Forum DDN - Drogowskazy do Nieba.
  

Strefa czasowa: UTC + 1 [ DST ]



Utwórz nowy wątek Odpowiedz w temacie  [ Posty: 3 ] 
Przeszukiwarka poniższego WĄTKU:
Autor Wiadomość
Admin_DDN
 Tytuł: Żyła 50 lat nic nie jedząc. Pokarmem była tylko Eucharystia.
PostNapisane: 11 lip 2014, o 10:49 
Offline
1000p
1000p
Postów: 6528
Skąd: Polska
Marta Robin (1902-1981) jest jedną z największych mistyczek, stygmatyczek XX wieku. W każdy piątek przeżywała dramat męki i śmierci Chrystusa, na jej ciele pojawiały się krwawiące stygmaty ran Zbawiciela.

To, co najbardziej wszystkich dziwi, a szczególnie ludzi świata nauki, to stwierdzenie faktu, że Marta, od momen­tu całkowitego paraliżu jej ciała w 1929 r. aż do swojej śmierci w lutym 1981 r., a więc przeszło 50 lat, absolutnie nic nie jadła, nic nie piła i w ogóle nie spała, a pomimo tego jej organizm normalnie funkcjonował. Jedynym jej pokarmem była Komunia św. Chrystus pragnął przez ten nadzwyczajny znak, jakim był ten permanentny Eucharystyczny cud, uka­zać wszystkim ludziom, jak potężną moc ma Komunia Święta, jeżeli jest przyjmowana z głęboką wiarą.

Poprzez przykład Marty Robin, Bóg przypomina nam, że prawdziwe życie otrzymujemy tylko wtedy, gdy przyj­mujemy Ciało i Krew Chrystusa w Eu­charystii. Przez ten spektakularny cud Jezus pragnie doprowadzić nas wszyst­kich do żarliwej wiary w Eucharystię, i do świadomości, że Komunia św. to On sam, w swoim zmartwychwstałym i uwielbionym człowieczeństwie. On się daje cały, aby dzielić się z nami pełnią życia: Jeżeli nie będziecie spożywali Ciała Syna Człowieczego i nie będziecie pili Krwi Jego, nie będziecie mieli życia w so­bie. Kto spożywa moje Ciało i pije moją Krew, ma życie wieczne, a Ja go wskrzeszę w dniu ostatecznym(J 6, 5354).

Więcej w artykule z dwumiesięcznika Miłujcie się: 02/2005 (PDF 1,4 MB) ŚCIĄGNIJ http://www.apokalipsa.info.pl/swiadectw ... _robin.pdf



źródło: http://www.apokalipsa.info.pl/swiadectw ... _robin.htm

_________________
+ Z Bogiem i Maryją.


Góra   
  Zobacz profil Wyślij e-mail      
 
Klara
 Tytuł: Re: Żyła 50 lat nic nie jedząc. Pokarmem była tylko Eucharystia.
PostNapisane: 16 lis 2014, o 21:48 
Offline
200p
200p
Postów: 273
Marta Robin
Sługa Boża Marta Robin (1902 – 1981)


Była zwyczajna. Jak chleb, jak mleko prosto od krowy, jak wiosenny poranek, rozmowa przy kominku, wędrówka do Emaus, łamanie się chlebem; jak życie nad brzegiem jeziora, łagodne, spokojne, znajome, bez niespodzianek innych niż chlupot wody, stukot drewnianych chodaków i śmiech dzieci. U niej i wokół niej mieszało się wielkie z małym, wysokie z niskim, pospolitość z subtelnością. Doskonale uosabiała kobiecość: łagodna, spokojna, przyjazna, radosna. Jej sposób bycia był niewyrażalną istotą poezji.

Tak o Marcie Robin napisał Jean Guitton, filozof, teolog, humanista. A była przecież zwykłą wiejską dziewczyną; urodziła się w przysiółku wioski Châteauneuf-de-Galaure. Była najmłodszą spośród sześciorga rodzeństwa. Od urodzenia bardzo delikatna i chorowita.

Nie była też wybitnie wykształcona. Rodzice uważali, że skoro jej przyszłością jest rodzina i praca w gospodarstwie, to wystarczy, jeśli będzie umiała czytać i pisać. Nie była zresztą specjalnie uzdolniona, za to dużo się modliła.

