczyć kolejny dokument – deklarację Świętego Oficjum z 24 kwietnia 1917 r.: „Nie wolno uczestniczyć z pomocą medium lub bez jego pośrednictwa, posługując się hipnozą lub też nie, w seansach lub pokazach spirytystycznych, nawet jeśli wyglądają one uczciwie i pobożnie; i niezależnie od tego, czy zadaje się pytania duszom lub duchom, czy też słucha się ich odpowiedzi na zadane pytania, czy też zadowala się tylko samą obserwacją”.

Nie można zatem wywoływać duchów przy współudziale medium, ale też bez medium, np. z użyciem szklanki, monety, komputera czy też za pomocą pisma automatycznego.

I dalej, Święte Oficjum zakazuje tych praktyk, nawet jeśli wyglądają uczciwie i pobożnie. W ten sposób Kościół daje wyraźnie do zrozumienia, że nie ma praktyk okultystycznych dobrych i pobożnych. Jeśli nawet na takie wyglądają, to są to tylko zabiegi okultystów, aby stać się wiarygodnymi w oczach klientów.

Z pewnością wiele osób pobłądziło i wplątało się w spirytyzm, gdyż były przekonane, że zgodnie z ich wiarą w życie pozagrobowe jest możliwe skontaktowanie się z duszami zmarłych.

Przypomnijmy sobie jednak, co na temat życia pozagrobowego mówi nam Objawienie oraz dogmatyczna nauka Kościoła. Otóż dusze zbawionych znajdują się w raju i będąc tam, mogą słyszeć nasze prośby i wstawiać się za nami. Także dusze czyśćcowe mogą wypraszać dla nas łaski, ale również mogą korzystać z naszej modlitwy w ich intencji. Wszystko to jednak odbywa się nie w bezpośrednim kontakcie z nami, ale za pośrednictwem i zgodą samego Boga.

Dlatego Bóg może zezwolić, aby zmarły nawiązał kontakt z człowiekiem. I znamy takie przypadki, doświadczali ich niektórzy święci czy ludzie wielkiej wiary. Istnieje jednak zdecydowana różnica między takim kontaktem ze zmarłymi a kontaktem spirytystycznym.

W spirytyzmie inicjatorem kontaktu ze zmarłymi jest człowiek, który czyni to wyłącznie dla własnych celów, niemających nic wspólnego z chwałą Bożą i budowaniem Królestwa Bożego. Kontakt spirytystyczny jest zawsze kontaktem z demonami. Demony te potrafią w doskonały sposób podszywać się pod zmarłych. Nie dajmy się też łudzić rzekomo dobrym i pobożnym przesłaniem. Zły duch, aby zwieść człowieka, może nawet mówić o sprawach świętych. Wystarczy przypomnieć tutaj scenę z Ewangelii, gdy zły duch mówił o Jezusie: „Ty jesteś Syn Boży”. I choć mówił prawdę, Jezus surowo i zdecydowanie nakazał mu milczeć, bo pod pozorem takiego dobra zły duch ukrywał podstęp.
Ze świadectw wielu osób, które praktykowały spirytyzm czy korzystały z takich praktyk, widać wyraźnie, jak wielkie spustoszenie w życiu człowieka czyni ten rodzaj okultyzmu.

Miłe złego początki

Kontakt ze spirytyzmem zaczyna się zazwyczaj niewinnie i jest wynikiem czystej ciekawości. Najczęściej ludzie podejmują próby wywoływania duchów dla zabawy, bo i tak nie wierzą, że ma to sens, że coś takiego jest możliwe. Zdarza się jednak, że nawet pierwsze próby wywoływania duchów kończą się pomyślnie. Pomyślnie w tym przypadku oznacza, że coś zaczyna się dziać. Na ogół są to zjawiska polegające na poruszaniu się przedmiotów, ewentualnie dają się słyszeć jakieś odgłosy. Wywołuje to zazwyczaj lekkie przerażenie i powoduje, że zabawa w wywoływanie duchów zostaje przerwana. Cóż jednak oznacza zaistnienie takich zjawisk? Otóż prawdopodobnie nastąpiło przywołanie demona lub demonów, które w ten sposób zaznaczyły swoją obecność.

Niestety, jest też bardzo prawdopodobne, że demon lub demony pozostaną w otoczeniu osób, które brały udział w seansie.

Życie takich osób zaczyna się powoli zmieniać. Powoli wkrada się nerwowość, pojawiają się ataki agresji, lęki. Później najczęstszym zjawiskiem jest depresja. I tak jak w większości przypadków, gdy do ludzkiego życia wkraczają złe duchy, zaczynają się problemy ze snem i nienaturalne zmęczenie. Niekiedy ujawniają się objawy, które mogłyby świadczyć o rozdwojeniu jaźni. Człowiek zaczyna w niektórych momentach tracić kontakt z rzeczywistością. Wielu z tych, którzy uczestniczyli w seansach spirytystycznych, opowiada, że pojawiały się u nich ciągle myśli samobójcze. Często nie potrafili określić, jaki był powód, który popychał ich do prób odebrania sobie życia.

Pamiętam młodego mężczyznę, który mówił, jak nie wiadomo z jakiego powodu siadał na motor i pędził szosą przed siebie. W pewnym momencie „coś” nakłaniało go do zamykania oczu na kilka sekund. Na szczęście za każdym razem udawało mu się wyjść z tej sytuacji.
Ilu było takich samobójców, których rodziny do dziś zastanawiają się, dlaczego targnęli się na własne życie?

Umowa na wahadełko

Jakimi metodami posługują się wywołujący duchy? Pierwsza z nich to tzw. stukanie. Wywołujący zadają pytania, a duch odpowiada stukaniem. Np. jedno stuknięcie to jest odpowiedź „tak”, dwa oznaczają „nie” lub też liczba stuknięć odpowiada jakiejś literze alfabetu. Druga technika to wirujący stolik. Tutaj duch porusza stolikiem, może też stukać jego nogą, aby udzielić odpowiedzi. Kolejny sposób to wahadełko. W tym przypadku w trakcie seansu duch porusza wahadełkiem zawieszonym na sznurku. Wcześniej ustala się kod wahadełka, czyli stwierdza się, że ruch w prawo ma oznaczać „tak”, a w lewo „nie” lub odwrotnie.

W tym miejscu zatrzymam się na chwilę. Jak wiadomo, radiesteci także posługują się wahadełkami bądź różdżkami. Także oni na początku dokonują czegoś w rodzaju zaprogramowania wahadełka. Umawiają się, że określone ruchy wahadełka mają konkretne znaczenie. Z kim jednak się umawiają? Z wahadełkiem, czyli kawałkiem metalu, czy może z patykiem będącym różdżką? Może są i tacy, którzy wierzą w to, że można umawiać się z metalową czy szklaną kulką. Okazuje się jednak, że ta umowa zostaje zawarta ze złymi duchami. To one poruszają wahadełkiem, tak jak w przypadku seansu spirytystycznego. Dlatego często spotyka się takie klasyfikacje okultyzmu, gdzie radiestezja jest traktowana jako część spirytyzmu.