Walka Marty z aniołem

W 1918 roku 16-letnia wówczas Marta zaczęła podupadać na zdrowiu: cierpiała na silne bóle głowy; zdarzało się, że traciła przytomność. Lekarze nie potrafili postawić jednoznacznej diagnozy. Pod koniec listopada Marta upadła w kuchni, ale nie mogła się podnieść, miała sparaliżowane nogi. Później powróciła jej sprawność ruchowa, jednak po kilku dniach znów musiała położyć się do łóżka. Nie mogła jeść, cierpiała na silne i uporczywe bóle głowy, miała wysoką gorączkę, często wymiotowała. Na początku stycznia choroba się cofnęła, ustąpił paraliż i wydawało się, że wszystko wróci do normy. Jednak już w lutym bóle powróciły. Marta była bardzo osłabiona, nie przyjmowała innych pokarmów niż odrobina kawy czy herbaty. Latem nastąpiło nasilenie choroby, pojawił się niedowład obu nóg i prawej ręki. Marta spała mało lub wcale, przebywała w ciemności, gdyż nie tolerowała światła. Cierpiała na zaburzenia wzroku aż do całkowitej ślepoty, która później powoli ustępowała.

Według raportu medycznego Marta miała objawy epidemicznego zapalenia mózgu, wywołanego wirusem neurotropowym. Czynił on spustoszenie wśród młodzieży, wywołując chorobę zwaną wówczas grypą hiszpańską. Marta powinna umrzeć, jak wielu innych, w wyniku pierwszego ataku wirusa.

Kryzys chorobowy trwał 27 miesięcy, do 20 maja 1921 roku. W tym dniu Marcie ukazała się Maryja (świadkiem widzenia była siostra Marty, Alice). Po tej wizji nastąpiła czasowa poprawa stanu zdrowia do tego stopnia, że Marta udała się z pielgrzymką w okolice Chateauneuf-de-Galaure. Mając nadzieję na wyzdrowienie, zdecydowała się wstąpić do Karmelu, wzorem Małej Tereski. Jednak urzeczywistnienie tego zamiaru wymagało żelaznego zdrowia, taki był warunek... Postanowiła wówczas: „[…] oddać się Bogu całkowicie, wybierając nie życie karmelitanki, ale nie wybierając niczego”.

Pod koniec roku choroba powróciła. Marta nie mogła pracować w gospodarstwie, zajęła się zatem haftem – nie dla zabicia czasu, ale by zarobić pieniądze. W tym czasie zaczęła także czytać książki z biblioteki parafialnej. Trafiła wówczas na kilka zdań, które zmieniły jej życie. W książeczce do nabożeństwa przeczytała: „Czemu szukasz odpoczynku, skoro do walki zostałaś przeznaczona? Czemu szczęścia szukasz, skoro narodziłaś się dla cierpienia?”. Marta zareagowała na nie buntem. Potem przypomniała sobie Teresę z Lisieux i usłyszała jakby wewnętrzny głos: „Dla ciebie przygotowano cierpienie”. Znowu otworzyła modlitewnik, w którym przeczytała: „Bogu należy oddać wszystko”.

„Nie czytałam już dalej – powiedziała później – To było moje światło”. Zbierając w sobie wszystkie siły umysłu i serca, odpowiedziała „fiat”. Kilka miesięcy później pogorszyło się jej zdrowie, jakby w odpowiedzi na tę ofiarę. Leżała w łóżku, modliła się na różańcu, haftowała, czytała Ewangelię i żywoty świętych. Notowała myśli, które ją szczególnie uderzały: „Miłość niczego nie potrzebuje, jedynie tego, by nie napotykać na opór; Trzeba, abyś była w stanie nieustannej ofiary”.

Marta czuła wyraźnie, że te słowa są skierowane do niej, ale niełatwo było przyjąć je i zaakceptować. Wiele lat później przyznała: „Walczyłam z Bogiem. Chrystusa wybrałam dopiero po latach trwogi, po wielu doświadczeniach fizycznych i moralnych. Tak często stawiałam opór, opór aż do bólu”.

Życie rodzi się ze śmierci

W 1926 roku 24-letnia Marta zapadła w trzytygodniową śpiączkę. Wszyscy spodziewali się jej śmierci. Ku zdumieniu lekarzy i rodziny ocknęła się i powiedziała: „Sądzę, że nie umrę”. Potem dodała: „Widziałam świętą Teresę. Powiedziała mi: «Nie umrzesz. Masz do spełnienia duchową misję»”. Na to wezwanie Marta odpowiedziała kolejnym „fiat”. Równocześnie pojawiły się jednak wątpliwości: „Boję się tego wszystkiego. Tak bardzo jestem samotna duchowo i moralnie, a jednak czuję, że muszę zdać się na Niego bez zastrzeżeń. Fiat! Wydaje mi się, że jestem tylko drobną rzeczą w rękach Boga i że zostanę już tak do śmierci. Nie wiem, co chce ze mną uczynić, ale pragnę wszystkiego”.

W 1928 roku dotknęła Martę całkowita blokada krążenia w kończynach, która do końca życia przykuła ją do łóżka. Nie mogła jeść ani pić, ponieważ miała trudności z przełykaniem pokarmu. Przez 50 lat, aż do swojej śmierci, przyjmowała wyłącznie Komunię świętą, którą raz w tygodniu przynosił jej ojciec Finet. Aby mogła mówić, zwilżano jej usta wodą lub kawą. „Chciałabym móc jeść, pić chociaż trochę – mówiła – Jakoś sobie to rekompensuję, układając jadłospisy”. W jej imieniu wysyłano paczki żywnościowe dla więźniów i ubogich. „Wyobrażam sobie, że jem razem z nimi pokarmy, które dostają. Pamiętam zapachy, wonie. Nie przywiązuję jednak wagi do tego postu, który narzucił mi Jezus”.

Marta odkryła, że dzięki cierpieniu i całkowitej rezygnacji ze swojej woli może poznać Boga. Przez całe życie będzie pogłębiać to niesłychane odkrycie, że cierpienie paradoksalnie miesza się z radością. „Ostrze cierpienia popycha nas do przodu i w górę pod warunkiem, że wymkniemy się pokusie ucieczki dołem, czyli przez samobójstwo” – powiedziała kiedyś.

Być jak Jezus

W kolejnym roku Marta straciła władzę w ramionach i odtąd nie mogła już haftować, później utraciła też władzę w dłoniach i przestała przesuwać paciorki różańca. We wrześniu 1930 rok ukazał się jej Jezus i zapytał: „Czy chcesz być jak Ja?”. W odpowiedzi na kolejne fiat, otrzymała stygmaty. Od tego czasu aż do swojej śmierci w 1981 roku Marta co tydzień (od przyjęcia w czwartek Komunii świętej do niedzieli), przeżywając stany mistyczne, cierpiała mękę Golgoty. Z jej oczu spływała krew, na czole nosiła ślady po koronie cierniowej, a na ciele znaki ukrzyżowania. Podczas jednego z kolejnych widzeń Jezus powiedział do niej: „To ciebie wybrałem, abyś przeżywała moją Mękę w sposób najpełniejszy od czasu mojej Matki i nikt po tobie nie będzie jej przeżywał w Kościele w takiej pełni. Abyś mogła przeżywać ją całkowicie, nigdy nie zaśniesz, coraz bardziej postępując w cierpieniu. Spać znaczyłoby porzucić cierpienie. Będziesz cierpieć coraz bardziej”.

I Marta z miłości do Jezusa przyjmowała kolejne cierpienia. „Moją misją jest ofiara – mówiła – a moje życie nieprzerwaną mszą. Zawsze miałam wrażenie, że moje łoże boleści to nie łóżko, ale ołtarz. To krzyż... Iść za Jezusem, niosąc swój krzyż, nie oznacza wiązania kuli u nogi, ale przyprawienie sercu skrzydeł, pojawienie się nieba w naszym życiu. Cierpienie jest szkołą prawdziwej miłości... Ofiara i hostia stopniowo stały się moim życiem... Miłość i cierpienie splatają się ze mną coraz mocniej... A wszystko to wydaje mi się cudownie dobre”.

Życie rodzi się z życia

Do domu Marty przyjeżdżało coraz więcej ludzi. Niektórzy przychodzili w poszukiwaniu sensacji, inni pragnęli spotkania z Bogiem. Marta, przykuta do łóżka przez większość swego życia, poruszyła całą Francję, a później – świat. Przyjeżdżali do niej prości ludzie i wielkie osobistości: br. Efraim (założyciel Wspólnoty Błogosławieństw), s. Madeleine (zał. Zgromadzenia Małych Sióstr Jezusa), Graziella De Luca (zał. ruchu Focolari), Jean Vanier (zał. Arki), Marie- Hélène Mathieu (zał. ruchu Wiara i Światło), Pierre Goursat (zał. wspólnoty Emmanuel), Maria-Dominique Phillippe (zał. Wspólnoty św. Jana), kard. Leon J. Suenens (teolog Odnowy Charyzmatycznej).