Oczywiście zwolennicy i praktykujący radiestezję będą mówili o energiach, podświadomości i o rzeczach, o których tak naprawdę sami nie mają pojęcia. Nie wierzcie im! Zapytajcie egzorcystów, ile osób, które praktykowały tego rodzaju okultyzm, szuka teraz pomocy!

Długopis w ręku demona

Kolejną popularną spirytystyczną techniką jest pismo automatyczne. Wygląda to w ten sposób, że w małym koszyczku robi się otwór, a w nim umieszcza sztywno długopis. Długopis opiera się na kartce papieru, a koszyk jest przytrzymywany końcami palców przez biorących udział w seansie. W ten sposób duch odpowiada wyrazami lub całymi zdaniami. Metoda ta może być realizowana bez użycia koszyka, a jedynie z udziałem medium, które własną ręką pisze tekst przesłania od ducha. Medium będąc w transie, nie jest świadome tego, co robi.
Zdarza się również, że osoba, która twierdzi, że ma przekazy z nieba, czyni to niemal identycznie. Siada, czasami dzieje się to w nocy po nagłym przebudzeniu, i zapisuje całe strony rzekomych przekazów. Nie można tu jednoznacznie zanegować, że jest to dar od Boga, ale należy być bardziej niż ostrożnym w uznaniu tego za przesłanie od Boga.

Bóg zostawił nam swoje Słowo i naukę w Piśmie Świętym. Żadna inna nauka, żadne przesłanie nie może być sprzeczne z Biblią. Należy też zastanowić się, po co Bóg miałby przekazywać Słowo w ten sposób.

Można przyjąć z bardzo dużym prawdopodobieństwem, że jeśli osoba chce uzyskać informację na temat ją interesujący i otrzymuje ją za pomocą pisma automatycznego, to nie od Boga pochodzi ta odpowiedź.

Podchodźmy więc ostrożnie do wszelkich sygnałów z zaświatów.

Grzegorz Bacik (ur. 1968 r.) jest stałym laickim współpracownikiem Sekretariatu Ewangelizacji Prowincji Matki Bożej Anielskiej Zakonu Braci Mniejszych w Polsce. Zajmuje się doradztwem osobom dręczonym i zniewolonym, a także przygotowaniem ich do właściwego egzorcyzmu.

„Pod wieczór życia będziemy sądzeni z miłości” (św. Jan od Krzyża)
W ogniu miłości

W Rzymie do dziś istnieje powstałe na początku XX w. muzeum dusz czyśćcowych, w którym można oglądać przedmioty, przede wszystkim ze śladami wypaleń, np. z odciskami palców, szczególnie na modlitewnikach. Znajdują się one zazwyczaj na określonych stronach, tak jakby zmarła osoba usiłowała zwrócić uwagę na konkretne modlitwy.

Ziemskie życie człowieka według planu Bożego jest wędrówką do domu Ojca, do naszej prawdziwej ojczyzny (por. 2 Kor 5,1; Flp 3,20). Pielgrzymka ta ma dla każdego pewien określony wymiar: rozpoczyna się w chwili narodzin, a kończy śmiercią, która stanowi bramę do życia wiecznego. W tej bramie następuje spotkanie z Chrystusem-Odkupicielem, Miłością. Spotkanie sam na sam. Każdy zostaje przeniknięty światłem Chrystusa, widzi i poznaje siebie w pełni prawdy, takim, jakim go widzi Bóg. Kryterium samooceny stanowi stosunek do bliźnich w świetle słów Chrystusa „Wszystko, co uczyniliście jednemu z tych braci moich najmniejszych, Mnieście uczynili” (Mt 25,40).
To spotkanie z Chrystusem, zwane sądem szczegółowym, odsłoni, mówiąc językiem św. Pawła, z jakiego materiału wznosił człowiek budowlę swojego życia: ze złota, srebra, drogich kamieni czy też z tak nietrwałego jak trawa lub słoma (por. 1 Kor 3,12). W tej godzinie prawdy zobaczy, na ile upodobnił się do Chrystusa, naśladując Go w swoim życiu, ale ujrzy także wybory sprzeczne z Jego wolą. Znikną wszystkie złudzenia. W obliczu nieskończonej miłości Bożej człowiek zrzuci maski, jakie nosił za życia, stanie w nagiej prawdzie, pozbawiony wszelkich oparć i zabezpieczeń. Za życia mogły nimi być: władza, pieniądze, powodzenie, uroda, bogactwo, inteligencja, wykształcenie itp. Z chwilą przejścia do wieczności te atuty przestaną się liczyć. Przetrwa jedynie miłość. Sąd szczegółowy jest rozrachunkiem z miłości i pełnienia uczynków miłosierdzia.

Jakże bolesne musi być zobaczenie w tym świetle Bożej miłości tego wszystkiego w sobie, co jest jej przeciwieństwem, obojętnością, niewdzięcznością, egoizmem, nienaprawioną krzywdą wyrządzoną bliźnim. Ta sytuacja uniemożliwia człowiekowi, chociaż ogarnięty jest Bożą miłością, uczestnictwo w radości zbawionych. Te wszystkie braki i przeszkody uniemożliwiają mu wejście do nieba. Będzie się z nich stopniowo uwalniał w czyśćcu.



http://www.gazetapolska.pl/24571-hallow ... spirytyzmu

_________________
+ Z Bogiem i Maryją.


Góra   
  Zobacz profil Wyślij e-mail      
 
Admin_DDN
 Tytuł: Re: Pokemony i Witch, czyli przedszkole okultyzmu. Halloween
PostNapisane: 21 sty 2013, o 18:25 
Offline
1000p
1000p
Postów: 6389
Skąd: Polska
Dar przemiany

Katechizm Kościoła katolickiego uczy: „Ci, którzy umierają w łasce i przyjaźni z Bogiem, ale nie są jeszcze całkowicie oczyszczeni, chociaż są już pewni swego wiecznego zbawienia, przechodzą po śmierci oczyszczenie, by uzyskać świętość konieczną do wejścia do radości nieba” (KKK 1030). To oczyszczenie zwane jest czyśćcem. Jasno i przekonująco uzasadniał jego potrzebę ks. Aleksander Woźny: „Wyobraź sobie, że zrobiłeś coś złego, wywołałeś pewne zgorszenie, umarłeś, a ono wciąż trwa; jesteś zbawiony; czy potrafisz wyobrazić sobie, że będziesz w pełni szczęśliwy z Bogiem, wiedząc o tym, że to przez ciebie uczynione zgorszenie jeszcze trwa i przynosi szkodę innym ludziom? (...) Jeśli nawet przez żal i pokutę pojednałem się z Bogiem, to przecież nie oznacza to, że wszystkie skutki mojego grzechu i słabości zostały usunięte z tego świata. Dlatego mówimy o karze doczesnej, która w tym świecie musi się skończyć, ona nie może trwać w nieskończoność. Ale jest czymś, co boli człowieka nawet pojednanego z Bogiem w śmierci”.

Kościół w swoich oficjalnych wypowiedziach na temat czyśćca jest bardzo oszczędny. O wiele więcej mówią o nim niektórzy mistycy, jak chociażby św. Jan od Krzyża, św. Katarzyna Genueńska, św. Teresa od Jezusa, św. o. Pio oraz ci święci i wybrani przez Boga, którym Pan Bóg pozwolił na kontakty z duszami czyśćcowymi.

Czym zatem jest czyściec? To stan duchowej przemiany, oczyszczenia i dojrzewania duszy, aby mogła wejść w pełnię Boga. W odniesieniu do czyśćca często jest używany termin „ogień”. Jest to ogień Bożej miłości, który oczyszcza duszę z wszystkiego, co stanowi przeszkodę do zjednoczenia z Nim; uwalnia od resztek przywiązań do rzeczy i stworzeń, z którymi ją łączyła miłość naturalna. Tak jak ogień fizyczny trawi wszystko, co spotka w swoim zasięgu, tak Boski ogień pochłania wszystko, co w duszy czyśćcowej sprzeciwia się jeszcze Bogu, wszystkie pozostałości grzechów, które jak rdza do niej przywarły i utrudniają połączenie się ze Stwórcą.

Jednym z obrazów, jakim posługuje się św. Katarzyna z Genui w celu przedstawienia procesu oczyszczenia czyśćcowego, jest wytop złota. Jak pod wpływem ognia fizycznego pozbywa się ono wszelkich zbędnych domieszek, tak dusza wystawiona na działanie Boskiego ognia uwalnia się od brudu i rdzy grzechowej, aż osiągnie możliwy dla siebie stan doskonałości. Dokonuje się to w wielkim cierpieniu, o którym św. Katarzyna mówi: „Dusze w czyśćcu znoszą tak straszne cierpienia, że nie masz języka dla ich wypowiedzenia ani umysłu, który by mógł wyrobić sobie o tym choć słabe pojęcie, chyba że szczególna łaska Boga pozwoliłaby mu poznać te męki”.

Cierpieniem przenikającym dusze do głębi jest także stan oddzielenia od Boga, czasowa niemożność oglądania Go, głód Boga. One nie mają już poza Nim innej tęsknoty ani pragnienia. Kiedy św. siostra Faustyna podczas wizji czyśćca zapytała dusz czyśćcowych, jakie jest ich największe cierpienie, odpowiedziały jej, że jest nim tęsknota za Bogiem (por. Dz. 20), tęsknota, która wzrasta, a nie może być spełniona.

Mimo tych cierpień dusze poddane oczyszczeniu przeżywają radość, co dla nas żyjących na ziemi jest trudne do zrozumienia. Św. Katarzyna zanotowała: „Sądzę, że szczęście dusz czyśćcowych da się porównać chyba tylko ze szczęściem świętych w niebie. Z każdym dniem szczęście to wzrasta przez to, że Bóg udziela się tym duszom w miarę, jak znika w nich przeszkoda tamująca ów Boski wpływ”. Ta radość dusz czyśćcowych ma źródło w Bogu. One wiedzą, że są ocalone i znajdują się na drodze do nieba. Radują się także tym, że są wolne od grzechów, nie obrażają już Boga, są całkowicie poddane Jego świętej woli, pragnąc jedynie tego, czego pragnie dobry Bóg. Ogarnia je Boży pokój i trwają w czystej miłości. Przedmiotem wszelkich ich pragnień jest tylko Bóg i nic nie może ich już od Niego oderwać.

Czyściec jest również procesem dojrzewania i wewnętrznej przemiany. Ogień, który pali i oczyszcza, przemienia duszę w naczynie bez skazy, aby mogło zostać wypełnione wieczną radością. Dzieje się tak dzięki bezgranicznemu miłosierdziu Bożemu. Człowiek sam z siebie nie byłby zdolny ani oczyścić się, ani przemienić. Dokonuje tego łaska Boża. Czyściec ze strony Boga jest więc nie tyle karą, ile darem przeobrażającej przemiany, a równocześnie wymaganiem Jego miłości.

Poza czasem i przestrzenią

W czyśćcu nie ma czasu, nie ma także dającego się zidentyfikować miejsca. Czyściec nie może więc być liczony w jakichkolwiek doczesnych miarach: dniach, latach, stuleciach. Dusza ludzka po rozdzieleniu się od ciała wchodzi w całkiem inny rodzaj trwania, poza czasem i przestrzenią, w którym nie ma już „przed” i „po”, charakterystycznych dla naszego rozumienia czasu. Stan oczyszczenia ma wymiar duchowy, chodzi w nim o zbawczą wolę Boga względem każdego człowieka. Znany teolog Yves Congar mówi, że czyściec ma swoje własne trwanie, a sam fakt, że jest z istoty swej oczekiwaniem, wystarczy, żeby to trwanie wydawało się bardzo, a nawet nie do zniesienia długie. Skądinąd jednak, dopóki żyjemy na ziemi, czyli w konkretnym czasie i przestrzeni, przełożenie procesu oczyszczenia na „nasz” język czasu wydaje się pożyteczne dla lepszego jego zrozumienia. Musimy jednak pamiętać o ograniczoności takiego rozumowania.

Wypalone ślady

Czyściec to także stan pokuty i wynagradzania. Czas próby i zasługi kończy się w momencie śmierci, trwa tylko na ziemi. Zło nienaprawione za życia pozostaje do odpokutowania po śmierci. Kościół zawsze nauczał o możliwości przyjścia z pomocą tym, którzy cierpią w czyśćcu, łącznie z możliwością wyproszenia dla nich u Boga skrócenia czasu tych cierpień. Człowiek po śmierci sam sobie już pomóc nie może. Jest zdany wyłącznie na pomoc innych – tych, którzy żyją na ziemi lub przebywają w niebie. To łaska dla nich i dla nas, że możemy im pomagać, ale także być przez nich wspomaganymi. Prawda ta wynika z tajemnicy świętych obcowania, która stanowi przedmiot wiary katolickiej.
Czasami Pan Bóg pozwala, aby zmarli dawali żyjącym jakiś znak od siebie, czego dowodem są liczne świadectwa. Możliwość pojawiania się zmarłych wypływa również z prawdy wiary o świętych obcowaniu. W historii Kościoła takich przypadków było wiele. W Rzymie do dziś istnieje powstałe na początku XX w. muzeum dusz czyśćcowych, w którym można oglądać przedmioty, przede wszystkim ze śladami wypaleń, np. z odciskami palców, szczególnie na modlitewnikach. Znajdują się one zazwyczaj na określonych stronach, tak jakby zmarła osoba usiłowała zwrócić uwagę na konkretne modlitwy. Jednym z ciekawszych eksponatów w tym muzeum są kartki niemieckiego modlitewnika należącego do konkretnej osoby, której ukazał się zmarły brat. Dotknął modlitewnika i pozostawił ślady palców na tekście modlitwy za zmarłych. Wszystkie eksponaty są wiarygodne, posiadają bowiem odpowiednią dokumentację. Do tego rodzaju świadectw należy zaliczyć także korporał z wypalonymi śladami dłoni kapłańskiej, znajdujący się w zbiorach Jasnej Góry.