Philippe Madre, wspominając spotkanie z Martą, powiedział: „Przypominam sobie bardzo mocne słowa Marty, kiedy mówiłem jej o współczesnym lęku chrześcijan przed dawaniem świadectwa. Powiedziała wtedy: „Ale to ulegnie zmianie razem z powrotem wiary” i prawdą jest, że sytuacja ulega zmianie, i prawdą jest, że proroctwo Marty Robin dla Kościoła właśnie się wypełnia.

Myślę, że my także możemy stać się w pewnym sensie prorokami w imię naszego Chrztu, jak Marta Robin…Bardzo ważne dla niej było, by cała płodność jej życia opierała się na Eucharystii. Odwołując się do wiary, zapraszała wszystkich chrześcijan, by żyli Eucharystią i nie traktowali jej jako praktyki religijnej czy obowiązku, ale naprawdę żyli tym, co celebrują, a co stanowi tajemnicę Kościoła”.

Małgorzata Sękalska

„Głos Ojca Pio” (35/2005)

_________________
Miłość nie jest kochana
Św. Franciszek


Góra   
  Zobacz profil Wyślij e-mail      
 
Klara
 Tytuł: Re: Żyła 50 lat nic nie jedząc. Pokarmem była tylko Eucharystia.
PostNapisane: 16 lis 2014, o 22:34 
Offline
200p
200p
Postów: 273
Marta Robin- francuska tercjarka franciszkańska, mistyczka i stygmatyczka, duchowa matka wspólnot świeckich o charakterze religijnym „Ogniska Światła i Miłości”, Sługa Boża Kościoła Katolickiego.

Marta była najmłodszą spośród sześciorga rodzeństwa. W 1918 zdiagnozowano u niej paraliż kończyn dolnych i górnych, a także zanik odruchu przełykania. Lekarze nie potrafili postawić jednoznacznej diagnozy. Dopiero w drugiej połowie XX wieku uznano, że najprawdopodobniej chorowała na wirusowe zapalenie mózgu. W 1928 roku dotknęła ją całkowita blokada krążenia krwi w kończynach, czego skutkiem był brak możliwości samodzielnego poruszania się.

Mistycyzm i działalność20 maja 1921 r. Marta miała doznać pierwszego objawienia Matki Bożej. Był to początek serii wizji świętych.Według zeznań świadków, miała ona dar inedii, bilokacji, proroctwa, przeżywania Męki Pańskiej i stygmatów (od 1930). Co środę przyjmowała konsekrowaną hostię która była jej jedynym pokarmem przez 52 lata. Jej dom stał się celem pielgrzymek. Dnia 2 listopada 1928 roku została przyjęta do III Zakonu Św. Franciszka. Choć od 1986 roku toczy się proces beatyfikacyjny Marty Robin, jej mistyczne przeżycia nie zostały jak dotąd oficjalnie potwierdzone przez Kościół.
Duchowe dziełoMarta Robin poprosiła swojego spowiednika ks. Georges’a Fineta o zorganizowanie pięciodniowych rekolekcji w milczeniu. We wrześniu 1936 Ksiądz Finet przyjechał do Chateauneuf i wygłosił pierwsze rekolekcje.Uczestniczki uroczystości założyły „Ognisko Światła i Miłości”,wspólnotę świeckich, którym przewodzi kapłan. Wspólnota otworzyła swoje oddziały w różnych krajach świata, a w 1986 została uznana i usankcjonowana przez Stolicę Apostolską za międzynarodowe stowarzyszenie wiernych. W Polsce istnieją dwa takie Ogniska Miłości.