Przyjaciele dusz czyśćcowych

Wielu świętych i wybranych przez Pana Boga osób miało żywy i bezpośredni kontakt z duszami czyśćcowymi. Należy do nich m.in. św. o. Pio, którego pojawiający się zmarli prosili o modlitwę, jak chociażby staruszek, który znalazł się w jego celi późnym wieczorem. Na pytanie, kim jest i skąd przyszedł, ujawnił swoje imię i nazwisko, jak również okoliczności śmierci. Przed laty spowodował on od papierosa pożar, w którym poniósł śmierć. Prosił o. Pio o odprawienie mszy św. w jego intencji. Po sprawdzeniu okazało się, że historia opowiedziana przez niego była autentyczna.

W życiorysie św. Mikołaja z Tolentynu czytamy, że pewnego razu pokazał mu się zmarły malarz, prosząc go, aby kupił i zniszczył jeden z jego obrazów, który jest gorszący. Dodał, że dopóki ten obraz nie zostanie zniszczony, dopóty on za to zgorszenie będzie poddany cierpieniom czyśćcowym.

Szczególny kontakt ze zmarłymi poddanymi oczyszczeniu miała służebnica Boża, karmelitanka Anna Lindmayer. Kiedy po raz pierwszy zaczęła przychodzić do niej pewna zmarła osoba, poprosiła Pana Boga na modlitwie: „Jeżeli jest to dla większej chwały Bożej i ocalenia tej duszy, niech ona przyjdzie i pozwoli się poznać, abym nie była oszukana”. Prośba jej została wysłuchana. Rzeczywiście, jeszcze tej nocy zmarła przyszła i dotknęła jej nogi jakby płonącym palcem, co wywołało u niej oparzenie gojące się przez kilka tygodni.

Dusze ukazywały się Annie w sposób charakterystyczny dla ich duchowego stanu. Pisze ona: „Bóg mi objawił, czego brakuje biednym duszom i jak można im pomóc. Pewne dusze przychodziły do mnie płacząc. One prosiły mnie, abym czyniła za nie pokutę, czuwając nad moim wzrokiem i unikając ciekawości. Inne pojawiały się głodne, wycieńczone, w stanie nie do opisania. Te prosiły mnie o zachowanie w ich intencji postu o chlebie i wodzie, by w ten sposób naprawić ich uchybienia popełnione w czasie ich życia przez nadmiar jedzenia i picia.
Inne jeszcze pozwoliły mi zrozumieć przez swe zachowanie, że cierpią za gniew i niecierpliwość. Prosiły mnie, abym zechciała im pomóc przez akty cierpliwości i łagodności. Dusze, które na ziemi były twardego serca i bez litości, mogły być tylko wspomagane przez dzieła miłosierdzia i wspaniałomyślność”.

„Pewnego razu – pisze Anna – modliłam się, jak to było moim zwyczajem, przed obrazem Zwiastowania w naszej kaplicy NMP w kościele
św. Michała. Nagle pojawił się pewien człowiek, który wyglądał tak jak za życia. Był smutny i płakał, a w ręku trzymał kieliszek do wina, pokazując mi w ten sposób, jak grzeszył w życiu. Był to jeszcze młody człowiek. Powiedział mi, że jeżeli nie pomogę mu, będzie musiał cierpieć jeszcze 40 lat za skrócenie sobie życia z powodu nadużywania alkoholu. (…) Pościłam 40 dni o chlebie i wodzie i ofiarowałam przez ręce Matki Bożej w jego intencji moje modlitwy, spowiedzi, komunie święte, odpusty, jakie zyskałam, oraz jałmużny. Pod koniec tych 40 dni dusza ta ukazała mi się w chwale”.

Anna opisuje wiele spotkań ze zmarłymi. Niosła im pomoc na różny sposób: modlitwą, odpustami, podejmowała w ich intencji różnorodne umartwienia i pokuty, ofiarowała swoje cierpienia i upokorzenia.

Inną wielką przyjaciółką dusz czyśćcowych była beatyfikowana w 2004 r.

Anna Katarzyna Emmerich. Jej kontakt z nimi nasilał się zwłaszcza w okolicach Dnia Zadusznego. Dane jej było zrozumieć, że stan dusz w czyśćcu jest zróżnicowany w zależności od wielkości i rodzaju przewinień. W czyśćcu wizjonerka oglądała miejsce ogromnych katuszy, które odpowiadały grzechom popełnionym na ziemi. Znosiły głód, pragnienie, zimno, upał, trwogę, opuszczenie. Cierpienia duchowe zależały od rodzaju grzechów, były to męczarnie sumienia i serca. O pomoc prosili ją także zmarli innych wyznań: protestanci i żydzi. Wielokrotnie słyszała słowa podziękowania płynące od zmarłych. Dane jej było poznać, że nieodpokutowane i nienaprawione przewinienia powodują wręcz nieobliczalne skutki, dlatego ofiarowała w ich intencji liczne pokuty, modlitwy, umartwienia.

Do wspomagania cierpiących w czyśćcu zachęcali ją święci, Anioł Stróż. Było jej dane poznać, „jak wielkie pocieszenie otrzymują dusze czyśćcowe, gdy ofiarujemy za nie nawet coś drobnego albo w czymś niewielkim przezwyciężamy samych siebie”.

Kinga Helena Szczurek WDC

Magiczne zabawy

Halloween dobrze zadomowił się w naszym kraju. Jest obchodzony w domach kultury, szkołach i często łączy się z propagowaniem okultyzmu. Myślenie i działanie okultystyczno-ezoteryczne koncentrują się nie tylko na sprawach dotyczących ziemskiego życia, ale sięgają znacznie dalej – w duchową sferę człowieka, otwierając go na niebezpieczną rzeczywistość, która prowadzi do utraty relacji z Bogiem, samym sobą i innymi ludźmi. Czym jest zatem propagowane przez media „święto” Halloween, które w polskich realiach wyraźnie kontrastuje z chrześcijańską tradycją Wszystkich Świętych?

Pierwotnie zwyczaj ten nawiązywał do magiczno-satanistycznych kultów celtyckich kapłanów (druidów) praktykujących spirytyzm (kontakt z duchami zmarłych osób), a nawet składanie ofiar z ludzi ku czci bóstwa śmierci. Niektóre hipotezy wiążą go ze starożytnym świętem ognia, gdy na wzgórzach palono wielkie ogniska, by odstraszyć złe duchy.

Termin „Halloween” jest skrótem dwóch nazw: All Hallow Day (Dzień Wszystkich Świętych) i All Hallow Evening (Wieczór Wszystkich Świętych). Zwyczajowo obchodzi się go 31 października. Według ludowych przekonań, dusze zmarłych mają tego dnia odwiedzać swoje domy. Z czasem to jesienne „święto” nabrało ponurych skojarzeń z duchami, wiedźmami, koboldami, czarnymi kotami, czarownicami, demonami, stając się okazją do zjednania sobie nadprzyrodzonych sił rządzących przyrodą. Tę pogańską tradycję zawłaszczyli sataniści, którzy noc Halloween (31 października – 1 listopada) łączą z czarnymi mszami i seksualnymi orgiami związanymi z kultem demonicznym.
Od czasów średniowiecznych wierzono, że przed piekielną mocą czarownic i wszelkiego rodzaju złem chroni zapalenie świecy w wydrążonej dyni, która po dziś jest symbolem Halloween i jednocześnie zabawnym rekwizytem. Nosi ona nazwę Jack-o-lantern, od przezwiska nocnych strażników lub imienia człowieka ukaranego za paktowanie z diabłem (irlandzka legenda), mającego nosić w jesienne noce latarnię z dyni aż do dnia Sądu Ostatecznego.

Pozornie więc Halloween wydaje się niewinnym „świętem”, zaspokajającym jedynie potrzebę tajemniczości. Intryguje rzeczami budzącymi grozę, strach, lęk. Przyjęło się też, że jest odpowiednim momentem dla wróżb dotyczących małżeństwa, szczęścia, zdrowia i śmierci.
Dlaczego tak łatwo i bezkrytycznie przyjmujemy obce nam kulturowo pogańskie zwyczaje?

Otóż, tajemnica tkwi w kondycji duchowej współczesnego człowieka, który degradując znaczenie religii, zastępuje ją magią. Jak pisze ks. Aleksander Posacki SJ w książce „Ezoteryzm i okultyzm – formy dawne i nowe”, człowiek naszych czasów chce „doświadczać”, a nie wierzyć. Nie chce się trudzić i kształtować siebie przez długotrwałą pracę nad sobą, ale przez techniki psychologiczne czy ezoteryczne, które, jak sądzi, przyniosą oczekiwany efekt szybko i bezboleśnie. Pragnie jednocześnie doświadczać niezwykłości, obcować z rzeczywistością o charakterze okultystycznym, ezoterycznym. Poszukuje szczęścia osobistego „tu i teraz”. I wreszcie najbardziej niepokojący fakt – człowiek współczesny odrzuca osobowego Boga na korzyść energii, mocy, czegoś nieokreślonego.

Halloween może zatem stanowić formę wtajemniczenia w świat okultystyczno-demoniczny. Będąc sztucznym tworem, zlepkiem różnych tradycji obcych chrześcijaństwu, oswaja niebezpieczne wierzenia i kulty oraz budzi konotacje satanistyczne. Terminy towarzyszące temu „świętu”, jak śmierć, krew, duchy (przebieranie się w kostiumy ma na celu zmylenie duchów nawiedzających ludzi), otwierają na duchową rzeczywistość, która przekracza wymiar psychologiczny, odnosząc się do sfery światopoglądowej czy religijnej.

Tę duchowość absorbują nauczyciele, rodzice, którzy następnie przenoszą ją na nieukształtowane umysły dzieci i młodzieży. Przeżywanie takich „świąt”, jak Halloween, dostarcza pożywki dla akceptacji wymienionych zachowań i zmiękcza naturalny dystans do tego co magiczne, tajemnicze czy zakazane.

Zastanówmy się, czy warto tak się „bawić”.

Ks. Grzegorz Daroszewski

Mocni w wierze nie ulegniemy demonicznym wpływom

Niektóre techniki i ćwiczenia wydają się lub uchodzą za neutralne, bez żadnych odniesień do jakiejś obcej religii czy zabobonu, a w rzeczywistości to tylko inaczej nazwane praktyki okultystyczne czy magiczne. Tak bywa z niektórymi zabiegami medycyny niekonwencjonalnej. Lecz i w takich wypadkach dochodzi zwykle do niepokoju duchowego, załamania psychicznego, a nawet destrukcji osobowości. Mamy do czynienia z klasycznym wilkiem w owczej skórze.

Polska jest dziś zalewana falami bałwochwalstwa, okultyzmu i satanizmu przez propagandę fałszywych religii oraz wprowadzanie zabobonnych poglądów i praktyk jak wróżbiarstwo, magia, czary, wywoływanie duchów, rzucanie klątw, uroków, numerologia, astrologia, horoskopy, parapsychologia, medycyna niekonwencjonalna, radiestezja, bioenergoterapia, homeopatia, metoda Silvy, reiki, kabała, Halloween, gnoza, muzyka techno, Harry Potter, pornografia, regresing, wahadełko, tarot, rebirthing, amulety, talizmany, pierścień Atlantów, ufologia, sekty satanistyczne, hinduistyczne, buddyjskie. Poza tym niektóre wschodnie techniki walki, joga i jej różne odmiany: mantrajana, medytacja transcendentalna, zen, taoizm, sufizm, a szczególnie okultystyczna wiara w reinkarnację, zwłaszcza w teozoficznej wersji Heleny Bławatskiej oraz antropozofii Rudolfa Steinera propagowanej w jego szkołach waldorfskich.

Wiedza tajemna

Wiedza ta dotyczy przede wszystkim tajemniczych istot oraz mocy w świecie duchowym, w kosmosie i w człowieku, które są ukryte dla zmysłów i rozumu, pozarozumowych zdolności człowieka, które rzekomo umożliwiają poznawanie oraz panowanie nad tymi istotami i mocami, praktyk medytacyjnych i rytuałów magicznych opartych na tej wiedzy. A są nią wierzenia, przekonania oraz ideologia bazująca na pseudonaukowych, subiektywnych wyobrażeniach i kontaktach z istotami demonicznymi. Dlatego Bóg swoim wyznawcom zakazał praktyk okultystycznych (por. Pwt 18,10–14).