http://pl.wikipedia.org/wiki/Marta_Robin


Jej młodość była zwyczajna: była po prostu córką chrześcijańskiej, chłopskiej rodziny. Od dzieciństwa była wątłego zdrowia. Najbliżsi zapamiętali ją jako dziecko bardzo pogodne i pobożne. Lubiła śmiać się, żartować, tańczyć i modlić się. Od dzieciństwa cechowała ją niezwykła cześć dla Maryi, o której mówiła często: moja Mama. Po latach mówiła o sobie: Zawsze bardzo kochałam Dobrego Boga. Wcześnie stanęła wobec doświadczenia cierpienia. Od 1918r. choroba powoli unieruchamiała ją. Wzrost duchowy Marty dokonujący się w zmaganiu z cierpieniem, doprowadził ją do całkowitego ofiarowania się Bogu. Zostało ono wyrażone w 1925 r. w „akcie zawierzenia Miłości i Woli Bożej”: Panie, mój Boże, poprosiłeś o wszystko swoją małą służebnicę; weź więc i przyjmij wszystko. W tym dniu zdaję się na Ciebie bez reszty i bezpowrotnie. (…) O, Ukochany mej duszy, słodki Jezu, tylko Ciebie jednego chcę… i dla Twojej Miłości wyrzekam się wszystkiego… Obym nie miała już innych myśli, chęci, pragnień,zainteresowań, radości ni cierpień, jak tylko Twoje… Akt ten uroczyście złożyła 15 października, w dzień św. Teresy. Nawiązała w ten sposób do swego wcześniejszego pragnienia, by być karmelitanką,niemożliwego do realizacji ze względu na stan zdrowia. Słowa te wcielała w życie w różny sposób, m.in. odstępując komuś innemu miejsce w pielgrzymce do Lourdes. Pielgrzymkę tę Marta traktowała jako ostatnią szansę na odzyskanie sił. Nie pojechać tam znaczyło dla niej zrezygnować z nadziei na uzdrowienie.
Od lat znane jej bóle reumatyczne wzmagały się. W czasie kolejnego ataku choroby, gdy przekonana już była o bliskiej śmierci,ujrzała św. Tereskę od Dzieciątka Jezus. Otrzymała wybór: albo pójść do nieba natychmiast, albo przyjąć misję wynagradzania za grzechy,cierpiąc w jedności z Chrystusem w intencji odrodzenia Kościoła i życia chrześcijańskiego we Francji. Wybrała cierpienie…
Gdy miała 26 lat jej nogi zostały całkowicie sparaliżowane,niecały rok później nastąpił paraliż rąk i całego ciała, aż po zanik odruchu przełykania. Unieruchomiona leżała w łóżku przez pięćdziesiąt lat, cierpiąc w sposób, który trudno sobie wyobrazić. W 1930 roku przeżyła swoistą wizję, w której ukazał się jej ukrzyżowany Chrystus.Otrzymała wówczas jakby strzały miłości, które odcisnęły na niej stygmaty. Od tego czasu każdego piątku przeżywała Mękę Chrystusa. W uroczystość Ofiarowania Pańskiego 1932 r. straciła czucie w rękach i nogach. Od tej pory, aż do śmierci, leżała na nogach, zgiętych w kolanach.

Pewnego dnia Marcie ukazał się Jezus mówiąc:

„To ciebie wybrałem, abyś przeżywała moją Mękę w sposób najpełniejszy od czasu mojej Matki i nikt po tobie nie będzie jej przeżywał w Kościele w takiej pełni. Abyś mogła przeżywać ją całkowicie, nigdy nie zaśniesz, coraz bardziej postępując w cierpieniu. Spać znaczyłoby porzucić cierpienie. Będziesz cierpieć coraz bardziej.”
Przeczytała kiedyś w modlitewniku chrześcijańskim takie oto słowa:
„Dlaczego szukasz pokoju, kiedy stworzona jesteś do walki, dlaczego szukasz przyjemności, kiedy stworzona jesteś do cierpienia”.
Marta czuła wyraźnie, że te słowa są skierowane do niej, długo z nimi walczyła. Marta wpada w mistyczne stany, dzieje się to w każdy czwartek, po przyjęciu eucharystycznego Jezusa, wtedy jest całkowicie wyłączona dla otoczenia, tak jest do niedzieli. Trudno cokolwiek powiedzieć na temat tych mistycznych stanów, Marta nie zwierza się, co się wtedy z nią dzieje, wiadomo jest tylko, że przeżywa Mękę, tak jakby była na Golgocie. Z jej oczu spływa krew, na swoim ciele nosi ślady stygmatyzacji. Marta każdego czwartku wieczorem bardzo drży ze strachu. Wszystko wskazuje na to, że przeżywała realnie fizycznie i psychicznie Mękę Jezusa, począwszy od Ogrójca aż po śmierć na Golgocie.