Okultyści nieposłuszni Bogu lub nieznający Jego prawa mają swoje organizacje, stowarzyszenia i instytucje. Zakładają ośrodki szkoleniowe i miejsca praktykowania swoich obrzędów. Działają wykorzystując metody i normy postępowania lekceważące Boże prawo. Posługują się znakami, symbolami, amuletami i talizmanami, przez które reklamuje się i rozpowszechnia wszelkiego rodzaju bałwochwalstwo. Ludzie je kupują i noszą, ponieważ albo są nieświadomi ich znaczenia, albo faktycznie wierzą w reklamę ich sprzedawców, że mają one działanie magiczne, które może ich uchronić od różnego rodzaju nieszczęść oraz zapewnić witalność organizmu i uaktywnić ponadnaturalne zdolności, a tymczasem narażają się na wpływy demoniczne.

Egzorcyści ostrzegają, że noszenie wymienionych okultystycznych znaków jest świadomą lub nieświadomą reklamą demonicznej duchowości oraz mogą być początkiem okultystycznej inicjacji, czyli połączenia się z istotami demonicznymi i uzależnienia się od nich. Okultystyczne uzależnienie deprawuje duchowość danego człowieka i hamuje jego dążność do duchowej doskonałości. Objawia się to w niechęci do modlitwy, awersji do sakramentów świętych, a nawet we wrogości względem Boga i Kościoła, co bez nawrócenia się prowadzi do apostazji i stoczenia się na drogę wiodącą do potępienia.

Etapy okultyzmu

Kto usiłuje poznać tajemnicze istoty i moce, uprawia gnozę. Kto usiłuje na nie wpływać i wykorzystywać, uprawia magię. Kto usiłuje nawiązać kontakt z duchami, uprawia spirtytyzm.

Gdy wtajemniczanie i uprawianie gnozy, okultyzmu, magii i spirytyzmu dokonuje się w zamkniętych kręgach dla wybranych, mamy do czynienia z ezoteryzmem.

Wszystkie wymienione fale okultyzmu, gnozy, magii i spirytyzmu łączą się dziś w jeden nurt zwany New Age, będący zlepkiem elementów najróżnorodniejszych wierzeń, filozofii, religii, zabobonów i pseudonauki. New Age to współczesne bałwochwalstwo i neopogaństwo, które urasta do rangi religii globalnej, kształtującej duchowe oraz polityczne oblicze jednoczącej się Europy i świata. Propagatorzy New Age ogłaszają koniec ery chrześcijańskiej i początek nowej, stąd nazwa: New Age (Nowa Era, Nowy Wiek, Nowa Epoka). Szczególnie ostrej i bezwzględnej krytyce poddają Kościół katolicki. Kościołowi głoszącemu naukę Jezusa Chrystusa jako ostateczną i pełną prawdę dla całej ludzkości zarzuca się fanatyzm i nienawiść. Negatywny stosunek do Kościoła sprawia, że coraz więcej niedokształconych, a sugestywnych wiernych odchodzi od chrześcijaństwa, by stać się wyznawcami obcych religii i uprawiać bałwochwalstwo, praktykować okultyzm, magię, spirytyzm itp. Tacy ludzie na miejsce Boga Żywego i Prawdziwego stawiają samych siebie oraz tajemnicze moce, energie, anonimowe duchy, a nawet szatana, i oddają im cześć. Wszystko to urąga rozumowi, niszczy wiarę opartą na Bożym Objawieniu i łamie pierwsze przykazanie Boże oraz prowadzi do duchowego zniewolenia, osaczenia lub opętania, a w końcu do potępienia.

Dwuznaczne symbole

Okultyści zaadaptowali sobie pewne znaki z chrześcijańskiej ikonografii, zmieniając ich znaczenie. Przykładem tego jest tęcza, która jako znak biblijny oznacza przymierze człowieka i ludzkości z Bogiem, pokój i zbawienie, ale w naszych czasach tęcza stała się symbolem homoseksualistów. Tym symbolem posługują się oni w czasie swoich parad równości. Również oko w trójkącie, które oznacza wiarę, że Bóg w trzech osobach czuwa nad światem, pewne kręgi okultystów zinterpretowało na swoje potrzeby jako tzw. trzecie oko, oznaczające zdolności wizjonerskie.

Niektóre techniki i ćwiczenia wydają się lub uchodzą za neutralne, bez żadnych odniesień do jakiejś obcej religii czy do zabobonu, a w rzeczywistości to tylko inaczej nazwane praktyki okultystyczne czy magiczne. Tak bywa z niektórymi zabiegami medycyny niekonwencjonalnej. Lecz i w takich wypadkach dochodzi zwykle do niepokoju duchowego, załamania psychicznego, a nawet destrukcji osobowości. Mamy do czynienia z klasycznym wilkiem w owczej skórze. Łatwo go zdemaskować w świetle reguły św. Ignacego o rozeznawaniu duchów: dana metoda, praktyka, zachowanie itd., do których istnieją wątpliwości, będą tylko wówczas dobre, jeżeli ich początek, środek i koniec są dobre i czyste.

Zakłamana reklama

Ludzie kupują i noszą drogie amulety, talizmany i różne magiczne znaki, bo wierzą reklamie, gdyż ich sprzedawcy kłamliwie przekonują, że stanowią one energetyczną tarczę ochronną dla noszącego, neutralizują działanie klątw, złego oka czy uroków. Ponadto pomagają uporządkować sprawy i relacje karmiczne oraz otworzyć się na pomoc i prowadzenie aniołów, uaktywniają procesy samoleczenia organizmu i są pomocne przy dolegliwościach żołądkowych, wątrobowych, sercowych, bólach głowy, zaburzeniach gospodarki wodnej, obniżają gorączkę itd. Dodatkowo pomagają zrozumieć i zaakceptować nieprzyjemne sytuacje życiowe, dają poczucie stabilności i zrównoważenia, znoszą stany depresyjne, pobudzają energię życiową, rozwijając ciekawość świata, oczyszczają krew, regulują ciśnienie i tamują krwotoki, wzmacniają system odpornościowy i regulują biologiczne cykle kobiet.

Nabywcy wierzą, że te symbole aktywizują zdolności paranormalne, a działając na podświadomość, otwierają wrota do zjawisk wykraczających poza trzeci wymiar.

Tymczasem Kościół katolicki naucza: „Wszystkie praktyki magii lub czarów, przez które dąży się do pozyskania tajemnych sił, by posługiwać się nimi i osiągać nadnaturalną władzę nad bliźnim – nawet w celu zapewnienia mu zdrowia – są w poważnej sprzeczności z cnotą religijności. Praktyki te należy potępić tym bardziej wtedy, gdy towarzyszy im intencja zaszkodzenia drugiemu człowiekowi lub uciekanie się do interwencji demonów. Jest również naganne noszenie amuletów. Spirytyzm często pociąga za sobą praktyki wróżbiarskie lub magiczne. Dlatego Kościół upomina wiernych, by wystrzegali się ich. Uciekanie się do praktyk medycznych nie usprawiedliwia ani wzywania złych mocy, ani wykorzystywania łatwowierności drugiego człowieka” (KKK nr 2117).

Przeciwstawiliśmy się fali szatańskiej

Kto przyjął chrzest, publicznie i uroczyście oświadczył: „Wyrzekam się szatana i wszystkich spraw jego”. Następnie wyznał wiarę w Boga Ojca Wszechmogącego, w Jezusa Chrystusa i Ducha Świętego.

To wyrzeczenie się szatana i wszystkiego, co prowadzi do grzechu, i wyznanie wiary w Boga Żywego uroczyście powtarzamy w każdą Wielką Sobotę.

Poznaliśmy prawdziwego i żywego Boga. Należymy do Kościoła, który w Jezusie Chrystusie otrzymał dla całej ludzkości ostateczną prawdę i pełne zbawienie, prawdę uniwersalną i ostateczną, jedynego Pośrednika i Drogę Zbawienia, ostateczne samoobjawienie się Boga, Słowa Wcielonego.

Ale jeżeli ktoś sam odwraca się od Chrystusa i powraca na drogę bałwochwalstwa przez uprawianie okultyzmu, magii i spirytyzmu, do takiego człowieka Bóg mówi:

„Obrzydliwy jest dla Pana każdy, kto to czyni” (Pwt 18,12).
„Nie możecie pić z kielicha Pana i z kielicha demonów;
nie możecie zasiadać przy stole Pana i przy stole demonów” (1 Kor 10,21).
„Duch zaś otwarcie mówi, że w czasach ostatnich niektórzy odpadną od wiary, skłaniając się ku duchom zwodniczym i ku naukom demonów” (1 Tm 4,1).

Eucharystia źródłem mocy

W Eucharystii sam Chrystus jest naszą Drogą, Prawdą i Życiem. Idąc tą Drogą, nie zatracimy się w kosmicznej energii czy bezosobowej nirwanie, ale w pełnym świetle poznamy Boga i samych siebie. Spełni się wówczas odwieczne pragnienie każdego serca ludzkiego, które wyraził św. Augustyn: „abym poznał Ciebie i abym poznał siebie”.

Tej Drogi nie można i nie wolno mylić z drogami proponowanymi przez naukę i technikę, obiecującymi jakiś raj na ziemi, czy konsumpcjonizmem i hedonizmem oferującym narkotyki i różne używki jako źródło urojonej i sztucznej szczęśliwości. Podobnie ma się sprawa z filozofią i mistyką Wschodu oraz wywodzącymi się z niej wschodnimi technikami i różnymi praktykami, których syntezą i klasyczną formą jest joga i zen. Nie dajmy się zwieść przeróżnym prądom i nurtom od ezoterycznych form duchowości począwszy, poprzez różne formy medytacji transcendentalnej czy samokontroli umysłu Silvy, aż na homeopatii, bioenergoterapii, reiki, niekonwencjonalnych metodach leczenia i radiestezji skończywszy.

W rzeczywistości są to bezdroża prowadzące w ciemność i śmierć poprzez utratę osobowości, rozpłynięcie się w anonimowej pustce (nirwanie). Co gorsza, najbardziej skrajne formy magii i praktyki okultystyczne wystawiają człowieka na bezpośrednie działanie ducha ciemności, który jest zabójcą.

Gdy ktoś swoje racje, poglądy, postulaty czy działalność uzasadnia i wyjaśnia tzw. poprawnością polityczną można być pewnym, że masz do czynienia z nową ideologią-religią – New Age. „Poprawność polityczna”, „New Age” to hasła, które funkcjonują nie tylko w języku filozoficznym, ale w radiu i telewizji, nawet w programach rozrywkowych, i przedostają się do codziennego żargonu.

Jezus Chrystus proponuje drogę życia i światła, na której człowiek staje się coraz bardziej sobą w pełnej wolności z Bogiem i w Bogu, a równocześnie we wspólnocie wierzących. Człowiek nie może rozwijać się duchowo w całkowitej izolacji i samotności. Nie może być sobą, osiągnąć swojego celu, być prawdziwie szczęśliwy poza wspólnotami, jakimi są Kościół, zgromadzenie liturgiczne i rodzina. Rozpoznanie i rozróżnienie prawdziwych dróg od bezdroży jest możliwe tylko w świetle, którego źródłem jest Słowo Boże i Eucharystia.

s. Michaela Pawlik OP

Rozpoczęła pracę jako pielęgniarka w lubelskim szpitalu klinicznym, następnie skończyła Instytut Wyższej Kultury Religijnej na Katolickim Uniwersytecie Lubelskim. Jako świecka pielęgniarka i wolontariuszka przez 13 lat pracowała w Indiach. By lepiej zrozumieć tamtejsze problemy społeczne, studiowała również w tym czasie socjologię na Uniwersytecie Karnatak w Dharwad. Po powrocie z Indii wstąpiła do Zgromadzenia Sióstr Dominikanek Misjonarek Jezusa i Maryi. Pracując wiele lat wśród najuboższych, dogłębnie poznała relacje społeczne oraz mentalność ludności indyjskiej, stała się również znawczynią hinduizmu. Siostra Michaela jest autorką wielu książek, m.in. „Złudna wiara w reinkarnację”, „Nie dajcie się uwieść”, „Zwodniczy mistycyzm orientu”, „Utopijny Raj – New Age”.

Świadectwo Piotra z Warszawy
Nie wywołujcie duchów!

Traktowałem ten seans spirytystyczny jako zabawę, jednak już niebawem okazało się, że dotknąłem czegoś, co z zabawą nie ma nic wspólnego. Po seansie poczułem się lepszy, bo zdałem sobie sprawę, że dotknąłem sfery, o której większość ludzi nie ma pojęcia. To mnie cieszyło. Czułem, że to nie pierwsza i nie ostatnia próba. Chciałem więcej, a następne spotkania przebiegały podobnie. Jednak zaczął pojawiać się strach.

Kiedy miałem 21 lat, rozstałem się z moją dziewczyną. Nie mogłem sobie poradzić sam ze sobą, straciłem sens życia i zaczęły mnie nękać myśli samobójcze.

To nie była zabawa

Zapragnąłem doświadczyć w życiu czegoś innego, choć sam do końca nie wiedziałem, czego oczekuję. Przyszło mi do głowy wywoływanie duchów. Dlaczego akurat to? Sam nie wiem. Zapytałem kolegę ze szkoły, czy zna kogoś, kto się tym zajmuje, a on potwierdził i po paru dniach spotkaliśmy się w grupie ok. sześciorga osób, aby rozpocząć seans. Miał się on odbyć u Rudej, której mama wywoływała duchy. Przypuszczam, że swoją wiedzę przekazała córce, dlatego Ruda na spotkaniu mówiła nam, co mamy robić. Traktowałem ten seans spirytystyczny jako zabawę, jednak już niebawem okazało się, że dotknąłem czegoś, co z zabawą nie ma nic wspólnego.