Przez 50 lat Marta Robin nie mogła nic jeść i pić z powodu zaniku odruchu przełykania. Przez cały ten czas właściwie nie spała. W liście do Boga napisała: Pragnę tylko Ciebie i dla Twej miłości wyrzekam się wszystkiego. Przyjmij ofiarę mnie samej dla nawrócenia grzeszników i dla uświęcenia dusz. Ból, który wywoływało światło zmusił ją do przebywania w ciemnym pokoju.

Tam przeżywała Mękę Chrystusa. W każdy piątek umierała razem z nim i aż do niedzieli wydawała się martwa. Była wtedy „nieobecna” dla otoczenia, przeżywając poszczególne etapy Męki. W ciągu pozostałych dni tygodnia na jej czole pozostawały nieraz ślady zaschniętej krwi. Jej rozwój duchowy oraz zażyła więź z Bogiem płyną nie z samego faktu cierpienia, ale z tego, że umiała je uczynić ofiarą. Mówiła: Cierpienie jest wielkie pod warunkiem, że potrafimy cierpieć w sposób święty.Cierpienie nabiera wartości takiej, jaką mu nadaje ten, kto cierpi.Obyśmy nie cierpieli na próżno, to zbyt smutne… Obyśmy cierpieli dla Boga i dla dusz…

Marta straciła władzę w nogach, w rękach, nie jadła, ani nie piła,nie spała. Pozostał jej jedynie wzrok. Marta ofiarowała swe oczy, aby dzielić ciemności, które zwaliły się na świat wraz z II wojną światową i by w ten sposób go ratować.
Marta nie pozwalała na to, by ból zamykał ją w sobie. Była otwarta dla wszystkich, którzy pragnęli się z nią spotkać.W swoim pokoju przyjmowała ludzi, którzy przychodzili po pocieszenie i radę. Spotkanie z Martą, trwające przeciętnie kilka minut, szybko i niepostrzeżenie przechodziło w duchowe porozumienie. Miała niezwykłą pamięć i była bardzo wierna obiecanej modlitwie. Po latach pamiętała intencje zgłoszonych jej modlitw i pytała o los tych, za których się modliła. Pomagała też ludziom, organizując m. in. paczki dla więźniów,a później także dla Ognisk w Trzecim Świecie.

DZIWNE SZCZĘŚCIE
Zachowanie Marty Robin z ludzkiego punktu widzenia wygląda paradoksalnie! Mimo ogromnych cierpień była szczęśliwa. To szczęście wypływało ze świadomości, że jest złączona z Bogiem. Marta pragnęła cierpieć ponieważ wiedziała, że cierpienie będzie postępem w miłości, pragnęła obarczać się nowymi cierpieniami, widziała w tym wszystkim bardzo głęboki, wymowny sens, w którym my letni chrześcijanie nie widzimy nic poza „niepotrzebnym kolejnym cierpieniem”. Dla Marty cierpieć oznaczało bardziej służyć Bogu, jeszcze mocniej Go kochać. Obarczała się cierpieniami innych, zwłaszcza grzeszników, żyła miłością najtrudniejszą czyli najbardziej bezinteresowną, nie lękającą się ponieść ofiary za innych. Marta była szczęśliwa, cierpiała ogromnie i była szczęśliwa.