Naszym założeniem było wywołanie dobrego ducha. Liczyłem, że dzięki niemu moje życie się zmieni i stanie się dla mnie owocne.
Przygotowaliśmy plansze, litery, cyfry, talerzyk i rozpoczęliśmy seans. Po chwili talerzyk zaczął się poruszać i w pierwszym momencie myśleliśmy, że Ruda nim kieruje, ale kiedy podniosła rękę, a talerzyk sam jeździł po stole, wiedzieliśmy już, że to nie jest sztuczka. Talerzyk poruszał się po planszy, jednak nie pokazywał niczego konkretnego.

Wszechogarniające przerażenie

Po seansie poczułem się lepszy, bo zdałem sobie sprawę, że dotknąłem sfery, o której większość ludzi nie ma pojęcia. To mnie cieszyło. Czułem, że to nie pierwsza i nie ostatnia próba. Chciałem więcej. Następne spotkania przebiegały podobnie, jednak zaczął po nich pojawiać się strach, który z seansu na seans narastał. W pewnym momencie był tak duży, że nie mogłem sam zasnąć. Musiałem mieć zapalone światło i wciąż czułem przy sobie czyjąś obecność. Ten strach mnie zniewalał. Bałem się ciemności, nie chciałem przebywać sam. Idąc do łazienki, śpiewałem pieśni religijne, aby w ten sposób zagłuszyć lęk. Pomimo tego kontynuowaliśmy spotkania. Chcieliśmy, aby ktoś się wreszcie z nami skontaktował i przemówił do nas.

Po kilku spotkaniach talerzyk zaczął się przemieszczać po literach i można było odczytać całe zdania. Zadawaliśmy pytania, a ktoś na nie odpowiadał. Jedna osoba, która uczestniczyła w seansie, zapisywała wszystkie pytania i odpowiedzi w zeszycie.

W pewnej chwili podczas seansu odczuliśmy ogromny strach, byliśmy przerażeni. Zrozumieliśmy, że przyszedł do nas zły duch. Zaczęliśmy się modlić, aby od nas odszedł. Po modlitwie postanowiliśmy wraz z Mariuszem i Magdą pojechać do księdza, którego znaliśmy z lekcji religii w szkole zawodowej. Był to ks. Mirosław. Wszyscy mieliśmy do niego zaufanie. Wiedzieliśmy, że uczestniczy w modlitwach o uwolnienie duchowe. Jeszcze tego samego dnia znaleźliśmy się u niego w Łowiczu.

Przyznaliśmy się księdzu, że wywoływaliśmy duchy. Opowiedzieliśmy o naszym strachu oraz że przyszedł do nas duch o takim a takim imieniu. Gdy je wymówiliśmy, ksiądz krzyknął przerażony: „O rany boskie, co wy żeście narobili?!”. Pokazaliśmy księdzu zeszyt, w którym zapisywaliśmy rozmowę z duchem. Ksiądz zapytał, przez którą z osób duch udzielał odpowiedzi. My na to, że kontaktował się przez talerzyk. Ksiądz się nieco uspokoił, dał nam obrazek Jezusa Miłosiernego z koronką do Miłosierdzia Bożego i powiedział, byśmy poszli do spowiedzi. Po kilku dniach po przystąpieniu do sakramentu pokuty poczułem, że jestem innym człowiekiem. Towarzyszyła temu niesamowita radość, poczułem Bożą miłość. Wszyscy moi znajomi, którzy brali udział w wywoływaniu duchów, mieli podobne odczucia.

Wyzwolenie

Zacząłem codziennie uczęszczać na mszę św. Nadal prześladował minie strach, ale nie był on już tak silny i nie miał już nade mną takiej władzy jak przedtem. Ale konsekwencje dotknięcia spirytyzmu ciągnęły się latami, długo po epizodzie z wywoływaniem duchów pojawiały się momenty, w których czułem obecność złej istoty. Wiedziałem jednak, że Jezus i Matka Boża strzegą mnie i że diabeł nie jest mi w stanie nic zrobić.

Pewnego dnia poszedłem do kościoła, który znajduje się przy pl. Szembeka w Warszawie. Przed mszą św. uklęknąłem przed figurą Matki Bożej i poprosiłem z głębi serca o pomoc. Po mszy św. podeszła do mnie pani Hania – bo tak miała na imię, jak się potem okazało – i opowiedziała mi o wspólnocie „Jezus żyje”, działającej przy kościele św. Stanisława Kostki w Warszawie na Żoliborzu. Wspólnota organizowała wyjazdy do sanktuarium Matki Bożej Bolesnej w Oborach, w którym odbywały się sobotnie wieczerniki. W czasie jednego z tych nabożeństw przyjąłem szkaplerz święty i od tego dnia odczuwam przeogromną opiekę Matki Bożej.

W końcu znalazłem swoją drogę, którą podążam w zgodzie z Bogiem. Jednym z jej etapów jest zespół pieśni religijnej Sursum Corda, powołany przeze mnie wraz z moimi przyjaciółmi – Moniką, Agnieszką i Piotrem. Możecie spotkać nas raz w miesiącu na wieczerniku w sanktuarium Matki Bożej Bolesnej w Oborach.



http://www.gazetapolska.pl/24571-hallow ... spirytyzmu

_________________
+ Z Bogiem i Maryją.


Góra   
  Zobacz profil Wyślij e-mail      
 
Wyświetl posty nie starsze niż:  Sortuj wg  
Utwórz nowy wątek Odpowiedz w temacie           [ Posty: 4 ] 

Strefa czasowa: UTC + 1 [ DST ]


    |    Kto przegląda ten dział ?

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 16 gości


Nie możesz rozpoczynać nowych wątków
Nie możesz odpowiadać w wątkach
Nie możesz edytować swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów

..
Skocz do:  

Chwała Ojcu i Synowi, i Duchowi Świętemu, jak była na początku, teraz i zawsze i na wieki wieków. Amen.
Czytając to Forum DDN, wyrażam swoją Miłość do Maryi i Jezusa Chrystusa, wierząc w Jego Wszechmoc i Miłosierdzie.

"Od Prawdy zależy przyszłość naszej Ojczyzny" - święty Jan Paweł II


Sanktuarium Matki Bożej Kębelskiej w Wąwolnicy Jezu Ufam Tobie!

+ Ewangelia na każdy dzień     + Pismo Święte     + Katechizm Kościoła Katolickiego     + Portal Radio Maryja     + Słuchaj Radia Maryja, przez internet   
Użytkowanie witryny oznacza zgodę na wykorzystywanie plików cookies. Polityka cookies. ;   Polityka prywatności.