„KTO SPOŻYWA MOJE CIAŁO I KREW MOJĄ PIJE NIE UMRZE NA WIEKI”
Marta nie mogła przełknąć nawet kropli wody, a jednak przyjmowała Komunię św. Był to jej jedyny pokarm przez ponad pół wieku.Jakiekolwiek oszukaństwo w tym względzie zostało wykluczone przez wielu lekarzy, którzy z wielką skrupulatnością czuwali nad nią i badali jej zachowanie. Marta przyjmowała Komunię św. w sposób nadzwyczajny.Wystarczyło przybliżyć Hostię do jej warg, a opłatek sam znikał w jej ustach. Księża twierdzili, że Hostia dosłownie wyrywała się im z palców. Sama Marta mówiła o tym: Hostia wnika we mnie, lecz ja sama nie wiem, jak. Eucharystia nie jest zwykłym pokarmem. Za każdym razem, nowe życie we mnie się wlewa. Jezus jest w całym moim ciele, jakbym zmartwychwstawała. Komunia jest czymś więcej, niż zjednoczeniem: jest stopieniem się w jedno
Wbrew pozorom dziwaczności, zjawisko mówi wiele o wzajemnej relacji Marty i Chrystusa. Hostia, wyrywająca się z rąk kapłana, to przecież sam Chrystus, dążący w pośpiechu na spotkanie ze stworzeniem,które umiłowało Go ponad wszystko i oczekuje na Niego z wielką tęsknotą. Kolejnym zadziwiającym zjawiskiem było to że hostia sama wędrowała do ust Marty. Wystarczyło, że kapłan zbliżył jej hostię do ust, a ta sama jakimś cudem jakby wyrywała się z palców i wędrowała prosto do jej ust. Nieraz nawet hostia przemierzała odległość 20 cm zanim trafiła do ust. To wszystko niezbicie dowodzi, że Jezus Chrystus Zbawiciel wszechświata jest rzeczywiście obecny ciałem i krwią w konsekrowanej hostii.

ZMAGANIA Z SZATANEM

Szatan nienawidzi świętości, ofiary i tego, że mu się zabiera dusze. Marta jak wielu mistyków czy świętych nie była wolna od jego działań. Zły duch nawiedzał ją, dręczył i maltretował duchowo i fizycznie. Poddawał w wątpliwość jej ofiarę, sugerował jej że to wszystko nie ma sensu, że te wszystkie dusze i tak zostaną potępione. Że jej ojciec duchowy o. Finet nie chce mieć z nią nic wspólnego. U Marty to wszystko potęgowało cierpienie. Często pytała ojca Fineta czy to prawda? Szatan obchodził się z Martą bardzo brutalnie, uderzał ją fizycznie. Nie rzadko bywało tak, że o. Finet, gdy przychodził do domu Marty, zastawał ją leżącą na podłodze, pobitą i posiniaczoną. A przecież Marta była całkowicie sparaliżowana, nie mogła się nawet obrócić na bok leżąc w łóżku. Zdarzało się nie raz, że szatan uderzał jej głową o ścianę. Nikt inny nie mógł tego uczynić, gdyż tylko o. Finet miał klucze do jej domu. Bywało czasem że o. Finet przychodził z kimś do Marty, już przed drzwiami było słyszeć jakieś odgłosy jakby walki. Szatan nigdy nie darzył miłością tych, którzy składają siebie w ofierze za ocalenie dusz.
Na fotografiach pokoju Marty można zauważyć na podłodze przy łóżku leżący gruby materac, położono go po to aby ograniczyć moc uderzenia, gdy szatan rzucał ją o podłogę. Zdarzało się, że ataki następowały w obecności o. Fineta i osób przybyłych. Świadkowie tych zdarzeń byli zbulwersowani tym, co się działo. Szatan tak ją mocno i na różne sposoby maltretował, że pewnego dnia skręcił jej kark. Jej ból był przerażający.
Bardzo zagadkowa jest śmierć Marty Robin, nie umarła ze starości. Jest to jeden z niewielu bardzo rzadkich zgonów, w których Bóg dopuścił, aby szatan odebrał człowiekowi życie.
Jest pytanie, dlaczego Marta Robin mimo swojego bezwzględnego heroizmu, poświęcenia i świętości życia nie jest jeszcze ogłoszoną świętą? Marta Robin zapewne zostanie ogłoszona świętą ale jak to w takich przypadkach bywa Stolica Apostolska nigdy się nie spieszy. Obecnie są nadal studiowane zapiski Marty. Watykan jest oczywiście zainteresowany beatyfikacją Marty Robin, od samego początku Kościół Katolicki odnosił się do Marty bardzo przychylnie, wyraz temu dał papież Jan Paweł II mówiąc: Dla dzisiejszego świata Marta Robin jest kontynuacją odkupienia. Musimy po prostu cierpliwie czekać i modlić się o beatyfikacje.
Tą schorowaną kobietę w ciągu jej życia odwiedziło przeszło 100 tys. osób, dla każdego z nich spotkanie z Marta było nową nadzieją, inspiracją do lepszego życia, każdy kto opuszczał jej pokój wychodził już inny, w tym kilku znanych polskich kapłanów



Dla Marty jak dla większości mistyków chrześcijańskich, demon był postacią realną. Nie miała żadnych wątpliwości co do jego istnienia.Niepokoił ją, aby przeszkodzić działaniu Boga w niej i jedności z Chrystusem. listopada r., w noc po wstąpieniu Marty do Trzeciego Zakonu Świętego Franciszka, jej śpiącą obok matkę obudził rozdzierający krzyk.Marta powie później: „Uderzył mnie diabeł”. Miała wybite dwa zęby!

Było to bezpośrednie działanie na nią, ale także zmierzające do przeszkodzenia w założeniu Ogniska. Jeanowi Guittonowi powiedziała:”Planuje przeszkody, aby zniszczyć Ognisko”. Mamy też świadectwo ojca Fineta: „Pod koniec drugich rekolekcji (było to Boże Narodzenie r.)chciałem zakończyć nasze pięć dni nocną adoracją.

Kiedy demon dokuczał, Marcie ukazywała się Najświętsza Panna. Ona to oczywiście nie pozwalała jej udusić”. Trudno skończyć cytowanie ojca Fineta: „Jako jej ojciec duchowy byłem często jej powiernikiem i widziałem niejedno, na przykład, jak bardzo demon zawziął się na nią i jak Święta Panna ją chroniła”. „Coraz bardziej stawał się zawzięty,czasami rzucał się na otaczające przedmioty, czasem na jej ciało, ale przede wszystkim starał się dotknąć najczulszych strun jej osobowości.Przyjdzie taki czas, że więcej będzie można powiedzieć na temat jego działania w życiu Marty. „Cierpiała bez przerwy. Mawiała: Nie ma ani jednego milimetra mojej istoty, który nie byłby cierpieniem. Tylko ojciec Finet był w tych momentach przy niej. W czasie jego nieobecności nie było nikogo. Widać tu wiele analogii z doświadczeniami,jakie spadały na Proboszcza z Ars. W ten sposób szatan próbował ją niepokoić, przekonując zwłaszcza o bezcelowości cierpienia za zbawienie dusz, a nawet o konieczności opuszczenia gospodarstwa rodziców, aby nie przeszkadzać Bogu w działaniu”.

AKT OFIAROWANIA SIĘ BOGU

Panie, mój Boże, o wszystko poprosiłeś swą małą służebnicę,
weź więc i przyjmij wszystko.
W dniu dzisiejszym oddaję się Tobie bez reszty, o umiłowany mojej duszy!
To jedynie Ciebie pragnę i dla Twojej miłości wyrzekam się wszystkiego.
Kocham Cię, błogosławię Cię, uwielbiam Cię,
całkowicie oddaję się Tobie, w Tobie się chronię.
Ukryj mnie w Sobie, gdyż moja natura drży pod brzemieniem
okrutnych doświadczeń, jakie zewsząd mnie przygniatają
i dlatego, że ciągle jestem sama.
Mój umiłowany, pomóż mi, zabierz mnie ze Sobą.
To jedynie w Tobie pragnę żyć i jedynie w Tobie umrzeć. Pomóż mi!

_________________
Miłość nie jest kochana
Św. Franciszek


Góra   
  Zobacz profil Wyślij e-mail      
 
Wyświetl posty nie starsze niż:  Sortuj wg  
Utwórz nowy wątek Odpowiedz w temacie           [ Posty: 3 ] 

Strefa czasowa: UTC + 1 [ DST ]


    |    Kto przegląda ten dział ?

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 9 gości


Nie możesz rozpoczynać nowych wątków
Nie możesz odpowiadać w wątkach
Nie możesz edytować swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów

..
Skocz do:  


Chwała Ojcu i Synowi, i Duchowi Świętemu, jak była na początku, teraz i zawsze i na wieki wieków. Amen.
Czytając to Forum DDN, wyrażam swoją Miłość do Maryi i Jezusa Chrystusa, wierząc w Jego Wszechmoc i Miłosierdzie.

"Od Prawdy zależy przyszłość naszej Ojczyzny" - święty Jan Paweł II


Sanktuarium Matki Bożej Kębelskiej w Wąwolnicy Jezu Ufam Tobie!

+ Ewangelia na każdy dzień     + Pismo Święte     + Katechizm Kościoła Katolickiego     + Portal Radio Maryja     + Słuchaj Radia Maryja, przez internet   
Użytkowanie witryny oznacza zgodę na wykorzystywanie plików cookies. Polityka cookies.